Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197
Improwizowany środek tygodnia wraca z recenzją Suicide Underground Orchid, wspólnego albumu tria Ikizukuri i Susany Santos Silvy.

AUTOR: Ikizukuri + Susana Santos Silva
TYTUŁ: Suicide Underground Orchid
WYTWÓRNIA: Multikulti / Spontaneous Music Tribune Series
WYDANE: 2.04.2021


Kolejne mocarne wydawnictwo z Półwyspu Iberyjskiego. Tym razem rozżarzoną Lizbonę, tak często obecną w serii Spontaneous Music Tribune, zamieniono na stolicę wina wzmacnianego, kolebkę Sandemana, Porto. A że miasto to świetne, wyjątkowe, cóż, położone też daleko od stolicy Portugalii, to i muzyka musi być wybitna. Ikizukuri, czyli trio Juliusa Gabriela, Gonçalo Almeidy i Gustavo Costy, razem z trębaczką Susaną Santos Silvą wykonali kawał dobrej roboty. Chaos goni chaos, w tle niepokój aż wylewa się z garów (dosłownie i w przenośni, bo aż dziw, że perkusja Costy po tej sesji nadal stoi cało), a muzyczna agresja gra, że aż miło. To tak w skrócie, bo Suicide Underground Orchid to płyta rewelacyjna.

Sześć zebranych w Porto kawałków, oddanych elektronicznej postprodukcji, która z pewnością surowy materiał odmieniła, wrzuciła go w bardziej zdigitalizowany, zelektryzowany świat, nie pozwala się nudzić. Emocje buchają z każdej strony, narracja każdego z utworów jest na tyle rozbudowana, że z wypiekami na twarzy chłonę Suicide Underground Orchid, zachwycając się to mocną basówką, to ciężką raz, energicznie szybką dwa perkusją i wijącymi oraz wyjącymi dęciakami – saksofonem sopranowym Gabriela i trąbką Santos Silvy.

Ikizukuri to termin zaczerpnięty z kultury gastronomicznej Japonii. To jeszcze żyjące danie rybne serwowane (żyjące!) na talerzu. Wyobraźcie sobie, sushi, żywe, ruszające się, próbujące zeskoczyć z patery. Wijące się, skaczące. Od „Kindhearted Part Wrestle” po „The and Flesh His Resources” kwartet sieje muzyczny zamęt, gorączkuje się, niemal łamie swoje instrumenty, zwilża ustniki, szarpie struny, generuje dźwięki tak pełne emocji, że nie sposób usiedzieć w spokoju.

Otwierające płytę „Kindhearted Part Wrestle” żyje każdą swoją sekundą. Transowe wyszarpywanie powtarzających się strun na gitarze basowej, dynamiczna rytmika, jazgoczący dialog saksofonu i trąbki, jakby zerwanych ze smyczy i próbujących przekrzyczeć się nawzajem. Co ciekawe, niemal cały czas da się wyłapać mieniący się tam gdzieś za tą plątaniną dźwięków motyw przewodni basu, który nie daje się zatopić i agresywną perkusją, i kłótnią dęciaków. Bigbandowa końcówka, która teoretycznie powinna dać chwilę spokoju, tylko nakręca następne „Wealth, to the Poison in the Wash”. Postpunkowo brzmiąca basówka, noise-jazzowa trąbka, chaotyczna, prawie mathrockowa perka generują taki muzyczny zgiełk, że szczęka opada. Tutaj nie ma chwili wytchnienia, nikt nie bierze jeńców, gdyby ten kawałek wybrzmiał gdzieś w klubokawiarni przy zamkniętych drzwiach i oknach, śmiem twierdzić, temperatura pomieszczenia – przy dobrym ukręceniu realizatora – dochodziłaby gdzieś do 45 stopni. Posłuchajcie motywu, gdy gaśnie energia, przy 3:10, jak perkusjonalia wychodzą na pierwszy plan, budują tę atmosferę niepokoju, jak trąbka skromnie majaczy, jak zostaje wrzucona w pustkę, a saksofon zaczyna generować mikroambienty, jak pięknie to wszystko wisi w próżni, wybrzmiewa swoją urodą, delikatną, ale stanowczą, jak po blisko trzech minutach tej transowej quasi-ciszy wszystko wraca do swojej kakofonicznej normy, agresywne zagrywy atakują zmysły, tnąc powietrze z chirurgiczną precyzją.

Wijące, intrygujące motywy słyszymy w „Goldfish Tooth Variable”, utworze podążającym własnym tempem, trochę rozimprowizowanym, ale jakby ściśniętymi klamrami spokoju. Kwartetu buduje nagranie na mocnych uderzeniach, regularnej rytmice, usystematyzowanym charakterze. Końcówka, znowu typowo jazzowo-bigbandowa, to popisy Susany Santos Sousy i Juliusa Gabriela w akompaniamencie uderzeń perkusji Gustavo Costy.

Ciekawie prezentuje się też druga część wydawnictwa. „In the We Some, No S Can Though” i „I a an Failures” luzują atmosferę, rozleniwiają, zwalniają tempo, pierwszy to pokaz umiejętności kwartetu, próba zmierzenia się z wieloma rozwiązaniami, bo mamy tu impro-początek w delikatnym wydaniu, jakby docieranie się muzyków, impro-uderzenie w chaos, ambientalne zamiłowania oparte na pogłosie i wirującej, zapętlonej trąbce, znowu ambientową, minorową wręcz przestrzeń na elektronice, w końcu trochę industrialnego chłodu z końcówką pod postacią długiego dźwięku samotności. Drugi, „I a an Failures”, to tląca się bomba, chwilami kipi, paruje, bulgocze, zegar tyka, ale wszystkie te szmery, stukoty, syki, trzaski, pojedyncze piski czy uderzenia w bas są skrupulatnie tłumione. To cisza przed ostateczną burzą, rozwiązaniem całego Suicide Underground Orchid, zamykającym album „Tye and Flesh His Resources”. Ten kawałek to majstersztyk, mający wszystko to, co pojawiło się wcześniej. Sample pianina witają współczesną klasyką, która szybko przechodzi w prawdziwy impro-jazgot. Noise w czystej postaci, wyścigi instrumentów, jakby na płycie pojawił się Mats Gustafsson i jego Fire!. Zresztą skojarzenia nie mogą dziwić, bo w końcu Susana Santos Silva jest członkinią Fire Orchestra. Potem następuje elektroniczno-glitchowy bridge i kolejny temat oparto już na jazzowym, chwytliwym groovie. Oby więcej takich projektów, oby seria Trybuny Muzyki Spontanicznej w Multikulti rozrastała się w najlepsze.

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
7.5FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: