Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197

Welcome to Graceland to dopiero drugie wspólne nagranie tria Old Castle. Rapoon, Pas Musique i Promute poszli za ciosem i po (bardzo) dobrym Old Castle przyszedł czas na płytę numer dwa.


AUTOR: Old Castle
TYTUŁ: Welcome to Graceland
WYTWÓRNIA: Zoharum
WYDANE: 17.05.2021


I to bardzo dobra wiadomość, bo Welcome to Graceland broni się samo w sobie, od pierwszej do ostatniej sekundy. Drugą istotną informacją jest fakt, że materiał wydało Zoharum. Trzecią – Rapoon, który w gdańskiej wytwórni na ogół gości z albumami w formie reedycji, tym razem dostarcza świeżą muzykę. Świeżuteńką. Świetnie, prawda?

Wszyscy już wcześniej wspólnie pracowali. Zanim ogłosili i puścili w ruch machinę Old Castle. Nie w formie tria, ale w duetach. W końcu Rapoon i Pas Musique (Robin Storey i Robert L. Pepper) nagrali chociażby mocne Composited Reality (RECENZJA), Rapoon i Promute (Shaun Sandor) mają w swoim dorobku na przykład Machine River z 2014 roku. A Promute i Pas Musique? Cóż, Robert L. Pepper wraz z Shaunem Sandorem i Benem Linkiem Collinsem nagrali lata temu Of Silence. A jeśli weźmie się pod uwagę, że jako trio Old Castle zaistnieli w 2011 roku podczas koncertu w Cafe Orwell na Brooklynie, ich muzyczna przyjaźń ma tym większą siłę.

 

A co otrzymujemy na Welcome to Graceland? Typowe dla całej trójki melodie, charakterystyczne dla każdego z twórców brzmienia. Trochę industrialne, bardzo rytmiczne, zahaczające i o etno (w mniejszym stopniu) i o cyberambient z elementami IDM kawałki, czyli że dla każdego coś miłego?

Trochę tak, można tak stwierdzić. Różnorodność Welcome to Graceland zadziwia, liczba podjętych przez trio wątków, motywów, które Storey, Sandor i Pepper poruszają, w końcu wykorzystanych sampli i linii melodycznych. Trzech syntezatorowych i komputerowych twórców opowiada odmienne dźwiękowe historie, którym – w naprawdę bardzo dużym skrócie – blisko do dorobku Coil. Nad całością unosi się duch starego, dobrego rave’u, tutaj oczywiście mocno dozowany, żeby nie napisać: okrojony do minimum, jedynie puszczony niczym wodna mgiełka w upalne popołudnie. Najbardziej słychać go w „Sandmanie”, kawałku pełnym zdezelowanej elektroniki, pulsującego rytmu i industrialnych pogłosów. Czuć w tym utworze pewną dzikość, to muzyka, która wyzwala w słuchaczach chęć do tańca, bujania się, zatracenia; oczywiście na tyle, na ile Old Castle na to pozwalają, bo w żadnym z utworów na Welcome to Graceland producenci nie dają sobie popłynąć z tematem. Jest jeszcze otwierający płytę „Earth Crawlers” z motywem jakby wygrywanym na cytrze(?), a przede wszystkim kawałek to bardzo gęsto utkany, porywczy, również transowy. A w pozostałych nagraniach? Reszta to już albo delikatny ambient przeplatany drone’owymi naleciałościami (czytaj: głębokie pogłosy, powolna narracja – „Mummy Love”, bardzo zgrabne zakończenie wydawnictwa), cyber-noise’owe pasaże (ściana hałasu w „Elephant Imagination” to kawał dobrej roboty), albo też elektro-etno (tutaj warto skupić się na tribalowej estetyce „Finger Clubs”).

No dzieje się na Welcome to Graceland, i dzieje się całkiem sporo. Momentami materiał może wydawać się nużący – sam nie łykam ani trochę „The Sun at Midnight” – ale ostatecznie Old Castle nie zawodzą. Słucha się ich drugiego wspólnego wydawnictwa naprawdę przyjemnie.

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
7FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: