WYTWÓRNIA: Too many fireworks
WYDANE: 15 kwietnia 2016
WIĘCEJ O: MATEUSZ FRANCZAK
INFORMACJE O ALBUMIE

Mateusz Franczak dał się poznać jako uzdolniony saksofonista na płytach i kasetach HOW HOW i Daktari. Do pierwszej formacji dołączył po wydaniu debiutanckiego Flickers, choć na albumie pojawił się w jednym z utworów („K2”), z drugą nagrał trzy albumy. Jazzu, jak przyznał w wywiadzie dla Uwolnij Muzykę, którego udzielił Michałowi Wieczorkowi (świetny wywiad, naprawdę polecam!), nie chciał uskuteczniać, ale trafił na dobrych ludzi. Życie, jak to życie, okazało się przewrotne, więc Mateusz nagrał kilka albumów w dość impro-eksperymentalnej bajce, gdzie naleciałości klezmerskie i jazzowe (Daktari) przeplatały się z elektroakustyką i chęcią do poszukiwania czy zabawy melodiami, dźwiękami (HOW HOW). Na swoim solowym, pierwszym, dodajmy, albumie saksofonista nie jest do końca saksofonistą, bo przy okazji Long story short sięga po gitarę i klawisze, instrumenty, które nowością z pewnością dla niego nie były. Tym sposobem otrzymujemy, co już pisałem w Gigowej polecajce z okazji premierowego koncertu w stołecznym Mózgu, płytę rozmytą, taką pocztówkę, hen-hen, z lat odległych, gdybyśmy chcieli przekładać muzykę na obraz, niewyraźną, z dużą ilością pogłosów, przesterów, ambientowych melodii powtarzanych niczym mantra, reverbowych wokali i tak dalej, i tak dalej.

„Lazing” kojarzy się z jakimś karaibskim rozpływającym się w chmurach, błogim nastrojem. Franczak wykombinował proste, ale bardzo chwytliwe i zapadające w pamięć riffy, które, a jakże!, mogą przywoływać porównania z Chazem Bundickiem w bardzo, bardzo, bardzo leniwym nastroju. Delikatne otwarcie historii, która mniej więcej utrzymana jest przez cały czas w takiej właśnie stylistyce. W „Wailing” dają o sobie znać przestery narzucone na gitarę i drone’owe tło, które szumi i szumi. To także niezły przerywnik przed ƒ„Crying”, singlowym utworze, którym Franczak zbliża się do twórczości HOW HOW z pierwszych nagrań. Oddalony wokal, śpiew jakby zza shoegaze’owej mgiełki, nerwowo wygrywająca gitara, której dźwięki strun mienią się niczym promienie słońca w ciepły, późnomajowy poranek. Znamy to, już świta, ptaki świergoczą jak naćpane, słońce niemrawo budzi się do życia, puszczając nieśmiałe promienie. Piosenka Mateusza jest właśnie taką muzyczną wersją idealnego poranka.

Siłą Long story short są te pełne pogłosów, buzujące od narzuconego echa melodie. Skromne wokale, rozmyte, bardzo rozmarzone przez efekty (przez to także i niewyraźne, sorry), to dodatek, który ożywia kompozycje tak leniwe i ładne, że nic innego, jak tylko słuchać i kontemplować. O, chociażby przy „Laughing”, kolejnym utworze nawiązującym do HOW HOW, o bardzo lirycznych fakturach i delikatnych, pełnych harmonii gitarach.

Mateusz Franczak długo szukał wytwórni chętnej na wypuszczenie Long story short. Too many fireworks nie podjęli złej decyzji, przyjmując tego muzyka pod swoje skrzydła. To debiut może nie marzenie, ale płyta tak oniryczna i ładna, że tylko pozazdrościć. No i pogratulować.

A JAK OCENIAMY?
7FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze