Tegoroczny Audioriver zapowiada się trochę jak spotkanie klasowe po dziesięciu latach – część ludzi przyjdzie z czystego sentymentu, część dla muzyki, spora część sobie odpuści a niektórzy przyjadą tylko po to, żeby sprawdzić czy „to jeszcze ma ten klimat”. No i trzeba przyznać: line-up ma kilka naprawdę mocnych argumentów.
Na czele oczywiście The Prodigy. Tak, tak drodzy internauci, ci od filmiku „maluch jedzie bokiem i tyłem” – jeśli internet wychował cię bardziej niż MTV, to wiesz, o co kaman.
I niezależnie od memów: to jest zespół, którego po prostu wypada zobaczyć na żywo. Trochę taki Kraftwerk naszych czasów – wpływ na elektronikę? tak. Status legendy? a jakże, na dodatek nie wiadomo, ile jeszcze będą koncertować. Albo to ostatni moment, żeby ich złapać na festiwalu, albo za dwadzieścia lat nadal będą skakać po scenie grubo po siedemdziesiątce i dalej grać „Firestarter”.
Do tego Disclosure, czyli obowiązkowa wycieczka do czasów, kiedy człowiek był pięknym młodym kawalerem lub panną, miał mniej problemów i więcej włosów na głowie. Ich set to prawdopodobnie będzie jeden wielki flashback do beztroskich lat 2013-2015, kiedy house z UK był absolutnie wszędzie i nikomu to nie przeszkadzało.
Wraca też Mall Grab – chyba już piąty raz na Audioriver. Który Mall Grab przyjedzie tym razem? Ten od emocjonalnych, house’owych szlagierów (Sun/Day na Audio 2022), czy może wersja bardziej brutalna, technoidalna (Audio 2019 piątek), mająca niewiele wspólnego z lo-fi house’em?
Oczywiście organizatorzy tradycyjnie zadbali też o resztę elektronicznego ekosystemu. Fani drum and bassu znajdą coś dla siebie (koniecznie wybierzcie się na LTJ Bukem!), podobnie jak technodziubaski łykające wszystko, co choć trochę przypomina techno z dokładnie taką samą pasją, z jaką przeciętny Polak słucha radio VOX FM podczas grilla.
I co roku nachodzi pytanie: czy starsi festiwalowicze faktycznie przekonają się do łódzkiej lokalizacji? Klimat Płocka i piach w butach dla wielu był nieodłączną częścią Audioriver i nawet najlepszy line-up nie sprawi, że wszyscy nagle o tym zapomną. Niedługo się przekonamy.
Zwłaszcza że tanio już było. Karnety 3-dniowe w pierwszej puli kosztowały 640 zł, a obecnie trzeba zapłacić już około 790 zł i to bez pola namiotowego. Jak widać nostalgia, legenda i elektronika też mają swoją inflację.
