Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197
Rapoon i Lords of Infinity na wspólnym wydawnictwie. Jednak Split to nie efekt ich pracy, a zbiór kawałków, przekrój przez podobne muzyczne zainteresowania.

AUTOR: Rapoon / Lords of Infinity
TYTUŁ: Split
WYTWÓRNIA: Zoharum
WYDANE: 29.03.2021


Ale to jest świetny, klimatyczny materiał. Noce są już coraz dłuższe, coraz chłodniejsze, zatem wracamy do marcowego punktu wyjścia, bo właśnie wtedy Rapoon i Lords of Infinity wydali swój Split.

Split brzmi jak noc; jak ponura, jesienna, zawiana wiatrem i deszczem noc. Noc, która jeszcze chciałaby być nocą letnią, dajmy na to sierpniową, ale której bliżej już do temperatur oscylujących wokół czterech stopni. Choć zdarzają się przebitki, jak w „Hidden Treasures”, gdy rozciągnięte po synthowym pasażu „cykacze” budzą skojarzenia z cykadami, lekko niepokojące dźwięki podbijają z jednej strony atmosferę, z drugiej zaś, co stanowi sprzeczność, rozleniwiają na swój sposób. Muzycznie Split Rapoona i Lords of Infinity, czyli rosyjskiego duetu tworzonego przez Marinę Kryzhanovskają i Mikhaiła Kiryukhina, orbituje wokół ciemnego, powolnego ambientu, dźwięki i Anglika i Lords of Infinity, nie spieszą się, wybrzmiewają we własnej czasoprzestrzeni, miejscu mrocznym, klaustrofobicznym, nawet jeśli Storey i Rosjanie w swoje nagrania wrzucają masę pogłosu, nie czuć tutaj przepływu powietrza, wolnej przestrzeni.

Część Rapoona można podzielić na dwie połówki. Otwierający płytę „Cael Ca” i „Cael Dijan” odchodzą od zarówno plemiennych czy też orientalnych brzmień, w których Storey tak się lubuje, jak i industrialno-technoidalnych melodii kojarzących się z clubbingową sceną stworzoną na bazie pofabrycznych, czy też postoczniowych przestrzeni Newcastle. To czysta tantryka opracowana na skali szarości, zanurzona w gęstwinie cienia i melancholii. W „Cael Ca” stan podbija jeszcze wykorzystanie elektrycznej gitary na przesterze; „Cael Dijan” nieco zmniejsza obroty, tutaj Rapoon skupia się na repetycjach i westernowych akordach, ale clou kawałka jest nawarstwianie się motywów, co chwila Anglik dokłada jakiś element, dźwięk, brzmienie, które wzbogaca główny motyw utworu. „Cael Varen” to powrót do elektryka, sprzężeń, rozciągniętego dronu, który odbija się od ścian zamkniętej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku stoczni.

Drugą nitką muzyczną Rapoona będą tribalowe, szamańskie melodie. Te Storeyowi są znane od dziesięcioleci, słyszeliśmy je na wielu jego albumach. Jednak przy okazji tego wydawnictwa siła ciężkości z ultraplemiennej scenerii została przesunięta. Choćby „A Shadowed look”, gdzie etnoducha stanowią rozciągnięte trąby / jakieś naturalne dęciaki, a mimo to zostały one okryte szczelną kołdrą technicznej, surowej wręcz improwizacji. Najbliżej Rapoonowi do swoich bliskowschodnich zamiłowań w „Raging Soul”, gdzie trąbka/klarnet narzucona na skumulowaną, przytłumioną i wrzuconą w pogłos rytmikę wygrywa orientalne melodie pełne zapętleń. A mimo to nadal czuć ogromny niepokuj i skromność brzmieniową.

A Lords of Infinity? Na Splicie słyszymy ich dwa kawałki, choć zajmują ponad trzydzieści minut. „Ewig Ruft Das Meer” i „Hidden Treasures” duet oparł na dwóch prostych motywach, przy czym ten druki kawałek mocno ewoluuje. Z prostych ambientów, w których da się wyczuć jakąś swoistą sakralność, klasyczność, elegancję, jak w „Ewig Rift Das Meer” zbudowanym na rosnących dęciakach, spokojnym brzmieniu trąbki, która unosi się na morskich falach – tu mamy przypływ, tam zaraz następuje odpływ, który generuje atmosferę odprężenia, rozleniwienia? Nic, tylko zamknąć oczy, słuchać i… odpływać z myślami. Dużo więcej dzieje się w ostatnim na płycie, kolosalnym (25 minut) „Hidden Treasures”. Początkowo rozciągnięty dron chrobocze u swojej podstawy. Zaraz dochodzą akordy organów, dźwięki cykad(?), nieśmiały fałsz przebijający ponad te warstwy i właśnie dodawanie coraz kolejnych motywów do tematu głównego, czyli ambientowej sondy puszczonej przed siebie. Rosjanie z Lords of Infinity nie robią tutaj czegoś wybitnego, karkołomnego, ale zgrabnie budują napięcie, trzymają słuchaczy w skupieniu przez blisko pół godziny. A takie rozwiązania się ceni.

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
6.5FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: