8 kwietnia ukaże się Alert, debiutancki album Red Storm. Przedpremierowo Agnieszka Leśna opowiada o płycie poznańskiej formacjiw systemie utwór-po-utworze, czyli rozkłada Alert na Czynniki pierwsze.

 

„CONTROL”

Jest to utwór, któremu poświęciłam dużo czasu już na etapie DEMO. Ma on nietypowy układ: mostek przed pierwszym refrenem i narastające zakończenie. Co ciekawe, motyw końcowy utworu, czyli wiele ścieżek grających inne melodie w tym samym czasie, powstał już dawno, jest to fragment musicalu, który kiedyś wystawiałam w teatrze studenckim. Wtedy graliśmy te melodie na fortepianie w 5 osób, niezwykłe uczucie! Tak bardzo podobał mi się ten zamysł, że postanowiliśmy wspólnie z chłopakami go przystosować do „Control”. Dodatkowy ciekawy element to minimalowe bity DJ-a Bactee, które sprawiają, że na końcu piosenka wprowadza nas w trans. Z ciekawostek, mamy tu duet gitarowy Szymona z Daro, który na końcu zagrał jedną z najpiękniejszych melodii gitarowych na płycie. Jak się bardzo wsłuchacie, znajdziecie tu także prawdziwe heavy metalowe solo połączone z elektroniką. 

„LOVE IS A PAIN”

Tutaj muzyka ma odzwierciedlać to, czym jest miłość. To moje prywatne przemyślenia. Miłość jest na początku piękna i beztroska, potem się zmienia i często przeradza w coś bolesnego, bo nawet jeśli jest odwzajemniona i jesteśmy szczęśliwi, przeraża nas myśl, że możemy ją stracić, dlatego podsumowałam, że miłość to ból… Piosenka pokazuje to doborem brzmień i melodii, początek jest bajkowy i delikatny, refren ostry, kolejna zwrotka mocna i na koniec wybuch emocji. Taka muzyczna ilustracja miłości. 

Dość ciekawe rozwiązania wprowadził tu John Fryer, który w sekcji rytmicznej użył bardzo brudnych i agresywnych brzmień, jednocześnie stosując bardzo delikatne melodie rodem z synthpopu z początku lat osiemdziesiątych.

„FAMOUS”

Ten utwór powstał już bardzo dawno, jakieś 4 lata temu, był drugą kompozycją, którą stworzyłam do RED STORM, pierwotnie był jeszcze bardziej taneczny niż jest, ale dzięki pracy z doświadczonymi producentami nabrał ciekawego wyrazu. Jest miksem wpływów The Prodigy i The Cure (bas zwrotkowy, gitarowe melodyjki) z dodatkiem hiciarskiej popowej nuty. Jednak najważniejsze w nim jest przesłanie: nie daj się wykorzystać. Jest to jeden z najbardziej komercyjnych kawałków na płycie i zrobiliśmy to z pełną tego świadomością; uznaliśmy, że tak właśnie chcemy i nie będziemy niewolnikami tego, „co powiedzą inni”…

„EVERYTHING”

To jedyny na płycie prawdziwie „mroczny”, „gotycki” klimat. A to tylko dlatego, że pisząc piosenki, dopasowuję brzmienia do nastroju i emocji, o których dana piosenka mówi. Powstała pod wpływem moich przemyśleń na temat dyktatorów obecnego i minionego wieku. Jest swego rodzaju przestrogą. Miała ukazywać nastrój niepokoju, strachu, wojny. Dla mnie najciekawszy moment tej piosenki to końcówka, gdzie nagle tempo przyspiesza i staje się marszowe, pobudzające do walki. To taki trochę powstańczy hymn, swoją drogą napisałam go mniej więcej w czasie zamieszek na Ukrainie.

Zatem zamieszki na Ukrainie, gitara nagrana we Włoszech, a wyprodukowany we Francji przez Polaków i Chilijczyka, prawdziwe multikulti (śmiech).

„THE ONE”

Na początku to też był bardzo żywiołowy, rytmiczny kawałek, jednak zmienił się totalnie, gdy zaczęliśmy nad nim pracować w studiu. Ivan Munoz (producent) zaproponował coś zupełnie innego niż miało być pierwotnie. Dzięki niemu powstała z niego elektroniczna ballada z bardzo energicznym refrenem.

Jarek w zwrotach dograł naprawdę potężnie brzmiący bas, co nadało im mrocznego, leniwego charakteru i pozwoliło to na jeszcze wiesze spotęgowanie eksplozji w refrenach. 

„MOOD”

To mój ulubiony utwór na płycie. Jest zupełnie inny od reszty. Jest tam mniej ścieżek, dzięki czemu jest wyraźniejszy i lepiej słychać wszystkie ukryte „smaczki”. A jest ich dużo, bo każdy z nas dodał tu coś od siebie. Usunęliśmy całkowicie wszystkie syntetyczne brzmienia basowe i zastąpiliśmy je żywym basem. Najciekawsze momenty to moja szalona „solówka na wiertarce” – mostek i zupełnie przypadkiem uzyskany dźwięk kończący pierwszy refren i cały utwór. Podczas nagrań zepsuła się płyta główna komputera, chłopaki nagrywając gitary, zauważyli dziwne brumienie w monitorach, to brzmienie wyszło totalnie na wierzch, gdy zostało przepuszczone przez lampowy preamp Fatmana, była chwila konsternacji, ale nasz muzykalny manager uznał, że to świetny dźwięk i trzeba go zostawić. To był genialny pomysł.

Z innych ciekawostek: pierwotnie ten utwór miał mieć bardzo brutalne refreny, chcieliśmy zrobić je bardzo sepulturowo, w tracie nagrań uznaliśmy, że zrobimy zupełnie odwrotnie do tego co planowaliśmy, zamiast ciężkich przesterowanych gitar będą niemal akustyczne ciepłe gitary, przestery natomiast poszły na zwrotkowe wokale. Według mnie wyszło bardzo ciekawie i zmieniło to totalnie charakter tego kawałka.

„ANYMORE”

Jest najweselszym utworem. Typowo taneczny, idealny na parkiet. Uwielbiam sposób, w jaki wokale są tutaj wyprodukowane. Zwrotka na zasadzie „pytanie – odpowiedź”, energiczny, taneczny refren i moja ulubiona cześć: eteryczno-narkotyczny mostek z falującym basem i delikatnym wokalem. Powiedziałabym, że to wręcz komercyjna kompozycja.

„HIGH”

Przyznam się od razu, że mając do dyspozycji Johna Fryera, postanowiłam stworzyć utwór, który będzie takim moim „Never Let Me Down Again” (Depeche Mode). Ha ha, po prostu słucham „High” i wyobrażam sobie, jak cały stadion macha rękoma do rytmu, tak jak na koncertach Depeche Mode. Takie moje marzenie. Ale rzeczywiście jego kompozycja miała wprowadzać pompatyczny klimat. I udało się, to chyba najbardziej wzniosły utwór. Szymon nagrał tu świetne bluesowe riffy, które doskonale dopełniają ten utwór. Trzeba wam wiedzieć, że Szymon to stary metalowiec, zatem musiał na potrzeby Red Storm myśleć zupełnie inaczej o gitarze niż do tej pory . 

„RED STORM“

Najważniejszy dla mnie. Tytułowy utwór opowiadający o tym, czym jest ten projekt/zespół i dlaczego powstał. To już typowy hymn, z prostym do skandowania refrenem. Mam nadzieję, że publiczność będzie go ze mną śpiewać. Całość jest spójna z resztą kawałków na płycie, ale pojawia się tutaj mostek, mówimy na to dziura, który jest już prawie techno. To wykorzystanie prostego, ale bardzo silnego bitu do pobudzenia słuchaczy, trudno będzie nie skakać podczas tego fragmentu.

„LOVELY”

Płytę kończy instrumental. Lubię kompozycje w muzyce symfonicznej i kocham muzykę filmową, jest to więc taki mix obu. Utwór się po prostu rozwija do maksimum i zostawia nas z uśmiechem. Za to na żywo będzie to utwór otwierający koncert, takie 2in1.

***

WYTWÓRNIA: MusicOla / Sonic Records
WYDANE: 8 kwietnia 2016

 

 

Komentarze

komentarze