Marcin Dymiter bałtyckim szlakiem. Sinus Balticus to płyta tajemnicza, mroczna i pełna przerażających stworów, o jakich nam się nigdy nie pomyślało, pluskając się w nadmorskich kurortach.


AUTOR: Emiter
TYTUŁ: Sinus Balticus
WYTWÓRNIA: Fundacja Kaisera Söze
WYDANE: 24 października 2017


Trochę się po tym świecie pojeździło, trochę się widziało i poczytało. Okładka Sinus Balticus – ot, mapa Morza Bałtyckiego. Mapa scalająca wody, ale też i lądy. Lądy tak od siebie momentami odległe, a jednocześnie tak siebie bliskie. Jedno jest pewne, Emiter tworząc najnowsze nagrania, dotknął dna Bałtyku, zawędrował też po sam północny kraniec Zatoki Botnickiej. Zimno, wietrznie, ascetycznie. Bardzo, bardzo ładnie.

Ale też i tajemniczo, momentami z wyczuwalną nitką skandynawskiej melancholii. Sinus Balticus to także płyta mocno techniczna, zloopowana, oscylująca wokół tych samym w sumie rozwiązań. Powtórzenia,  granie na granicy z ciszą momentami, trzaski, szumy przypominające zmierzwione fale Bałtyku. W tle gdzieś pojawiają się nagrania terenowe zebrane przez Dymitera podczas nadmorskich spacerów, czyli field recording odhaczony. Pozostają tylko długie, naprawdę długie ambientowe dryfy na syntezatorze, pojawiające się plamy dźwięku i wspomniane już kilak razy (albo przynajmniej raz, ale raz, a porządnie) drone’owe trzaski. Emiterowi płyta wyszła, gdybym chciał ją porównywać swoim klimatem, chociażby w kategoriach „głębinowych”, można by było rzucić hasło ANRS. Oczywiście nie tyle to Nautilus, ale kontakt z wodą i tamtejszymi demonami. Stworami morskimi?

Pogłosy, dźwięki, jakby to fale odbijały się od kadłubów i zwielokrotniały swoją siłę. Szmery, momentalnie zapadająca cisza, psychodeliczne, ba, wręcz psychopatycznie maniakalne, wydłużone partie syntezatorów. Tak jak w „Diable morskim” wprowadzającym słuchaczy w rejony klaustrofobiczne, śnieżno białe jak okładka samego wydawnictwa. Dla kontrastu artysta fajnie umieścił obok drone’owy, kakofoniczny, ciężki wręcz „Siren”, gryzący się z drugim indeksem. Tych kontrastów za wiele na Sinus Balticus nie ma. Emiter przygotował raczej muzykę jakby tła, spokojną, nieekspansywną, ale, gdy już się skupić, wciągającą. Może nie świetna, ale naprawdę dobra, bardzo zimowa płyta. I przez okładkę, i przez zdjęcia w środku, i przede wszystkim przez muzykę.

NASZA SKALA OCEN (K L I K!)

 
A JAK OCENIAMY?
Spokój. Spokój jak biel. Biel jak spokój. Z Dymiterem wypływamy z Gdańska aż na Gottlandię (albo i dalej/lub też bliżej). Jest spokojnie, miło, delikatnie, choć muzyk potrafi podgrzać atmosferę (momentami). Trochę easy-listening, ale taki, który jednak zmusza do skupienia.
7.5FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: