Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197
Colin Webster, Witold Oleszak, Paweł Doskocz i Andrew Lisle zapraszają w wir szaleńczej improwizacji. Piszemy o Karate.

AUTOR: Colin Webster / Witold Oleszak / Paweł Doskocz / Andrew Lisle
TYTUŁ: Karate
WYTWÓRNIA: Raw Tonk Records
WYDANE: 18.12.2020


Colin Webster, Witold Oleszak, Paweł Doskocz i Andrew Lisle zapraszają w wir szaleńczej improwizacji. Trzej ostatni to bardzo dobrzy znajomi z Festiwalu Muzyki Spontanicznej, na sesji koncertowej w 2019 roku dołączył do nich brytyjski saksofonista Colin Webster. No i otrzymujemy polsko-angielski kolektyw, bo i Lisle to Brytyjczyk (grający na perkusji, wcześniej już współpracujący z Doskoczem i Oleszakiem).

Karate. Jaka to płyta? Przeze mnie mocno, niestety, pominięta, bo materiał dostałem gdzieś na przełomie grudnia i stycznia, chyba 31 grudnia Paweł Doskocz napisał do mnie, że wydał album. Ściągnąłem go trochę później, płyta przyszła jeszcze później, potem… Wiadomo, życie, ale Karate się odnalazło i odnalazło zresztą bardzo dobrze.

Dwa sety pełne nagłych zwrotów akcji, trzydzieści sześć minut mocarnego improv., zgrabnego budowania napięcia (rozpoczęta dwudziesta pierwsza minuta i mrożące krew w żyłach organy Hammonda), upustu muzycznych frustracji, gdy wszystkie instrumenty zaczynają gonić się nawzajem.

A początek, z wirującym saksofonem, czającą się w tle perką, pojękującymi klawiszami, nie zwiastuje wcale takiego nadmiaru emocji, który pierwszy raz wybucha zanim na liczniku pojawi się 2:50. Szaleństwo w Dragonie musiało być niezłe, dające popalić i słuchaczom, i samym muzykom, a niektóre slide’y na gitarze musiały być wspomagane potem na dłoni.

To ciekawe, jak cały kwartet stworzył w tym krótkim występie jednolity organizm. Nie mając ze sobą tak naprawdę wiele wspólnego, w końcu nie grają na co dzień, nie koncertują tydzień w tydzień, to było jedno z tych spotkań ad hoc, na których w głównej mierze opiera się idea Spontaneous Music Festival.

Słuchając Karate, ma się przed oczami wyobraźni dziesiątki prób muzyków, podczas których wypracowaliby oni  wspólny muzyczny język. Ale tak nie jest, bo wszystko to pełna improwizacja, szaleństwo, chwile oddechu, wytarcie rąk, przełknięcie śliny. To musiał być wyjątkowo dobry gig.

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
7FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: