WYTWÓRNIA: Instant Classic
WYDANE: 15 kwietnia 2016
WIĘCEJ O: JACEK BUHL
WIĘCEJ O: WOJCIECH JACHNA
WIĘCEJ O: JACEK MAZURKIEWICZ
INFORMACJE O ALBUMIE

Każdy z tych trzech artystów to wielkie nazwisko w świecie polskiej muzyki niezależnej. Jachna i Buhl wielokrotnie ze sobą współpracowali, zawsze z dobrym lub bardzo dobrym skutkiem, tym razem ta sprawdzona forma była niewystarczająca, więc do składu dołączył Jacek Mazurkiewicz. Wspólnie nagrali album misterny, choć jednocześnie przestronny, rozimprowizowany, ale także i bardzo uporządkowany w swoim wydźwięku. I przede wszystkim bardzo ładny. I jeśli słowo „ładny” wydaje się być dość infantylne, to Dźwięki ukryte można postrzegać właśnie w ten sposób. Każda melodia, każdy jeden dźwięk i każdy odgłos są godne miejsca, w którym muzycy zarejestrowali ten materiał.

Dobra, ci goście słyną z dobierania sobie ciekawych miejscówek, w których nagrywali płyty. Była miejska biblioteka, strychy, poddasza, hangary, w końcu i na synagogę w Bydgoszczy-Fordonie przyszedł czas. I trio wykorzystało idealnie tę przestrzeń. Nagrali płytę z jednej strony spokojną i miłą, przytulną wręcz, a z drugiej? Z drugiej natomiast minimalistyczną, z solówkami, które nie eksponują swojej siły na pierwszym planie, tworząc raczej jeden spójny obraz wydawnictwa, choć jednocześnie każdy instrument ma na Dźwiękach ukrytych swoje pięć minut.

Synergia. To słowo-klucz w przypadku tej płyty. Wszystko współdziała, tworząc zwartą porcję jazzu. Oczywiście, nie wszystko na Dźwiękach ukrytych jest idealne, bo otwierający „Dawny świat” swoim ugładzeniem, nagraniem niemal schematycznym, z jedynie improwizowaną i rwaną trąbką (to na plus), zahacza prawie o smooth lub też jazz dla ludzi nieco bardziej niż dojrzałych (łyskacz w dłoni w fotelu, czerwone lub bordowe zasłony w apartamencie, te sprawy, wiadomo). Rozpoczęcie do najlepszych nie należy, ale to tylko przecieranie szlaków, dalej jest już tylko lepiej.

„Ya Yeti”, „Kujawska jucha”, „Opowieści flisaków”, „A Ya“ i w końcu „Eskimo” – mocne improwizowane towarzystwo, bardzo niesforne i nieprzewidywalne wręcz – to siła Dźwięków ukrytych. W każdym z tych utworów muzycy snują swoje jazzowe opowieści, to w sposób bardziej powolny, to w szaleńczym niemal tempie. Czasem zahaczają o ogromną kakofonię, jak w „Ya Yeti”, gdzie Jacek Buhl daje upust swoim perkusyjnym fantazjom, Jacek Mazurkiewicz nerwowo szarpie struny kontrabasu, a Wojciech Jachna, jak to Jachna zresztą, wypuszcza frywolne melodie za sprawą dzielnej i klaustrofobicznej trąbki. „Kujawska jucha” kojarzy się momentami ze starymi nagraniami The Thing, a „Opowieści flisaków” to nic innego, jak znakomita praca Mazurkiewicza i melancholijna gra Jachny. Nie można też nie wspomnieć o „A Ya“, bodaj najbardziej chaotycznej kompozycji wydawnictwa, choć stłumione melodie kontrabasu, urywane partie trąbki czy dozowana perka Buhla momentami wywołują większe wrażenie niż całościowy tygiel wszystkich instrumentów, a także singlowym „Nie wiem, myślę”. Ten utwór, totalnie nie w stylu pozostałych kawałków, najbardziej ugładzony, najbardziej melodyjny i jednocześnie najbardziej psychodeliczny w swoim wydźwięku, to kandydat na hit w rozgłośniach. Ale czy można się dziwić, gdy muzycy tak umiejętnie budują tu napięcie i pozostawiają słuchaczy w niedopowiedzianym transie?

A JAK OCENIAMY?
8FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze