The Rookles opowiadają FYH o swoim najnowszym, ukazującym się już za dwa dni albumie Draw The Line

H.I.F.

Maciek: Hubert to przedstawiciel rodziny niedźwiedziowatych. Czasem jest koalą, czasem Grizzly. Potrafi skomponować piękne ballady, a gdy trzeba, potrafi wyskoczyć z takimi riffami, jakie można usłyszeć w „H.I.F.”. Kompozycja pełna pasji potrzebowała zaangażowanego tekstu – stworzyłem zatem opowieść o wszystkim, co denerwuje mnie w ludziach, a są to podwójne standardy, brak wiedzy i skrajność w poglądach.

Hubert: Pulsujący protest song zainspirowany przede wszystkim twórczością Glenna Hughesa. Szczególnie muzycznymi terenami, które eksplorował na albumach First Underground Nuclear Kitchen czy Soul Mover. W przypadku pierwszej z wymienionej płyt uwielbiam połączenie rasowych hardrockowych riffów z soczystą sekcją dętą i właśnie według tego przepisu starałem się pichcić kawałek. Aby osiągnąć odpowiednie gitarowe mięso „przesiadłem się” z jasno brzmiącego Telecastera (na którym nagrałem dziewięćdziesiąt procent płyty) na ciemnego Les Paula. Wiedziałem, że oddanie przekazu tekstu będzie dla mnie sporym wyzwaniem, dlatego w przypadku tego numeru zarezerwowałem w studiu osobną sesję nagraniową na nagranie wokalu. Uwielbiam tłusty brownowski vibe (pomysł Maćka i Damiana), który pojawia się w środku. Darcie się w refrenach przez naszą trójkę i Jerry’ego Hendzela z NOŻY (to on realizował to nagranie) również świetnie zdało egzamin. Od samego początku wiedzieliśmy również, że „H.I.F” otworzy płytę, a czwarte miejsce, które zajął w Turbo Topie Antyradia dopisujemy do największych sukcesów zespołu.

„UNDECIDED OUTLOOK”

Maciek: Zamknięty w czterech ścianach bardzo ciasnego pokoju miałem do wyboru – spędzić noc na graniu na komputerze lub na graniu na gitarze basowej. Wybrałem to drugie. Hubert podesłał mi wtedy swoją nową kompozycję, naprawdę piękną, z ciekawymi akordami – nie musiałem długo myśleć nad skomponowaniem do niej partii basu, wszystko wydarzyło się w dosłownie kilka chwil w mojej głowie. Najwięcej czasu spędziłem nad przełożeniem tego na instrument. Chciałem, by w basie było jak najwięcej Paula McCartneya, żeby dało się rozpoznać kompozycję tylko po tej partii.

Hubert: Napisałem to na ukulele w czasie, gdy namiętnie chłonąłem płyty High Flying Birds. Za namową naszego producenta Damiana („Hub, wydaje mi się, że w przypadku tego numeru z ukulele możemy stracić rasę”) w trakcie sesji nagraniowej przerzuciłem się na gitarę. I z perspektywy czasu okazało się to bardzo dobrym pomysłem. Pamiętam, że nagrywając wokal, odciąłem się od wszystkiego – odwróciłem mikrofon do ściany i zanurzony w myślach, starałem się przypomnieć wszystkie smutne sytuacje, których doświadczałem w ostatnich latach. „Outlook” to dla mnie przede wszystkim wyśmienity tekst, niesamowita linia basu, w której zakochałem się od pierwszego usłyszenia (moim zdaniem Maciek wychował po prostu wnuczka mccartneyowskiego „Mr. Kite’a”), przepyszne jazzowe przyprawy serwowane przez fortepian Damiana i końcowy gwizd Senda – niby smaczek, a stał się dla mnie tak samo integralną częścią piosenki jak muzyka czy tekst. Od siebie starałem się zrobić wszystko, by gitara „śpiewała” w solówce. Kocham również lyric video, które stworzył do tego numeru Jan Giemza.

JESTEM SAM”

Maciek: To chyba jedna z najstarszych moich kompozycji, którą napisałem jak jeszcze byłem nastolatkiem. Chciałem, żeby była to fuzja Nirvany z Sistars i – jak da się usłyszeć – nic z tego nie wyszło. Kompozycja na lata trafiła do szuflady, którą otworzyłem przy okazji sesji do drugiej płyty, zostawiłem z niej tylko refren i napisałem zupełnie nową zwrotkę. Chłopaki stwierdziły, że jest okropna, napisałem zatem kolejną wersję zwrotki. Ta również nie przypadła im do gustu – ale do trzech razy sztuka. W końcu się udało. Dzięki zespołowemu wysiłkowi do „Jestem sam” powstała naprawdę interesująca partia basu, świetne dęciaki i krótka historia bardzo leniwego dnia.

Hubert: Mój ulubiony „Polak” na płycie. Tego typu teksty lubię najbardziej – konkretne, obrazowe, bez głębokich poetyckich metafor. Pamiętam również, że właśnie od tego numeru sekcja dęta, która gościnnie występuje na płycie, zaczęła dogrywać swoje partie do zrealizowanych przez nas podkładów. Gdy dmuchnęli w instrumenty, mnie zdmuchnęło ze studia! To było po prostu niewiarygodne. Zostając jeszcze w warstwie instrumentalnej – aby odróżnić pierwszą zwrotkę od drugiej, dodaliśmy kilka instrumentalnych miniaturek w gitarze i w basie. Osobiście uwielbiam szukać takich zabiegów na albumach swoich ulubionych wykonawców. Finalnie wydaje mi się, że uchwyciliśmy tu pierwiastek navarrowski lub dżejnadikszynowski.

FOLLOW YOUR HEROES”

Maciek: To chyba moja ulubiona kompozycja Huberta na tej płycie, ta melodia jest naprawdę fantastyczna. Pracowałem nad tekstem godzinami, wyrzucałem kolejne wersje jako za słabe i nieadekwatne do muzyki. Dopiero po kolejnej powtórce seansu „Skazanych na Shawshank”, najlepszego filmu na świecie, przyszła do mnie inspiracja i widziane w filmie obrazy przeniosły mnie jakby do innego świata. Powstał tekst o nieudanej ucieczce od problemów, o za późnych powrotach oraz o tym, że gdy spojrzeć na wielu moich muzycznych idoli, to duża część z nich tak naprawdę nie powinna być dla nikogo wzorem, jeżeli chodzi o życiową postawę.

Hubert: Postawiłem sobie wyzwanie, by napisać kawałek oparty maksymalnie na trzech akordach. I wyszło mi właśnie to. Grając utwór na próbach, sprawdziliśmy chyba każdą możliwą kombinację stopów, pauz czy akcentów sekcji rytmicznej. Na koniec dnia numer i tak bez jeńców skradł Damian. Pamiętam, jak odebrałem maila z miksem, na którym nasz bezczelnie utalentowany producent
„dograł kilka syntezatorów”. Zatkało mnie. Użyte przez niego synthy to absolutna maestria i fundament „Heroes”. Moim zdaniem najlepiej brzmiące nagranie z albumu. I chyba też mój ulubiony kawałek z Draw The Line.

DON’T GIVE UP THE FIGHT”

Maciek: Często, gdy coś się komponuje i ma się kilka niedokończonych szkiców, warto zastanowić się, czy nie da się ich połączyć w jedną, spójną całość. Siedzieliśmy kiedyś z Hubertem przed komputerem, to był długi dzień, oglądaliśmy kolejny odcinek serialu, a ja przy okazji brzdąkałem coś na gitarze. W pewnym momencie zanuciłem bardzo ciekawą melodię, w sumie jakieś osiem sekund dźwięków, które nagrałem na telefon. Po pewnym czasie tych kilka dźwięków przerodziło się w pełne zwrotki, ale za nic w świecie nie mogłem wpaść na refren. Przekopywałem więc wszystkie stare szkice i wersje demo, aż wreszcie trafiłem na niedokończoną kompozycję Piotrka Szczegielniaka, naszego byłego gitarzysty. Melodia, którą grał w swoim szkicu na gitarze, po prostu idealnie kleiła się ze zwrotkami, które miałem już przygotowane. Nie trzeba go było długo przekonywać i bardzo szybko stworzyłem spójną całość. Ta kompozycja przeszła chyba najmniejszą przemianę podczas sesji do płyty. Zainspirowały mnie przede wszystkim dwa utwory: „Back To The Moment” Slash’s Snakepit oraz „Nad przepaścią” Braci, oba będące naprawdę solidnie osadzonymi rytmicznie kompozycjami.

Hubert: To jeden z tych numerów, których zdrowo zazdroszczę Maćkowi. Wyjątkowo melodyjny, świetnie skonstruowany, kompletny. W składzie z Piotrkiem graliśmy go praktycznie podczas każdego koncertu i zawsze dzieliliśmy się solówkami – ja grałem pierwszą, on drugą. Dziwnym doświadczeniem było więc nagranie dla mnie w wersji studyjnej dwóch solówek. Z tym kawałkiem wiążę się też anegdota, którą ostatnio przypomniał mi Damian. Gdy zaprezentowaliśmy mu szkielet kompozycji, powiedział: „Kurczę, fajnie zabrzmiałby tu Hammond. Może sobie kupię?”. Kilka dni później w Quality Studio na stałe zamieszkały legendarne organy. Pamiętam też, że na początku włączyliśmy na próbach „myślenie debiutem” i w każdym miejscu wstawialiśmy harmonie wokalne. Ostatecznie mocno je przytemperowaliśmy.

EDEN

Maciek: Uwielbiam tę chwilę, gdy melodia przychodzi do mnie niezapowiedzianie i w przeróżnych miejscach. Czekałem kiedyś na narzeczoną na przystanku autobusowym w Powsinie i dla zabicia czasu przechadzałem się w tę i z powrotem, nucąc sobie pod nosem. W pewnym momencie zaśpiewałem „Twój umysł będzie drugim rajem” i pomyślałem, że to bardzo ciekawe. Nauczony doświadczeniem, szybko nagrałem ten jeden wers za pomocą telefonu i na kilka miesięcy o nim zapomniałem. Aż wreszcie włączyłem sobie „To Be Where There’s Life” Oasis i pomyślałem, że chciałbym stworzyć podobny utwór, odwołujący się nieco do ludzkiej świadomości. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, a gdy przyszło do komponowania zwrotki zrozumiałem, że moje ograniczone struny głosowe nie będą w stanie zaśpiewać tego, co sobie wymarzyłem. Na szczęście z pomocą przyszedł Hubert i zaśpiewał zwrotki „Edenu” dokładnie tak, jak brzmiały w mojej głowie. Chciałem przy okazji zagłębić się w jasne i mroczne zakamarki ludzkiego umysłu, a tytułowy „Eden” miał być oczywiście metaforą, nawiązaniem do biblijnego ogrodu, który dla ludzi był zarówno krainą szczęśliwości, jak i miejscem, z którego zostali wygnani, a do którego pragnęli wrócić.

Hubert: Tematyka tekstu mocno zachęcała do eksperymentów w warstwie muzycznej. I uczyniliśmy to z dziką rozkoszą! Czego tu nie ma? Upchnęliśmy tu i dęciaki, i chore efekty, i tajemnicze pogłosy, i harmonie, i psychodelię, i kornowską solówkę. No i surowe żyłowanie wokalne (to kolejne po „H.I.F” nagranie, w którym postanowiłem zarezerwować oddzielną sesję na wokal). To wszystko spina przepyszny basowy riff Maćka. Jednym słowem – cholernie kwaśny eklektyzm zamknięty w trzech minutach. Moim zdaniem finalny efekt wyszedł co najmniej intrygująco i jestem przekonany, że jedni znienawidzą to nagranie, a dla drugich okaże się jednym z ciekawszych na krążku.

BIAŁY PLAN”

Maciek: Kompozycja Kamila, naszego perkusisty, była dla mnie wymagającym przeciwnikiem, jeśli chodzi o napisanie tekstu. Gdy pokazałem Kamilowi pierwszą wersję, stwierdził, że to absolutnie nie może ujrzeć światła dziennego i był bardzo niezadowolony. Powiedział mi, że to jest wesoła, optymistyczna, pełna radości melodia. Uznałem, że tekst powinien być smutny, pesymistyczny i pełen nostalgii. Uwielbiam historię, a przede wszystkim okres drugiej wojny światowej. Niepewność czasów wojny zainspirowała mnie do napisania tekstu o walce z przeciwnościami losu, utracie bliskich i traumatycznych przeżyciach.

Hubert: Cieszę się, że nasz Sendu zadebiutował jako kompozytor. Melodia i struktura w całości wyszła od niego, a Damian pomógł doszlifować aranż na próbach. W oryginalnym zamyśle nasz perkusista miał to również zaśpiewać. Jest nawet jedna wersja z jego próbnym wokalem i trochę żałuję, że nie chciał docisnąć tematu do końca, tylko oddał to Maćkowi. Najbardziej lubię tu wyborne dixielandowe wstawki sekcji dętej i partie fortepianu. Pamiętam też, że w trakcie miksów eksperymentowaliśmy z efektami dźwiękowymi (sprawdzaliśmy np. wiele różnych odgłosów samolotu), którymi chcieliśmy ubarwić kawałek. Ze wszystkich został chyba tylko trzask winyla w basowym intro.

ALL THE THINGS TO DO

Maciek: Podróże bardzo wspierają kreatywność – samo przemieszczanie się pociągiem, samolotem czy samochodem sprawia, że człowiek jest zamknięty na długo w jednym miejscu. W takich chwilach mam przy sobie zawsze zeszyt i długopis. Tekst do „All The Things To Do” powstał bardzo szybko w samolocie – gdy podczas startu spoglądałem przez okno, wydawało mi się, że oglądam jakiś film, a oddalająca się ziemia przypominała ruch oddalającej się kamery. Czasami zdarza się, że dwoje zakochanych w sobie ludzi rozwija się w innym tempie, jedna jest bardziej dojrzała od drugiej, i ta druga osoba, jeśli chce dogonić swoją miłość, to ma przed sobą sporo pracy. To właśnie te tytułowe „rzeczy do zrobienia”.

Hubert: Jest w tym echo naszej pierwszej płyty. I z perspektywy czasu uważam, że ten numer spokojnie mógłby się na niej znaleźć. Dużo kombinowaliśmy w aranżacji, szczególnie w kwestii rytmicznej, co słychać szczególnie w bridge’u (który, notabene, jest moim ulubionym fragmentem kompozycji ze względu na to, że tekstowo jest tam łopatowo wyłożone credo zespołu). Pamiętam, że w pierwszej wersji nagrałem dość wyszukaną technicznie solówkę, która pasowała jak pięść do nosa. Dlatego cieszę się, że w jej miejsce pojawiła się harmonijka, na której zagrał mój ojciec. Ta niesamowicie chwytliwa zagrywka wpasowała się tu idealnie, a słuchając jej, zawsze się wzruszam. Pamiętam tez, że wokal nagrywałem rano, co było dla mnie kompletną nowością. Obecnie „All The Things To Do” kojarzę z klipem, który nie powstałby, gdyby nie fantastyczny pomysł mojej narzeczonej Kasi i montaż Krzyśka Komandera. Moim zdaniem ten obrazek podkreśla, że lockdown wcale nie musiał być ciężkim i trudnym czasem.

OSTATNIE SŁOWO

Maciek: Trudno być artystą, bo krótkie momenty szczęścia i spełnienia przeplatają się z długim czasem walki o bycie zauważonym, próby dotarcia do słuchaczy, zorganizowanie koncertów czy nagarnie i wydanie płyty. Im dłużej się to robi, tym większa liczba tych trudnych doświadczeń, po których mówi się „to koniec, rzucam to wszystko!” i oczywiście nigdy się tego nie rzuca. Wspinając się na kolejne szczyty górskiego łańcucha branży muzycznej, istnieje coraz większe ryzyko upadku z dużej wysokości. Ten utwór powstał w momencie frustracji, będącej wynikiem walki z różnymi obliczami polskiego showbiznesu, frustracji, która jednak jest siłą napędową do dalszego działania. Inspiracją do powstania tej kompozycji były przede wszystkim dwie wspaniałe piosenki, „Girls & Boys” Blur oraz „No You Girls” Franz Ferdinand, które wykorzystują oktawy do stworzenia bardzo skocznego rytmu.

Hubert: Muzycznie dopisałbym tu jeszcze The Strokes. Słuchając tego kawałka, zawsze będę miał przed oczami wszystko, co działo się między nagraniem a wydaniem naszego debiutu. Od „Słowa” zaczęliśmy również proces nagrań. Finalnie numer pozostał w zasadzie w takiej samej formie, jak wymyśliliśmy go na próbach. Doszły tylko klawiszowe partie. No i w końcówce miałem okazję po raz pierwszy zaśpiewać z Sendem w harmonii! Do kompozycji powstał obrazek, w którym Michał Abramek (dysponujący filmikami i zdjęciami z sesji nagraniowych do Draw The Line) w bardzo fajny sposób pokazał proces nagrania całej płyty.

THE TRAVELER

Maciek: Często, kiedy odwiedzam rodzinny dom w Otwocku, siadam przy naprawdę starym stole w kuchni i kiedy mama krząta się w tę i z powrotem, ja gram na naszej wiekowej gitarze, co tylko mi przyjdzie do głowy. Bardzo często z takich sytuacji rodzi się coś, co potem nagrywam na dyktafon i zapominam o tym na kolejne miesiące. Riff gitarowy oraz melodia do „The Traveler” przyszły, jak to często bywa, zupełnie znikąd właśnie przy rodzinnym stole w kuchni. Gdy zdecydowaliśmy się nagrać drugą płytę, wróciłem do tego utworu i dokończyłem całą jego formę, z instrumentalnym, psychodelicznym momentem w środku. Uważam, że całość znakomicie spina wspaniałe solo na saksofonie Tomasza Busławskiego, któremu nasz producent, Damian Pietrasik, dał tylko jedną uwagę – „myśl o kobiecie”. Dodanie saksofonu to był pomysł Huberta, na który wpadł już po wyjściu ze studia, a który dla mnie był jednym z tych magicznych momentów odnalezienia dokładnie tego, czego się szukało. Tekst do tej kompozycji to zupełnie inna historia – pierwsze wersy układałem w głowie, stojąc w kolejce do samolotu, a całość miałem skończoną już na jego pokładzie, na wysokości przelotowej. Podróż to oczywiście wierzchnia warstwa słów, pod którą kryją się różne przemyślenia na temat ideału męskości w dzisiejszych czasach.

Hubert: Moim zdaniem na chwilę obecną najlepszy kawałek napisany przez Maćka. Doskonale pamiętam moment, gdy odwiedził mnie w czasie, gdy mieliśmy już zamkniętą listę utworów na album. Tuż przed wyjściem z mieszkania wyciągnął gitarę i zagrał mi akustyczną wersję „Podróżnika”. Od pierwszych sekund wiedziałem, że ten numer po prostu musi się znaleźć na „dwójce”. Przypomniało mi się również, że nagraliśmy na gitarze dwie wersje bluesowego intro: jedno grałem ja, drugie Maciek. Przy mojej próbie podciągnąłem strunę zbyt mocno i przeciąłem sobie dwa palce. Byłem jednak tak skupiony na nagraniu, że nie zdałem sobie sprawy, że zakrwawiłem prawie cały gryf gitary. Mój trud na nic, bo na płytę trafiło intro Maćka. I zgadzam się, że saksofonowe solówki Tomka to po prostu kunszt i muzyczna ekstraklasa. Uważam również, że Sendu nagrał tu swoje najlepsze partie bębnów.

THIS SONG

Maciek: „This Song” to dla mnie przede wszystkim piękna melodia, która wymagała pięknej aranżacji. Tak też się stało – jest tu piękne pianino, zagrane w stylu pierwszych płyt Nory Jones, śliczna przygrywka na trąbce, rozbrzmiewające w tle harmonie wokalne – to wszystko uzupełnia tekst z dawnych lat, o przemijaniu przyjaźni i miłości.

Hubert: Rzecz zainspirowana albumem Pretty. Odd. zespołu Panic! at the Disco – jedną z moich płyt wszech czasów. Kawałek ewoluował od pierwszej próby do ostatecznego nagrania. Po pierwsze – w kwestii rytmicznej (te łamańce basu i perkusji to kolejny super pomysł Damiana). Po drugie w nastroju i aranżu. Kiedyś pierwsza zwrotka była śpiewana wyłącznie z akompaniamentem pianina. Na płycie gra ją cały zespół. Po trzecie – w kwestii tonacji. Nie pamiętam, czyim pomysłem było, bym pierwszą część kawałka wykonał w stylu Leonarda Cohena. To było dla mnie wyzwanie, bo nigdy tak nisko nie śpiewałem. Nie mogę nie wspomnieć również o partii granej przez Przemka w końcówce utworu. To naprawdę świetne uczucie, gdy trąbka, której uwielbiasz słuchać chociażby na płytach Mroza, ozdabia również Twój kawałek. Obecnie „This Song” zamyka dyskografię Rukelsów, a tak naprawdę jest to pierwszy utwór, który napisałem dla tego zespołu.


AUTOR: The Rookles
TYTUŁ: Draw the Line
WYTWÓRNIA: Soltan Art Group
WYDANE: 13 lipca 2020


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: