Członkowie doom metalowego zespołu Schema opowiadają w Czynnikach pierwszych o swoim długogrającym albumie Pierwsze zauroczenie. Cała płyta bez tajemnic.

=

„KATEDRALNY PYŁ”

Filip Doroszewski: To najstarszy z tekstów, jakie znalazły się na płycie. Wierzcie albo nie, ale powstał na samym początku XXI wieku, nie później niż w 2001 r. Próbowałem sobie przypomnieć, dlaczego tak go zatytułowałem, ale jedyną odpowiedzią, jaka przychodzi mi do głowy jest to, że byłem wtedy bardzo młody i równie afektowany. Tak czy owak, zdecydowałem się taki tytuł zachować jako świadectwo tamtych czasów – górnych i chmurnych.

Jakub Kamiński: „Katedralny pył” zawsze będzie mi się kojarzył z Fotonem, bo to tam pierwszy raz na próbie usłyszałem ten numer, wstępując do kapeli prawie 20 lat temu. Katedralny jest takim łącznikiem pomiędzy dawną podziemną Schemą i tym, co zarejestrowaliśmy na EP Miasto nierzeczywiste, a Schemą nową – stare motywy mieszają się tam z nowymi, niektóre nawet zostały dodane tuż przed nagraniem. Jak już wspomnieliśmy, numer długo dojrzewał, co mu wyszło na dobre i choć obecnie niewiele przypomina oryginał, nastrój i kilka linii melodycznych się zachowały, w tym wszystkie dotyczące sceny śmierci Chrystusa – te riffy są dla mnie kamieniami węgielnymi zespołu.

„LATARNIK”

FD: Lubię ten tekst za jego spójność, opowiada tajemniczą historię, jednocześnie szkicując dla niej znacznie rozleglejsze (mityczne wręcz!) tło. No i podejmuje temat miasta, a to moja twórcza fascynacja. „Latarnik” to ważny moment w historii Schemy, bo dzięki niemu doszło do reaktywacji zespołu na początku ubiegłej dekady. Zaczęliśmy pracować nad tym kawałkiem z Jakubem, naszym basistą, u niego w domu, a z czasem reszta chłopaków nam pozazdrościła i ponownie dołączyła do składu. Schema odrodziła się jak feniks z popiołów, „Latarnik” wskazał nam drogę!

JK: „Latarnik” to był taki utwór typowo na natchnieniu. Po przeczytaniu tekstu Filipa wyobraziłem sobie całą tę scenerię zanurzoną w oddechu wszechświata – wielką falę uderzającą gdzieś daleko, w obrzeża ludzkiej świadomości – i to z niej wyłonił się pierwszy gitarowy riff. Kolejne również wyłaniały się z poprzednich. Zawsze gdy komponuję, chcę by muzyka jak najwierniej oddawała tekst i myślę, że w „Latarniku” to bardzo nam się udało. Każdy dołożył tu swoją cegłę z wielkim wyczuciem, zaś specjalne podziękowania należą się Miłoszowi, jednemu z naszych byłych gitarzystów. Utwór posiada kilka części, które są scenami przeobrażeń tytułowego Latarnika, wiodącymi do jego ostatecznego tryumfu i odrodzenia. Samo zakończenie to oczywiście oczko do MDB.

„FROM WHENCE DOOM COMES”

FD: Trudno przecenić wpływ, jaki na moją formację muzyczną miało MDB. W czasach młodzieńczego Weltschmerzu ich surowe, a jednocześnie bardzo przecież romantyczne brzmienie było przestrzenią, w której moje emocje znajdowały ujście. W miarę poznawania języka angielskiego coraz lepiej docierała też do mnie treść ich tekstów. W efekcie „From Whence Doom Comes” zawiera wiele nawiązań do konkretnych słów, sformułowań i motywów, jakie można znaleźć w piosenkach MDB. Jakich konkretnie słów, sformułowań i motywów? Nie wątpię, że wierni fani MDB bez trudu będą w stanie je w moim tekście odnaleźć.

JK: Świetny numer, a zarazem popis umiejętności aranżacyjnych Tomka. Jeden z takich, które ktoś przynosi na próbę i nawet gdybyś chciał coś zmienić, to czujesz, że kawałek jest po prostu kompletny. Przy okazji numer ma wspaniałą przestrzeń i można np. dobrze pobawić się w nim na basie, za co dodatkowo go uwielbiam.

„PIERWSZE ZAUROCZENIE”

FD: Bardzo podoba mi się pejzaż, jaki wyłania się z tego kawałka: oniryczny, niepokojący i pełen niedopowiedzenia. I nie chodzi mi jedynie o tekst – warstwa muzyczna doskonale ten pejzaż współtworzy. Przeplatające się ze sobą surowy ciężar i liryczne rozmarzenie trzymają w napięciu pomiędzy wzburzoną falą emocji i ich melancholijnym ukojeniem. Każdy, kto przeżył pierwsze zauroczenie wie, że od emocjonalnej strony tak ono właśnie wygląda…

JK: „Pierwsze zauroczenie” – zauroczenie to wiadomo, że nie chodzi tylko o miłość, ale o zauroczenie również tymi mniej fajnymi stronami naszego życia – przecież to doom metal (śmiech) Proces powstania tego utworu jest tożsamy ze stanem owego zauroczenia – wiele, często sprzecznych emocji, różnych przedziwnie splątanych ze sobą riffów, ale taka właśnie jest Schema – każdy z nas bardzo różni się pod względem wizji i inspiracji muzycznych, nigdy też nie pociągał nas układ typu zwrotka-refren-zwrotka-bridge-refren-refren. Zawsze chciałem tworzyć muzykę pełną kontrastów, urozmaiconą (jak na dość klasyczny doom metal w środkowoeuropejskim wydaniu) i dzięki temu, że akurat to jest wspólnym mianownikiem zespołu, sztuka ta się nam udała. Prywatnie, mimo powyższego uzasadnienia, uważam utwór za nieco przekombinowany i dużo bym jeszcze w nim zmienił, ale wiadomo – w zespole panuje demokracja. Piąty koń w stajni.

„NIM WSTANIE DZIEŃ”

FD: Piosenkę w wykonaniu Fettinga musiałem w przeszłości słyszeć nie raz, ale przeważnie puszczałem ją chyba mimo uszu. Kiedyś posłuchałem jej uważniej i dotarło do mnie nagle, że śpiewane wprawdzie zadumanym, ale jednak dość pogodnym głosem Fettinga słowa Osieckiej niosą emocje, które znacznie pełniej wybrzmiałyby w odpowiednio ciężkiej aranżacji. Uważam zresztą, że kategorię doom metalu należy rozciągnąć na zjawiska wykraczające poza wąsko określone brzmienie muzyczne. Doom metal jest pochodną refleksji nad ludzką kondycją. W tym sensie wiersz Osieckiej jest tekstem typowo doom-metalowym.

JK: „Nim wstanie dzień” – utwór-obraz, obraz dla mnie podwójny. W warstwie tekstowej jest to obraz powracającej do życia ziemi znękanej wojną, muzycznie jednak jest to obraz emocji człowieka, który tę wojnę przeżył i nadal ją przeżywa, mimo że ona się już zakończyła. Na początku słychać jeszcze echa wojny, potem jest ciężar, nadzieja, ale i trauma. Gdy już wydaje się, że udało się odzyskać spokój po przeżyciach wojennej tułaczki, ta trauma powraca i uderza nowym szaleństwem. Gdyby powstał do tego utworu klip, widzę w nim człowieka zniszczonego wojną, dręczonego wspomnieniami nie dającymi się wyrzucić z głowy, nie potrafiącego już przyjąć tego, co zwrócił mu los – może chciałby, może tak jest w tekście, ale muzyka mówi co innego.


AUTOR: Schema
TYTUŁ: Pierwsze zauroczenie
WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 9.04.2021


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: