Wano Wejta to jedno z najnowszych wydawnictw Requiem Records nawiązujące do klasycznych polskich melodii. Z okazji premiery albumu wokalistka Wano Wejta, Lena Nowak, rozkłada album na czynniki pierwsze.

„PRZASNYSZ”

To jeden z pierwszych utworów, jakie powstały, jeszcze w starym składzie, bez dwóch perkusji, za to z lirą korbową. Zrodzony w trakcie jednej z prób na warmińskiej wsi, w starym domu rodziców naszego kolegi. Dom oryginalny, przeniesiony gdzieś z daleka, ogród, wielki pies, dużo dymu i stare nagrania terenowe puszczane z kaset. Tak wyglądały nasze pierwsze spotkania. Czas, w którym chcieliśmy odnaleźć dialog między muzyką tradycyjną a nami, jeszcze traktowaną z dystansem i niepewnością. Forma jasna i surowa, tak rysował się obraz polskiej muzyki większości nam znany raczej z zapisków audio. To był też moment przełomowy, zdaliśmy sobie sprawę z tego, że dotykamy tematu nieskończonego z jednej strony a z drugiej jak najbardziej zamkniętego klamrą historyczną, obyczajową i tradycji wykonawczej. Dźwięki układały się powoli w jakąś całość, dla mnie Przasnysz to preludium.

„KOŁYSANKA”

Wzięcie na warsztat pieśni, szczególnie kołysanki, okazało się niezwykle inspirujące, sama nasuwa się prostota formy, kreuje konkretna sytuacja, jednocześnie otwiera się świat subtelny i bajkowy. Nie pamiętam jak dokładnie powstał ostateczny zarys, wiem, że jak większość naszych utworów zmieniał się na każdym koncercie. Ostatnia część powstała w drodze na trasie Ruś – Olsztyn, w samochodzie. Teraz nie zmieniamy, taką obraliśmy zasadę, wierzyć intuicji i wyznaczyć cel. Potem już nie grzebać. „Kołysanka” to dla mnie zawsze taki jasny punkt na horyzoncie, jeden z tych utworów, które spadają do ciebie z góry jako podarunek.

„MARCIN I I MARCIN II”

Jedno z ważniejszych przeżyć, jakie towarzyszą zagłębianiu się w polską muzykę, to uczucie, że się dotyka jakiejś ogromnej mocy, która cię porywa: do tańca, do refleksji, może onieśmiela, może podważa twoje muzyczne przekonania, na pewno zmienia perspektywę. Dla nas to spotkanie okazało się przełomowe w podejściu do formy. Nie chcieliśmy iść w kierunku jakiejkolwiek stylizacji czy kreacji, poznaliśmy nowy świat i chcieliśmy jakkolwiek w tej sytuacji się odnaleźć, nie pozostać biernym. Naturalną reakcją był taki właśnie komentarz. Bo jest coś intrygującego w instrumentach perkusyjnych, pozbawione są bezpośrednich skojarzeń, ciężaru symboli, które tak często przychodzą z melodią. Pozostawienie rytmu w centrum kompozycji nasunęło ciekawy dialog, reszta potoczyła się sama.

„PAW”

Pieśń. Tutaj jest największy problem. Pieśni prześpiewały swoją drogę do naszych czasów nie wiadomo do końca skąd, słuchane przez nie wiadomo kogo i w jakich okolicznościach, opowiadają historie stare jak świat, opowiedziane prawdziwie. Ciężko jest je przyozdobić, bo one niewiele potrzebują. Nie trudno taką pieśń zdegradować do roli piosenki, umyka tekst, umyka naturalny czas pieśni. Kilka lat temu kupiłam cymbały, to bardzo stary instrument, z 1937 roku, one też na pewno wiele pamiętają, chciałam bardzo, żeby ich dźwięczny ton spotkał się z tą pieśnią, razem z Krzysiem staraliśmy się nie zagłuszyć tego, co najpiękniejsze.

„EMIGRACJA”

Płyta powstawał długo, dla nas stała się świadkiem ważnych wydarzeń, Albert i Ja zdążyliśmy się wyprowadzić z kraju. To okazało się inspiracją do wykonania ostatniego nagrania albumu. Spotkaliśmy się w Kopenhadze, zamknęliśmy w studio. Pamiętam, że kilka dni wcześniej natknęłam się na nagranie nieżyjącego już skrzypka Karasia, improwizował jakiegoś oberka, przesiedziałam długo, żeby zrozumieć. Chyba umawialiśmy się z Albertem wstępnie na jakiś pomysł, ale ja byłam pod takim wrażeniem, że zaczęłam mu te frazy zasłyszane grać, tak zrodził się utwór. To jest taka nasza refleksja i trochę tęsknota, czy ja wiem, za światem który, odszedł?

„ŚPIWA”

Śpiwa to trójmiarowy taniec z Kielecczyzny, kuzyn mazura. Ale tu trzeba zacząć od przedstawienia postaci Pana Stanisława Witkowskiego. Jego głos pojawia się w nagraniu, od niego pochodzi też temat. Pan Staś żyje w Opatowie, od ponad pół wieku gra do tańca. Jest nauczycielem, skarbnicą melodii i człowiekiem, który kocha muzykę. Jeździłam do Pana Stasia, żeby uczyć się od niego i słuchać opowieści (stąd pochodzi nagranie), to jest nasz hołd złożony niezwykłemu człowiekowi. Choć ta muzyka żyje własnym życiem, chcieliśmy jej dotknąć, okazała się niezwykle elastyczna.

„BYDŁO”

To jest utwór, w którym można wszystko, jest klaskanie, jest flet, jest plastikowa butelka i syntezator, i jest naturalny śpiew. Pamiętam, że poszliśmy razem na koncert francuskiego kwintetu L’Hijâz’Car i to był jeden z tych koncertów, co nie dość, że wgniata cię w fotel, podnosi do góry, to jeszcze nie zostawia w spokoju przez tygodnie, a może i dłużej, my przez chwilę, jako zespół, wiedzieliśmy, że oni muzycznie są tam, gdzie my chcemy dojść. Ten utwór zrodził się w euforii pokoncertowej, byliśmy podekscytowani, pełni pomysłu i zdeterminowani, żeby stworzyć coś nowego dla nas, coś elastycznego, co będzie silnie oddziaływać na nas i na ludzi zebranych wokół podczas koncertu.

***

AUTOR: Wano Wejta
WYTWÓRNIA: Requiem Records
WYDANE: 10 czerwca 2016
INFORMACJE O ALBUMIE

 

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: