Eleganckie, delikatne, stylowe – takie dźwięki kreuje Moljebka Pvlse na Borrowed Scenery: Appearance.


AUTOR: Moljebka Pvlse
TYTUŁ: Borrowed Scenery: Appearance
WYTWÓRNIA: Zoharum
WYDANE: 27.10.2021


Ale to jest ładne! Ale to było niespodziewane, z ogromnym zaskoczeniem. Choć czy można być zaskoczonym, gdy zupełnie nie zna się projektu? Nie będę oszukiwał, że Moljebka Pvlse to mój ulubiony skład ze Szwecji, mam ich wszystkie albumy i śledzę wszystkie media społecznościowe.

A może powinienem? Po Borrowed Scenery: Appearance powinienem, bo pandemiczno-izolacyjny, nagrywany w Sztokholmie i Hamburgu album brzmi po prostu wybornie. Na Borrowed Scenery: Appearance Matthias Josefson współpracuje z Isabel Fogelklou, niemiecką artystką i psycholożką, z którą miał okazję działać już wcześniej. No i właśnie, czy Moljebka Pvlse to projekt gościnny, do którego Josefson zaprasza artystki i artystów? Czy działalność solowa? Czy jak w ogóle ten projekt rozpatrywać?

Na Borrowed Scenery: Appearance mamy duet, duet, który świetnie ze sobą współgra. Mamy Szweda, który odpowiada za nagrania terenowe i drone’y oraz grającą na orientalnych perkusjonaliach Niemkę (misy tybetańskie, bęben oceaniczny i – tutaj bez polskiej nazwy – waterphone). Razem wykreowali melodie bardzo delikatne, subtelne, wielopłaszczyznowe. A przede wszystkim głębokie.

Liryczne? Również. „Appearance”, jedyny na płycie utwór, to przejmująca i ujmująca opowieść dźwiękowa. Wkręcająca narracja, rozwijajace się wątki, z jednej strony muzyka to do pełnego skupienia, z drugiej – działająca na wyobraźnię. W prasówce Zoharum pisze o nierealnych podróżach podejmowanych w domowym zaciszu podczas lockdownu/ów. To wyświechtane, oczywistew w obecnych nieoczywistych, nieprzewidywalnych czasach, ale jednocześnie trafne, bo cała odyseja (krótka, bo krótka) przypomina podróż. Podróż po dźwiękach i obrazach.

Zaczyna się spokojnie, od głębokich drone’ów, buczących mis tybetańskich, rozciągniętych partii wygrywanych na dolnych rejonach waterphone’a. Te z gracją przechodzą w melodie oniryczne, wypełnione powietrzem i aurą sielanki. Organiczność – to płynie z muzyki Moljebka Pvlse, czy gdy duet idzie w lekko skrywane trzaski, nagrania terenowe, wyciągane drone’y czy oceaniczne pejzaże, jakby zdjęcia szkierów, prześwietlone lub poddane obróbce czasu. Już lekko wyblakłe, zażółcone na rogach, ale nadal urzekająco piękne.

I zniewalające, zwłaszcza w okolicach rozpoczętej jedenastej minuty, gdy muzyka robi się podniosła, nieco tybetańska, mistyczna. A w piętnastej minucie można poczuć się jak na planie jakiegoś nordic noir serialu, gdzie akcja rozgrywa się w przez-boga-i-innych-mieszkańców-zapomnianym-miasteczku, hen za górami, polami, umiejscowionym między jednym ponurym i drugim nawiedzonym lasem. W osiemnastej minucie aż czuć te spojrzenia, upiorne, złowrogie, żądne ofiarnej krwi spojrzenia lokalsów.

Gra pełna emocji, płyta bardzo plastyczna. Chyba jeden z lepszych wydawniczych strzałów Zoharum w ostatnim czasie (choć do przesłuchania nadal mam dużo płyt).

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: