Warning: Undefined variable $cb_best_rating in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4295

Warning: Undefined variable $cb_score_output in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4295

Warning: Undefined variable $cb_best_rating in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4295

Warning: Undefined variable $cb_score_output in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4295

AUTOR: Throbbing Wafle
TYTUŁ: Ultra Greatest Hits
WYTWÓRNIA: Requiem Records
WYDANE: 9 października 2015

 
Wystarczy spojrzeć na okładkę tej płyty i wszystko wiadomo – przez myśl przechodzą Aussie Pink Floydy i The Rattles, tributy na całego. Kolektyw artystów stojących za nagraniem tego albumu stosuje typową dla coverbandów wizualną zżynkę/stylizację – i to do tego stopnia, że mamy nawet pandrogenicznego „Genesis” w składzie, w stanie dużo bardziej zaawansowanego przeobrażenia niż na oryginalnym zdjęciu, którym artyści się inspirowali. Na krążku jest mikrowafel, przekreślony symbolem Throbbing Gristle – przemycony element tożsamości pomysłodawców tego przedsięwzięcia.

Fajnie się czyta tekst na wewnętrznej stronie okładki płyty – Maciej Sienkiewicz, artysta z wytwórni Requeim, pisze trochę zmitologizowaną, trochę pompatyczną historię pomysłu i projektu, który w sumie cudem zarejestrował dość materiału, żeby wydać płytę, zagrał kilka koncertów, a później rozpadł się na dobre. To jednak dobry chwyt, kiedy opowiada się o przedsięwzięciach biorących na warsztat tak surowe, okropne kompozycje, jak te powstałe na przestrzeni lat w głowach członków zespołu Throbbing Gristle. Trzeba ludzi jakoś sprytnie przekonać. Dać wrażenie, że jednak coś ich ominęło w światku artystycznym, sprawić, by poczuli żal, że przegapili te rzadkie (razem trzy) koncerty w muzeach i na festiwalach. Delikatne poczucie ignorancji i wykluczenia, że nie ma ich w tej niszy entuzjastów wczesnego industrialu. Że kurde, jak to jest w ogóle możliwe, że oni o Throbbing Gristle nawet nigdy nie słyszeli, skoro tylu artystów się nimi inspirowało? Że taka legenda ich ominęła?

Laik powinien czytać wkładkę zanim spróbuje płyty – odwrotnie może być pod górkę. Throbbing Wafle potraktowali swój hołd bardzo poważnie i właściwie nic nie zmienili w oryginalnych kompozycjach – na płycie znalazły się tylko dwa autorskie utwory grupy, „Omni Ice Dreams” – znany jako „Ice Tunnel” kawałek, który projekt zapoczątkował, oraz „TW Poland Report”. Te zresztą wpisują się świetnie do całości, „Omni Ice Dreams” jest najsubtelniejszą rzeczą, jaka zdarzyła się na tej płycie, to raczej ambientowy pejzaż malowany przez fana Eno niż ukłon w stronę prawdziwych mistrzów estetycznej tortury, jakimi byli TG – z całym szacunkiem do ich twórczości oczywiście.

Z kolei „TW Poland Report” mógłby się znaleźć raczej na płycie Carter Tutti Void, gdyby tylko trwał pięć razy dłużej. To najbardziej transowy moment tego tribute’u, z pulsującym motywem, na którego tle rozgrywają się różne improwizacje.

Słuchając na przemian TG i TW, mam wrażenie, że Wafle brzmią odrobinę przystępniej – wokale są trochę ładniejsze, basy trochę wyraźniejsze, i brakuje skrajnej surowości nagrania, którą charakteryzowały pierwotne piosenki.

Na przykład „Something Came Over Me” brzmi dużo bardziej jak dziwny punkowy kawałek, ograbiony z dwóch riffów, w wydaniu TG – podczas gdy wokale u Wafli nadają mu trochę więcej industrialnej melodyjności. Czasami, jak w „Discipline”, Wafle abstrahują z oryginałów esencję (tutaj na warsztat brane są dwa utwory, z Manchesteru i z Berlina, 18 minut skrócone do 3) – zachowują charakterystyczny rytm, odtwarzają kluczowe elementy, dodają trochę jazzu (Throbbing też to czasem robili, może nie dokładnie w tych samych momentach i utworach).

Throbbing Wafle to jeden z ciekawszych coverbandów, jaki kiedykolwiek w Polsce zaistniał, głównie dlatego, że wziął na warsztat muzykę, której prawie nikt nie słucha. Podobny los wróżę Ultra Greatest Hits – trafi na kilka półek melomanów i wariatów, fanów Genesis i Wafli, szczęściarzy, którzy poszli na trzy koncerty zagrane przez projekt w krótkiej jego historii. Oczywiście życzyłabym sobie innego scenariusza z prostego względu – o muzyce Throbbing Gristle i wszystkim, co dzięki członkom tego zespołu przydarzyło się w świecie sztuki, trzeba mówić jak najwięcej. Piszę to z pozycji względnej nowicjuszki – Throbbing Gristle odkładałam na później bardzo długo, aż w końcu zobaczyłam Psychic TV w Paryżu w 2014 roku i zrozumiałam, że dłużej nie można. Potem przeżyłam epifanię na koncercie Carter Fanni Tutti na festiwalu muzyki elektronicznej w Turynie – mimo wielu gorących nazwisk w line-upie, to oni na scenie pokazali gigantyczny talent i klasę, w odróżnieniu od tych wszystkich Four Tetów (niestety) i innych Prurientów.

Mistyczne, dziwaczne, nieprzystępne przedsięwzięcia Throbbing Gristle i związanych z nimi projektów – od operującego się Genesis P-Orrige, który chciał wyglądać tak jak jego żona, przez okultyzm, performance, książki, filmy i dziesiątki zespołów-córek – otwierają przed miłośnikami sztuki totalnie nowe światy. Światy z laleczkami voodoo, płynną seksualnością, szamanami, pandrogynią, pornografią, śmiercią i kwasem. Nie każdemu się to od razu spodoba – wielu ucieknie z krzykiem, i nie można im tego mieć za złe, Throbbing Gristle bywa okropnym doświadczeniem – ale dla wielu będzie to niespodziewany katharsis, i to sprzed dobrych trzech, czterech dekad! Tak więc trzymam kciuki za Throbbing Wafle – niech się nakład wyprzedaje, a wieść o TG niech się niesie. Amen.

A JAK OCENIAMY?
FYHOWA OCENA
%d bloggers like this: