Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197

Po bardzo długiej przerwie wracamy z, jest taka nadzieja, regularnym publikowaniem cyklu Improwizowany środek tygodnia. Dziś piszemy o An Offshot of a Whirlwind.


AUTOR: Hung Mung
TYTUŁ: An Offshot of a Whirlwind
WYTWÓRNIA: Multikulti / Spontaneous Music Tribune Series
WYDANE: 15.01.2020


Cóż za ciekawy, minimalistyczny, a przy tym, z perspektywy opisywania go 20 kwietnia 2021 roku, stary album. An Offshot of a Whirlwind, które ukazało się w… styczniu 2020 roku, smakuje tak samo dobrze po ponad dwunastu miesiącach.

OK., jak się robi masę rzeczy, o wielu się zapomina. Zapomina się o świetnych płytach, zapomina się o dobrych książkach, o wartych obejrzenia serialach i filmach, o nakarmieniu kota (nie, to skreślić, kot nie da o sobie zapomnieć. Zwłaszcza kot głodny). I jest też tak, że opisuje się wybitne wręcz albumy po roku albo i więcej od premiery. Tak jest z wydawnictwem Hung Mung. Trzy utwory, czterdzieści jeden minut swobodnej improwizacji na żywe instrumenty i elektronikę. Prawdopodobnie upalna noc w Barcelonie. OK., może nie upalna, ale z pewnością przyjemna. I ciepła: temperatura i atmosfera, bo październik w Barcelonie jest miły (nagrania zarejestrowano na początku października 2019 roku), a muzyka sama w sobie jest świetna, toteż i klimat w Soda Acústic musiał być gęsty.

Gęsto jest na całym An Offshot of a Whirlwind. El Pricto na saksofonie i za sekwencerem, Diego Caicedo wygrywający momentami noise’owe partie na gitarze, innym razem niemal preparując brzmienie instrumentu. I niezastąpiony Vasco Trilla, który na perkusji potrafi wygenerować takie dźwięki, że głowa mała. A jak ktoś obserwuje fanpage Katalończyka (a w połowie i Portugalczyka), to wie, że ten naprawdę lubuje się w sprzęcie (i umie go należycie wykorzystać). Trzy różnorodne opowieści przedstawiają muzyków w innej odsłonie. „Vast Obscurity” to próba wyważenia tego, co nastąpi w dwóch kolejnych kawałkach. Trio prezentuje wszystko to, co ma w sobie najlepsze. Nieco niepokojący początek oparty na elektronice wygrywanej przez ustawiony syntezator/sekwencer El Pricto nabiera tempa, przyspiesza i koresponduje z mocno techniczną, opartą grą Vasco Trilli. Z biegiem czasu zaczyna wibrować nerwowo saksofon, Caicedo rzęzi na gitarze i wszystko wydaje się być unormowane. Na wysokości rozpoczętej piątej minuty saksofon El Pricto daje znać, że muzycy mają wzniecić improwizowany ogień i… tak się dzieje. Chaotyczny dęciak prowadzi narrację, bębny i talerze wybijają nieregularny rytm, elektronika pulsuje, a gitara czai się głęboko w tle. Na nią przychodzi czas w momencie kulminacyjnym płyty, utworze „Mists of Chaos”, którego tytuł idealnie oddaje ducha nagrania. Czego tutaj nie ma! Przestery gitary, krótkie frazy saksofonu, migające talerze Trilli, błogi początek, nieco ambientowy w swoim wydźwięku, ale z lekkim załamaniem drone’ującego saksofonu zgrabnie przechodzi w noise’ową ścianę gitary i elektroniki, która stuka, brzęczy. Caicedo jeszcze tłumi gitarę, ale po dziesiątej minucie minimalistyczne trio przeradza się w pełni rozimprowizowany ansambl jazzmasterów. Saksofon ujada, że aż widać tryskającą przy ustniku ślinę El Pricto. Chaotyczna perkusja pędzi i gna swoim tempem, gitara rwie, rzęzi i słychać, że Kolumbijczyk interesuje się noise’ową odsłoną rocka.

Klamrą spinającą An Offshot of a Whirlwind jest najspokojniejsze, najbardziej minimalistyczne „Primeval Atmosphere of Nature”. Oniryczność kompozycji, senny charakter płynący z tych nieregularnych, rozrzuconych niemal przypadkowo dźwięków perkusji i szarpanych na gitarze, dętych z saksofonu budzi raczej skojarzenia z szukaniem wewnętrznego głosu niż doznawaniem uniesień podczas koncertu. Wyobrażam sobie ten październikowy, ciepły wieczór w Barcelonie, to skupienie na twarzach słuchaczy czekających na finalny wybuch muzycznej energii, który jednak nigdy nie nastąpił. Jest za to wirtuozerska gra z poszanowaniem własnych instrumentów, jakby po wycieńczającym „Mists of Chaos” trio nie miało siły lub specjalnie zdecydowało się złamać schemat. Jeśli jeszcze nie natrafiliście na ten album Hung Mung, zwłaszcza po tak długim czasie, nadróbcie zaległość, bo An Offshot of a Whirlwind jest, z całą pewnością, tego warte.

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
7FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: