O ile rok 2015 był dla too many fireworks okresem straconym, tak w bieżącym szkocka oficyna nie próżnuje. Neil Milton ma za sobą już pierwszą odsłonę cyklu Scores, przed sobą IndieTalks w Pardon, To Tu (16 lutego), a 29 stycznia ukazało się pierwsze od dawien dawna wydawnictwo tmf. O kompilacji A Short History of Nearly Everything opowiada właściciel labelu Neil Milton, rozkładając płytę na Czynniki pierwsze.

Nieczęsto zdarza się, że trzymając w ręku mały przedmiot, ma się poczucie, że stanowi on ukoronowanie całej twojej dotychczasowej pracy. Jeszcze rzadziej towarzyszy temu uczucie dumy – ale to właśnie czuję, pisząc ten tekst. Niedawno dostałem paczkę z wydaną na CD A Short History of Nearly Everything, retrospektywną kompilacją mojego labelu Too Many Fireworks. Ta płyta jest dla mnie prawie jak CV. Znalazła się na niej muzyka powstała w przeciągu 15 lat i reprezentująca początki wytwórni, szczyt jej aktywności ok. 2005–2006 r., krótką reaktywację w 2013 r. i nowe wydawnictwa, które dopiero ujrzą światło dzienne. Dla mnie i dla wielu osób, które mieszkały w Szkocji w połowie ubiegłej dekady, ta składanka brzmi jak powrót do przeszłości. Z kolei dla polskiej publiczności, która nie miała wcześniej okazji usłyszeć o Too Many Fireworks, będzie to chyba niezłe wprowadzenie.

 ***

GERMLIN – „Heights & Plans”

To nie przypadek, że album otwierają dźwięki Gameboya, od których zaczyna się ten świetny przykład folkotroniki. W 2004 r. Joe Howe (Germlin) nagrał cudowną ścieżkę dźwiękową do nieistniejącej gry wideo. Razem pomalowaliśmy 100 CDr-ów i 100 okładek, i rozdaliśmy płytę na jednym z jego koncertów – po czym słuch o niej zaginął. Kiedy w 2013 r. na chwilę wskrzesiłem label, postanowiliśmy wydać to nagranie – Adventurer’s Companion vol.1 – w formie cyfrowego downloadu. „Heights & Plans” to kawałek, który powstał mniej więcej w tym samym czasie, ale nie znalazł się na albumie – został nagrany za pomocą Nanoloopa, dziwnego programu muzycznego Nintendo stworzonego dla oryginalnego Gameboya. Zawsze chcieliśmy, żeby był to pierwszy utwór na kompilacji wytwórni i jestem przeszczęśliwy, że wreszcie mogę go zaprezentować światu.

THE FROZEN NORTH – „Origin”

Od razu się przyznam, że na płycie są 2 czy 3 zespoły, które albo założyłem, albo z którymi grałem, a The Frozen North, gdzie gram teraz, to z całą pewnością mój ulubiony. „Origin” to utwór, który Dave (gitara) napisał z Agą i Kasią (skrzypce) zanim do zespołu dołączył Tomek (perkusja), Filip (bas) i ja (gitara). Moim zdaniem to naprawdę piękna kompozycja – jedyne, co do niej dodałem, to trochę post-rockowych delayów i przesterów. Kawałek dosłownie epicki.

THE BOY CARTOGRAPHER – „Threnody”

Jeszcze będę o tym pisał, ale w ramach Too Many Fireworks czasem wydawaliśmy 7-calowe splity zatytułowane „Dialogues”. Zapraszaliśmy do nich zawsze dwa zespoły – po jednym na każdą stronę płyty. Wiele lat temu dostałem parę kawałków od dwóch z moich ulubionych szkockich zespołów – Aerogramme i The Boy Cartographer. Niestety ta akurat płyta nigdy się nie ukazała, więc tym bardziej się cieszę, że mogę chociaż tutaj zamieścić piękny i melancholijny przykład szkockiego slowcore. Może kiedyś uda mi się nawet przekonać zespół, żeby pozwolili mi wydać swoje niepublikowane kawałki. Trzymajcie kciuki!

FLYING MATCHSTICK MEN vs. GRNR – „Damn Boy Damn Girl”

Pierwszy album wydany nakładem Too Many Fireworks był w równym stopniu dziwny i ryzykowny. „The Sleeping Sonqztq” to popowy projekt na gitary i syntezatory, Flying Matchstick Men, „nagrany jako remix” przez przyjaciela zespołu GRNR (Gavina Thomsona). Frontman grupy, Graham Peel (później udzielający się w Dolby Anol i Africa) zawsze lubił robić dziwne rzeczy, więc wydanie takiego debiutu – albumu, który w ogóle nie brzmiał jak zespół na koncertach – było pewnym ryzykiem, ale okazało się płytą pełną oryginalnego, wspaniałego popu. W nagraniu „Damn Boy Damn Girl” uczestniczyli Becky Manson i Gavin Thomson, którzy niedługo stali się pełnoprawnymi członkami grupy.

LAETO – „Victory is Assured”

Jeśli powiem, że drugi album Laeto, Zwoa, to jedna z moich ulubionych płyt wszechczasów, nie będzie w tym ani krztyny przesady. Grupa została założona w okolicach 2000 r. jako instrumentalny post-rockowy skład zainspirowany brzmieniem Slint. Po wydaniu debiutu (Make Us Mild, wytwórnia Guided Missile) obrali jednak inny kurs – nazywaliśmy później ich brzmienie „victory rock”. Wirtuozeria tego albumu naprawdę poraża. Niestety kilka lat temu Robbie Cooper, perkusista Laeto, zmarł po krótkiej walce z rakiem. Składanka dedykowana jest właśnie jemu.

ERRORS – „H.E.B.S.”

Około 2005–2006 r. nasz klub singlowy cieszył się sporą popularnością, dzięki czemu mogliśmy zapraszać zespoły z innych labeli do jednorazowej współpracy. Tak właśnie było z Errors – świetną grupą ze stajni Rock Action (wytwórni Mogwai). Tytuł piosenki to skrót nazwy Health Education Board of Scotland – agencji rządowej, która w międzyczasie została włączona do NHS.

HEADS DOWN THUMBS UP – „Thug Wife (lo-fi starry sky demo)”

HDTU to mój nowy projekt. Chciałem napisać kilka indiepopowych kawałków i zaprosić moich ulubionych przedstawicieli warszawskiej i polskiej sceny muzycznej do wspólnego nagrywania i koncertowania. Póki co, dopiero zacząłem wymyślać materiał i w chwili pychy dodałem na składankę tę demówkę. Kiedyś na Marszałkowskiej widziałem dziewczynę w tiszercie z napisem „Thug life”, a że lubię gry słowne, postanowiłem nagrać zabawny kawałek o zastraszonym mężu i apodyktycznej, terroryzującej go żonie. Kiedy zacząłem pisać tekst, wyszedł z tego jednak na wskroś poważny opis tradycyjnej przemocy domowej. Mały spoiler: piosenkowej żonie udaje się zacząć nowe życie.

JÓN ÞÓR – „Stræti stórborgar”

Pierwszy raz pojechałem na Islandię w 2008 r. na festiwal Airwaves – nie zbankrutowałem tylko dlatego, że zdecydowałem się na couchsurfing i wylądowałem na kanapie tego gościa. Jón Þór Ólafsson szybko stał się moim bliskim przyjacielem. Na Airwaves zobaczyłem jego zespół Dynamo Fog, a potem dowiedziałem się, że gra też w grupie Lada Sport. Naprawdę zakochałem się jednak w jego solowym projekcie, który powstał kilka lat później. Jego album Sérðu mig í lit? to indie pop idealny, a wydany zeszłego lata singiel „Stelpur” z pewnością będzie kiedyś klasykiem na alternatywnych imprezach tanecznych. Ta piosenka to moja ulubiona z płyty – planujemy w tym roku wydać nową epkę Jón Þóra.

CLEM LEEK – „Fryderyk Chopin’s 24 Preludes op. 28: no. 7 in A major”

Przyjechałem do Polski w 2010 r. Jako że czasem grywam muzykę klasyczną, ucieszyłem się, że tego roku wypadała 200. rocznica urodzin Szopena. Wpadłem wtedy na pomysł, który udało się zrealizować trzy lata później – wydałem płytę z zestawem interpretacji Szopena w klimacie modern classical / ambient zatytułowaną Variations of Chopin. Ten utwór, nagrany przez angielskiego muzyka Clema Leeka, to mój ulubiony spośród wielu pięknych utworów na tej płycie.

PELTS – „Ghostie”

Pelts to zespół z Glasgow, którego wcale nie planowałem wydawać. Chciałem rozszerzyć label o kolejny zespół z Polski – nie udało nam się jednak dogadać, więc miałem lukę w planach wydawniczych na 2016 r. Tego samego dnia napisał do mnie na Facebooku Graham z Pelts i zaczęliśmy rozmawiać. Widziałem ich w ubiegłym roku, kiedy wróciłem na chwilę do domu i bardzo mi się spodobali, więc ucieszyłem się, że szukają wytwórni – zwłaszcza kiedy usłyszałem przepiękny utwór „Ghostie”. Epka Pelts pojawi się na pewno przed końcem 2016 r.

TITUS GEIN – „Mechanical Viper Grinds Slowly North”

Titus Gein byli anomalią nawet wtedy, kiedy jeszcze nagrywali. Niewiele zespołów grało podobną mieszankę – trio stworzyło niesamowite, potężne brzmienie, które nazywałem synth-metalem. Ich minialbum Advanced Techniques for Hands and Feet to fantastyczne połączenie muzycznego kunsztu i prawdziwego rocka. Strasznie żałuję, że nie nagrali nic więcej. Jeśli ktoś z was jest fanem gier, mogliście ich kiedyś słyszeć – kilka kawałków było w soundtracku gry „Juiced” na PSP i „Motocross XP 2005” na X-boxa. A jeśli macie problemy ze wstawaniem rano w poniedziałki, ten kawałek może wam w tym pomóc.

SHIVERS & SHAKES – „Fracture Split”

Kiedy pierwszy raz byłem na koncercie Shivers&Shakes, musiałem wyjść w połowie drugiej piosenki. Napisałem do nich następnego dnia z przeprosinami i kupiłem ich płytę. Niedługo później zostałem ich managerem. Mimo że nie wydaję ich w Too Many Fireworks, postanowiłem umieścić ich utwór na składance, bo to pierwsza menadżerska odsłona mojej wytwórni. „Fracture Split” to świetny utwór – jedyne, czego mu brakuje, to piękne wokale tego duetu.

TROIKA – „Catkin”

Troika to zespół, od którego wszystko się zaczęło. Wymyśliliśmy nazwę „too many fireworks” w 2001 r., żeby wydać naszą debiutancką epkę The Missing Passport (w 2013 r. dodaliśmy do niej niewydany materiał i wydaliśmy album pod tym samym tytułem). Pół roku później poszedłem na studia na kierunku Music Business i oficjalnie założyłem label. Kolejne pół roku później uruchomiliśmy serię siedmiocalowych splitów „Dialogues” – na pierwszej płycie znalazł się właśnie ten utwór.

MACROCOSMICA – „Torch Number One”

Niestety Laeto to nie jedyny zespół w historii Too Many Fireworks, którego muzyk w ciągu ostatnich 5 lat zmarł na raka – album jest więc dedykowany także Cerwyss O’Hare, basistce i wokalistce Macrocosmica. Przez ten zespół przewinęły się poza tym dwie ważne postaci sceny Glasgow: Gordon Brady, znany jako organizator koncertów, i Brendan O’Hare, inżynier dźwięku i były członek Teenage Fanclub, Mogwai i Telstar Ponies. Macrocosmica to inny zespół, z którym mieliśmy szczęście się zaprzyjaźnić, i który dołączył do serii „Dialogues”.

THOSE WHO DREAM BY DAY – „Lighthouse Keeper (demo)”

W zeszłym roku skontaktowały się ze mną dwa świetne post-rockowe zespoły z Rosji z pytaniem, czy nie mógłbym zorganizować im koncertu w Warszawie – a czy przy okazji mógłbym też ogarnąć support. The Frozen North nie mogli zagrać w tym terminie, więc rozpocząłem poszukiwania i tak natrafiłem na piękną muzykę Those Who Dream By Day – instrumentalnej post-rockowej grupy z Warszawy. Kiedy zobaczyłem ich na żywo, od razu zapytałem, czy nie chcieliby dołączyć do mojej reaktywowanej wytwórni – bardzo się cieszę, że się zgodzili. W drugiej połowie roku mamy zamiar wydać ich album.

NEIL MILTON – „Somewhere near you a heart is broken

(somewhere on a journey with antonymes remix)”

Płyta kończy się pięknym remiksem mojego utworu z 2012 r. autorstwa angielskiego ambientowego artysty o pseudonimie Antonymes. Po presji ze strony mojego wydawcy, Valentine Records z Manchesteru, skomponowałem i nagrałem podwójną epkę w klimacie ambient i modern classical zatytułowaną Skies and Seas. Kiedy pierwszy raz reaktywowałem wytwórnię w 2013 r., było mi trochę przykro, że moje jak dotąd najlepsze solowe utwory zostały wydane przez kogoś innego – w ramach kompromisu poprosiłem znajomych o zremiksowanie tych kompozycji i tak powstał album Cloud / Wave.

***

WYTWÓRNIA: too many fireworks
WYDANE: 29 stycznia 2016

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: