Pull the Wire z Żyrardowa wydają właśnie swój album Sztuka Przemijania. Wydawnictwo jest konceptualne, traktujące o… przemijaniu. A dla FYH wokalista Marszal opowiada o płycie w Czynnikach Pierwszych. 

„Upadek”

Utwór o monumentalnym wstępie, po którym następuje mocne uderzenie gitar i perkusji. Od pierwszych wersów kierujemy do słuchaczy potężną dawkę emocji i energii, aż do końca nie dając chwili wytchnienia. W „Upadku” dzieje się wiele, słowa przeplatane są gitarowymi solówkami, co pozwoliło utrzymać odpowiednie napięcie. Tekst ma w sobie dużo agresji, a wszystko podkreśla linia wokalu prowadzona w sposób przypominający utwory Dezertera. Opowiadamy tutaj historię zwykłego, szarego człowieka, który zawsze grzecznie i bezkrytycznie stosował się do ogólnie przyjętego społecznie schematu życia – od dzieciństwa przez dorosłość aż po starość. Ucz się pilnie, znajdź dobrze płatną pracę, miej żonę i dzieci. Nasz bohater przeżywa ogromne rozczarowanie, bo okazuje się, że jego wzorowo i bezmyślnie odegrana rola nie daje mu żadnego poczucia szczęścia. Co więcej, nagroda nie czeka go nawet po śmierci, bo zwyczajnie zabrakło miejsca w niebie. Po zamknięciu nagrań jednogłośnie stwierdziliśmy, że „Upadek” będzie otwierał naszą płytę – w skondensowanej formie przedstawia wszystko, czego słuchacz może się spodziewać po reszcie płyty. Mocna muzyka, mocne słowa, dużo emocji.

„Iluzja”

W przypadku „Iluzji” zaczęło się najpierw od muzyki. W przeciwieństwie do „Upadku”, tutaj mamy bardziej wygładzone brzmienie i kompozycję zbliżoną do twórczości zespołu Rise Against. W połowie utworu następuje zmiana pulsu dająca pewien element zaskoczenia. Pomysł na tekst powstał w hotelowym pokoju podczas naszej ostatniej trasy. Marek podzielił się swoim pomysłem na teledysk, w którym ktoś niezwykle precyzyjnie planuje własną śmierć, chcąc uczynić z samobójstwa swego rodzaju arcydzieło. Od razu wiedzieliśmy, że ten numer będzie pierwszym singlem, do którego powstanie video. Słowa do utworu przedstawiają problem kryzysu tożsamości, kiedy zdajemy sobie sprawę, jak niewiele podejmujemy własnych decyzji, a jak bardzo ulegamy presji i oczekiwaniom otaczających nas osób. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się ucieczka. Tego wieczoru dużo rozmawialiśmy też o gwiazdach muzyki rockowej, które odebrały sobie życie. Snuliśmy nawet teorie spiskowe o pozorowanych samobójstwach. Tak naprawdę nikt nie wie, co ostatecznie zrobi dziewczyna z klipu do tego numeru. Wszystko w jej rękach i w naszych głowach.

„Toksyczny”

Każdy z utworów na tej płycie przedstawia pewną formę przemijania. Swoje życie można przeżyć, a można też po prostu przeminąć. W „Toksycznym” mówimy o przemijaniu u boku niewłaściwej osoby. Toksyczna miłość wyniszcza psychicznie, sprawia ból i cierpienie, ale też w jakiś dziwny sposób uzależnia. Muzycznie sięgnęliśmy tutaj z jednej strony do blues-rockowego, riffowego grania w stylu Slasha, a z drugiej do naszej polskiej muzyki z lat dziewięćdziesiątych, inspirując się O.N.A. czy Hey. Paradoksalnie jest to najdłuższy utwór na płycie, mimo że nie ma w nim instrumentalnego wstępu, jak we wszystkich pozostałych.

„Ostatni promień słońca”

To pełna metafor historia o utraconej pasji. Nie da się ukryć, że nasz zespół ma za sobą już kilka poważnych zmian personalnych. Przy każdej takiej sytuacji rodzi się myśl, że może jednak już czas odpuścić sobie muzykę, odpocząć, cieszyć się spokojem i… powoli przemijać. Patrząc na znajomych z branży widzimy, że powrót na scenę jest bardzo trudny. Często taki powrót trwa bardzo krótko i przynosi jeszcze więcej rozgoryczenia. Jest to najspokojniejszy utwór na płycie, utrzymany w klimacie ballady. W porównaniu do całej naszej twórczości mamy tutaj nietypową warstwę instrumentalną, zwłaszcza pod kątem podziałów rytmicznych. Mimo to utwór jest chwytliwy, dzięki wpadającej w ucho melodii wokalu. Połączyliśmy tutaj trochę grunge’u i trochę starego Perfektu i Budki Suflera. Jeżeli dołożymy do tego jeszcze folkowo brzmiące fragmenty chórków, pewnie będzie się wydawać, że to prawdziwy muzyczny miszmasz, jednak wbrew pozorom kawałek jest naprawdę spójny i zwarty.

„Sztuka przemijania”

Tytułowy numer zamykający naszą płytę. Tekstowo jest kontrą do wszystkich pozostałych numerów. Mówimy o walce z presją otoczenia, o świadomych wyborach, o tym, że droga po linii najmniejszego oporu niekoniecznie jest dla nas najlepszym wyjściem, gdyż nie zaprowadzi nas tam, dokąd chcemy dojść. Fragment „Cyrkowe psy skaczą na trzask bata / najzdolniejsze psy potrafią już bez bata skakać” to parafraza słów Orwella skierowanych do wydawców, którzy ze względów politycznych nie chcieli przyjąć jego Folwarku zwierzęcego. Znowu połączyliśmy tutaj kilka muzycznych pomysłów, każdy zdawałoby się z innej bajki. Mamy punk and roll, mamy metalowe riffy w stylu Rammstein i dodatkowo jeszcze psychodeliczne gitarowe melodie rodem z Queens of the Stone Age.


AUTOR: Pull the Wire
TYTUŁ: Sztuka Przemijania
WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 13 września 2019


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: