Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197

W głównej roli Obiadów czwartkowych dziś Alwynne Pritchard i dwie płyty z jej udziałem. Najpierw album z kompozycjami Vinko Globokara, następnie autorskie dzieło brytyjskiej artystki, Rockaby. Zapraszamy do lektury. Jest bardzo w s p ó ł c z e ś n i e.

 


AUTOR: BIT20 Ensemble, Vinko Globokar, Alwynne Pritchard,
TYTUŁ: Les Soliloques Décortiqués
WYTWÓRNIA: Kairos
WYDANE: 30.08.2019


Francuski kompozytor o słoweńskich korzeniach prezentuje swoje trzy świetne kompozycje. Trzy odrębne, trzy zarejestrowane w norweskim Bergen w 2018 roku. Trzy będące wynikiem festiwalu Bergen Festival.

Vinko Globokar to postać w świecie muzyki improwizowanej bardzo ważna. Urodzony we Francji w 1934 roku, mając słoweńskie korzenie, przez wiele młodzieńczych lat żył w kraju swoich rodziców (od 13. do 21. roku życia). To właśnie tam rozpoczął przygodę z jazzem. Jazzem improwizowanym, należy podkreślić, a należy, bo improwizacja w twórczości Globokara stanowi bardzo ważny punkt. To zresztą punkt wyjścia dla kompozytora i puzonisty, słyszymy to na Les Soliloques décortiqués z udziałem BIT20 Ensemble i brytyjskiej artystki Alwynne Pritchard, która pojawia się w utworze drugim.

W jak zwykle świetnej w wypadku KAIROS książeczce dołączonej do płyty przeczytamy coś na podobieństwo dziennika Vinko Globokara, w którym kompozytor opisuje przywdziewające formę kalendarza zapiski z prac nad utworami lub też krótkimi notkami, w jaki sposób doszło do stworzenia dzieł. To ciekawa lektura, zachęcam do sięgnięcia (zwłaszcza że Les Soliloques décortiqués to jedna z lepszych płyt z kairosowej kolekcji, jaką ostatnio słyszałem). Otwierająca wydawnictwo kompozycja tytułowa jest pracą najnowszą, pochodzi z 2016 roku. Globokar skomponował ją specjalnie dla norweskiego ansamblu. Zamysł kompozycji jest banalny: Globokar przygotował partyturę, którą każdy z muzyków i muzyczek gra, improwizując z własnym instrumentem. Ma na to dziewięćdziesiąt sekund, a pozostali członkowie (i członkinie) BIT20 powtarzają na swoich instrumentach zagrany motyw. To niekiedy karkołomne zadanie, zwłaszcza powtarzanie syntezator, organy, perkusję czy cymbały melodii wykonanej na instrumentach strunowych czy dęciakach. Wirujące flet, klarnet czy skrzypce kontra perkusja lub tuba? Na „Les Soliloques décortiqués” to się udało.

Mamy też utwór numer trzy, „Kaleidoskop im Nebel”, od niego wszystko się zaczęło, to właśnie w 2012 roku Globokarowi zaproponowano stworzenie kompozycji dla BIT20 Ensemble. No i stworzył, wybitnie skomplikowaną, chaotyczną, dynamiczną, przewrotną niczym kalejdoskop. Zaczynając od płytkich, nerwowych oddechów, szybko napotykamy się na ścianę perkusyjnego hałasu, minimalistyczne, miarowe piłowanie strun wiolonczeli lub kontrabasu, głuche, gęste, ujadające i opadające smyki i śmiech grupowy – bo głos w pracach Globokara jest rzeczą bardzo ważną. Dużo dzieje sie w tym utworze, kakofoniczna praca instrumentalistów, którzy są również członkami orkiestry symfonicznej, jak istotna jest to wiadomość dla słuchaczy, jak ciekawie podszedł do tematu kompozytor, który, tworząc dzieło, wymagał nie tylko umiejętności improwizatorskich, ale przede wszystkim wirtuozerii muzycznej, którą cechują prawdziwi, wybitni muzycy. Świat w „Kaleidoskop im Nebel” jest zawiły, pocięty, zapętlony, budowany na swoiste grupy instrumentów, które razem tworzą spójną całość. Całość symfoniczno-klasyczno-minimalistyczną, charakterystyczną dla muzyki współczesnej komponowanej. Nie sposób ogarnąć i zliczyć motywów pojawiających się w utworze. Jest ich bez liku, każdy nurtuje, wymaga skupienia. I gdyby był to utwór numer dwa, można by było powiedzieć: dość, wystarczy, jest bardzo dobrze.

Ale między pierwszym a trzecim jest przecież kompozycja druga. A tę Vinko Globokar dedykował Alwynne Pritchard, dyrektorce artystycznej Bergen Festival.

I „Sporano Tapaguese Sur Ache De Noë (Formerly Known As Metamorphosis)” jest rzeczą świetną. Nieoczywistą. Zbudowaną na sile głosu Alwynne i jej pomysłowości. Zamierzeniem utworu było oddanie pola Brytyjce, skierowanie dzieła na performatywne tory. No i mamy Pritchard w świetnej formie, z luzem, gracją, w pełni awangardowym działaniem. Czego tu nie znajdziemy: odgłosy zwierząt (kota, ptaków, małpy), krzyki że krew staje w żyłach, proste instrumentarium (grzechotka?, fleksaton, dzwoneczki na kostce). Całe wykonanie jest niezmiernie dynamiczne, nieprzewidywalne, to prawdziwy performance muzyczny z głosem i wyobraźnią jako głównymi instrumentami.

NASZA OCENA: 8.5

***


AUTOR: Alwynne Pritchard, The Norwegian Naval Forces’ Band, ensemble recherche, SWR Experimentalstudio, BBC Scottish Symphony Orchestra
TYTUŁ: ALWYNNE PRITCHARD: Rockaby
WYTWÓRNIA: Kairos
WYDANE: 30.08.2019


Ale mamy jeszcze starsze wydawnictwo. Z 2019 roku wraca do nas niczym głos zza chmur Rockaby Alwynne Pritchard. No i nie wiem, nie jestem pewien, czy ta płyta przeleżała u mnie tyle czasu, czy Kairos podesłało ją w 2020 z innymi albumami. Faktem jest, że zarówno sama kompozytorka wykreowała w swoich kompozycjach świetną przestrzeń dźwiękową, tak i wykonawcy (a jest ich wielu) stanęli na wysokości zadania.

Rockaby to zbiór utworów z lat 2004-2016, wykonanych w Niemczech, Norwegii i Szkocji. Brytyjka mieszka od wielu lat w norweskim Bergen, związana jest z BBC, pełni funkcję dyrektorki artystycznej Bergen Festival, zakładała muzyczny teatr Neither Nor, komponuje, śpiewa, zajmuje się działaniami performatywnymi, w szczególności łączącymi ciało, głos i ruch. Jej Rockaby stanowi naprawdę korzystną prezencję kompozytorskiej twórczości Alwynne Pritchard (oraz wokalnej, bo w utworze tytułowym słyszymy autorkę), ukazując głębię jej pomysłów i rozwiązań. Weźmy otwierające „Loser”, etiudę na pianino, głos i obiekty, stanowiące misz masz tematyczny. To też nawiązanie do książki Thomasa Bernharda z 1983 roku, Der Untergeher – chodzi o partie wokalne, w których Klaus Steffes-Holländer porusza kwestie ujęte w tej właśnie książce. Do tego raz klasyczne granie na pianinie, raz minimalistyczne podejście w stylu Cage’a, wykorzystywanie przeróżnych obiektów (jak worek z pisakiem, który Klaus rozsypuje skrupulatnie, zrzuca, metaliczne uderzenia, zgrzyty i tarcia). W tym minimalizmie jest metoda, bo wszystkie pojawiające się bodźce zmuszają do wytężenia słuchu, zamknięcia oczu, czucia tej muzyki.

Odrębnym bytem jest „March, March, March” w wykonaniu The Norwegian Naval Forces’ Band,

wojskową orkiestrę, która powstała w…uwaga… 1820 roku. Tytuł kompozycji idealnie oddaje ducha nagrania. To marsz wojskowy, militarne dzieło, nerwowe dęciaki w tle, wysokie, budujące napięcie smyki współgrają z równą rytmiką. Nie ma w tym utworze ani krzty muzyki poważnej klasycznej, kojarzącej się z orkiestrami wojskowymi, z instrumentów płyną melodie psychodeliczne, pełne transowości. Ensemble recherche, który pojawił się w ostatnich Obiadach czwartkowych, wykonał „Decoy”. To pełna ambientu kompozycja, zbudowana na długich dźwiękach samotnych syntezatorów (albo innej elektroniki?), wzbogaconych ciągiem klarnetu i oboju. Co jakiś czas te spokojne pasma przerywają niepokojące uderzenia talerzy perkusyjnych, a potem przechodzimy w ciężkie drone’owe partie smyków. „Decoy” Pritchard podzieliła na kilka odrębnych części, każda zbudowana jest innym odcieniem szarości, każda jest mroczna, powolna, chropowata. Ciekawym momentem jest wejście mocnego pianina, które rezonuje i potęguje głębię zagubienia wśród otaczających dźwięków. A utwór tytułowy? „Rockaby” to praca na solistkę (w tej roli sama Alwynne Pritchard) i ogromną orkiestrę szkockiego BBC. Oraz ruch, bo samo wykonanie w maju 2016 roku w City Halls w Glasgow zaprezentowało jeszcze aspekt taneczny (w booklecie do płyty widnieją zdjęcia kostiumu przygotowanego specjalnie na ten koncert).

w Graffiti słyszymy pokaz umiejętności perkusyjnych Christiana Diersteina, który tworzy gęste faktury oparte na uderzeniach, stukotach, trzęsawiskach talerzy, generujące ciągły, narastający wewnętrzny niepokój. Świetnie brzmi „Irene Electric” praca na skrzypce, elektronikę i dziecięce wokale. Skrzypce Victorii Johnson jawią się jako zniekształcona forma dźwięków, melodie niekiedy rwane, a w tle niczym rozgrzany do czerwoności czajnik słychać ostre dla uszu piski. Znakomite, monumentalne wręcz wydawnictwo. Zgiełk.

NASZA OCENA: 8

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
8.2FYHOWA OCENA (ŚREDNIA)

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: