Patrycja Kosiarkiewicz wraca z nowym albumem. Po siedmiu latach możemy wysłuchać płyty Ogólnie chodzi o to, o której w czynnikach pierwszych opowiada wokalistka.

„Mewa”

Album wcale nie miał zaczynać się od „Mewy”. To Maciasu, producent i współtwórca płyty, poczuł w niej ten rodzaj transowości i głębi, która działa jak wabik i pozostawia słuchacza w zaciekawieniu. Potem, niemal jednocześnie przyszło nam do głowy dodać odgłos mew w tle, co samo w sobie jest oczywiście pomysłem dość ryzykownym, na granicy kiczu, a jednak pięknie zagrało w całej układance. Jest to najbardziej hermetyczna opowieść na mojej płycie i najlepiej oddaje mój sposób widzenia duchowości. Nie uważam, by świat był miejscem, które można naprawić. Nasze nieustanne próby ulepszania czegoś, czego ulepszyć się nie da, są moim zdaniem gonitwą za wiatrem. W tym sensie jestem dość „manichejska”. Uważam, że zadaniem każdego człowieka jest wyjść poza polaryzację i wzrastać w duchu.

„Mama mówi”

Ten numer został nam z sesji formacji Halo, której byłam frontmenką. Maciasu zrobił nową aranżację, bo uparłam się, żeby dołączyć go do Ogólnie chodzi o to.  Nieczęsto piszę o miłości, ale jak już się za to zabieram, to od razu na wysokim C. Mamy więc dwójkę bohaterów, miejsce akcji, czyli Wrocław i zemstę w tle – klasyczny storytelling. On wybrał inną, ona bardzo cierpiała. Chciałam ten numer początkowo nazwać „Poza tym”, ponieważ bohaterka opowiada swojemu byłemu kochankowi co u niej i nagle mimochodem wspomina, że mają dziecko – zupełnie jakby chodziło o jakiś nieistotny szczegół, coś co można by równie dobrze pominąć. Zranienia zawsze biorą się z oczekiwań. Bardzo często nie czytamy znaków, gonimy za iluzjami, wyobrażamy sobie Bóg wie co i nijak nie przyjmujemy do wiadomości, że rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Przyznaję, że celujemy w tym my – kobiety. Dlatego warto słuchać, gdy mama mówi „on nie jest dla ciebie”.

„Katastrofa”

Jest to pierwszy singiel z płyty Ogólnie chodzi o to, której tytuł jest jednocześnie szlagwortem przewodnim piosenki. Pamiętam, że melodia przyszła mi do głowy gdzieś w Polsce powiatowej, w której się znalazłam, próbując ominąć jakiś wielki korek na autostradzie. Od razu miałam tę myśl o płynięciu z prądem i pod prąd. Ja się nie do końca zgadzam z tą słynną frazą Herberta, że z prądem płyną tylko śmieci. Ostatnio widziałam na przykład, jak z prądem płynął piękny jesienny liść.  Bruce Lee mawiał, że woda zawsze szuka łagodnego ujścia – i to ze mną rezonuje. Nie ma potrzeby walczyć z nurtem. Nie jest to pochwała konformizmu. Szczerze wierzę, że gdy idziesz się o coś bić, to ktoś, gdzieś, zawsze, na tym zarabia. W gruncie rzeczy życie to ciągły wybór mniejszego zła. Ludzi jest siedem miliardów i tylko niewielka część coś już zobaczyła, reszta wciąż potrzebuje autorytetów, co dla wszystkich, którzy uważają się za mądrych, światłych i świadomych, stanowi fantastyczną okazję, by się przekonać, jak bardzo duże jest wciąż ich ego. Na koniec dnia chodzi o to, żeby się w tym wszystkim odnaleźć i minimalizować straty.

„Dużo za dużo”

Historia powstania tego tekstu jest taka, że mój kolega, dziennikarz i pisarz Bartek Fetysz nagrał mi na WhatsAppie wiadomość głosową,  bo mu się nie chciało pisać. I to mnie zainspirowało do napisania o dwójce przyjaciół, którzy nagrywają sobie historie swojego życia. Trochę jest to też opowieść o nieprzewidywalności, o tym, że nie możemy napisać scenariusza szczęścia ani zaplanować związku. Literatura, kultura wtłacza nam do głowy pewne wzorce, archetypy. Choćby słynna podróż bohatera Josepha Campbella, wokół której kręci się całe hollywoodzkie kino. Chcemy to powtórzyć w życiu. Walczyć ze smokiem, zdobyć skarb, królewnę. Uważamy, że trzeba cierpieć w miłości, bo jak się człowiek nie nacierpi, to się nie liczy. Czasami tego wszystkiego robi się za dużo. Mam za sobą długi okres dystymii (rodzaj depresji). Było to bardzo trudne, bolesne i pozostawiające w poczuciu bezradności. Bycie w zaklętym kręgu histerii, apatii i niemocy. Z perspektywy czasu wiem, że nie można niczego przyspieszyć. Lubię to sobie wyobrażać jako szklankę wody, do której wlewamy płyn. Póki szklanka się nie przeleje, póty potencjał nie został osiągnięty. Tak samo jest ze świadomością, zmianą, wglądem, praktycznie każdym przejawem wzrastania. Trzeba poczekać na swój czas.

„Gdziekolwiek”

„I kocham ten kraj, choć ludzie wiadomo kim są.” To oczywiście metafraza słynnego powiedzenia Marszałka Piłsudskiego. Pamiętam, że ten numer powstał na samym końcu, gdy właściwie mieliśmy płytę gotową, a ja akurat dowiedziałam się, że Polska zgodziła się na oddanie wydobycia złóż tytanu na Suwalszczyźnie kanadyjskiemu gigantowi górniczemu. Dopowiem, że wartość tych złóż to parę BILIONÓW złotych. W sumie teraz, po czasie, uśmiecham się do siebie, ale wtedy wywołało to we mnie tak gwałtowną reakcję, że aż zainspirowało do przelania na papier goryczy. Wszyscy znamy ten stan. Idziesz ulicą, samochody rozchlapują wodę z kałuż, żaden z kierowców ani myśli zwolnić przed przystankiem pełnym ludzi, wszyscy się spieszą i potrącają, ludzie biegną po ruchomym schodach, urzędnicy są wredni, szef każe ci zostawać po godzinach, sąsiad robi od trzech miesięcy remont, tiry wyprzedzają się na autostradzie itd. System próbuje nas wciągnąć, opleść, nie daje wytchnienia.  Rozwój polega na tym, byśmy przeszli z atawizmu, gdy stale jesteśmy czujni i czekamy na atak do miejsca, w którym trwamy zharmonizowani i spokojni, bo połączyliśmy się z duchem w sobie i mamy zaufanie do czegoś większego od nas samych. Właściwie jest to główne przesłanie mojej sztuki.

„Nadmiar”

… jest najświeższym singlem z albumu Ogólnie chodzi o to. Pisałam go przed pandemią, kiedy jeszcze kupowaliśmy nowe auta czy zmywarki, lataliśmy na wczasy all inclusive do Egiptu albo chadzaliśmy na sushi. Teraz wydaje się to jakimś innym życiem. Lubię sięgać po sarkazm w piosenkach. Uważam, że uratować nas może jedynie dystans (obecnie również dosłownie) oraz poczucie humoru. W tej piosence opowiadam o ucieczce w konsumpcję, życiu na pół gwizdka, świecie, który nas warunkuje i uzależnia. Jest to też satyra na tak zwane pozytywne myślenie, na tę obowiązującą wizję jakoby wszystko było dostępne i tylko od nas zależy, czy po to sięgniemy. Owszem, mamy w sobie moc, by brać, ale brać nie zawsze oznacza dostać. Rzecz polega na akceptacji tego faktu i postawieniu się na miejscu tych, którzy są w obiektywnie trudniejszej sytuacji. Dla głodnego twój chleb jest skarbem. Dla bezdomnego skarbem jest dach nad głową. Dla kogoś, komu lecą bomby na głowę, skarbem jest pokój. Niektórych złości postawa „inni mają jeszcze gorzej”, ale prawda jest taka, że gdy wszystko jest względne, jedynym, co pozostaje, to żyć względnie dobrze.

„Poizon”

Początkowo chciałam ten numer nazwać „Lekarze bez granic”, bo główny bohater jeździ w różne miejsca świata i próbuje go zbawiać, gdy tymczasem jego rodzina czeka w domu i nie jest z tego powodu szczęśliwa, czuje się odrzucona, zaniedbana emocjonalnie. Mamy tu rozmowę ojca z synem. Ojciec zawiódł się na synu, gdyż ten nie wierzy w jego ideały, nie zamierza walczyć w nieswoich wojnach, przyjmuje postawę defensywną i wyrachowaną. Z kolei syn patrzy z wyrzutem na wiecznie nieobecnego ojca, który nosi sztandary, a nie umie zadbać o własną rodzinę, nie praktykuje tego, co sam naucza. Jest to też opowieść o nowym pokoleniu, które żyje z zupełnie innych energii, odrzuca stare wzorce, pełne hipokryzji autorytety, nie chce życia za wszelką cenę. Bohater mówi, że gdyby przyszli po niego (kimkolwiek owi oni by byli), łyknąłby tytułowe poizon i po sprawie. To jest jedyna piosenka bez refrenu – śpiewam w nim tylko melodię, a mój głos spełnia funkcję kolejnego instrumentu. Chcieliśmy wprowadzić w to trochę elementu bałkańskiego, który byłby symbolem różnych rejonów ogarniętych wojnami i nawiązywał do historii podanej w tekście.

„Tabasco”

Maciasu, współtwórca albumu, mówi, że jesteśmy bajtem w systemie. Oświecenie, wyjście z matrixa jest punktem przeładunkowym. Gdyby pójść tropem tej metafory, potrzebowaliśmy czegoś w rodzaju zwrotnicy. Moim zdaniem coś takiego istnieje i mamy do tego dostęp 24H, ale z jakiegoś powodu nie chcemy tego użyć, nie chcemy sięgnąć do naszych serc. Zamiast tego idziemy na pasku systemu, który oferuje nam bogaty wachlarz doświadczeń w rodzaju: opresji, manipulacji, agresji, ślepego podążania za modami, konsumencko-obrazkowej katatonii itd. Ostatni wers piosenki: „nominuje cię, żebyś przejrzał na oczy” jest nawiązaniem do hot 16 challenge, w którym prawie wzięłam udział, ale w końcu poczułam, że to jednak nie moja energia. Tytułowe tabasco, ostry sos, jest metaforą życia, jakie wielu z nas prowadzi. Nosimy maski silnych mężczyzn czy kobiet, udajemy zadowolenie i spełnienie, gdy tymczasem gdzieś w środku zbiera się osad strachu, złości, przemęczenia – wszystkich tych stanów, które nauczyliśmy się wypierać, bo nie pasują do obowiązującego modelu.

„Bóg nie może dostać się do nieba”

Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć piosenki, które pisałam do gotowego tekstu. Ponieważ piosenek było w moim życiu paręset, można powiedzieć, że nigdy mi nie było z tą metodą po drodze. W przypadku tego numeru historia jest jeszcze bardziej zawiła. Napisałam zwrotkę i refren do jednej z piosenek projektu Echo. (Dopiero czeka na premierę.) I tak jak z większością tekstów trafiłam, tak ten nie przypadł do gustu muzykom formacji. Jednak mi się bardzo podobał i postanowiłam użyć go na własnej płycie. Któregoś dnia Maciasu grał jakiś zapętlony, trochę „nine inch nailowski” motyw, improwizując i bawiąc się loopami, i  gdy tak grał, zainspirował mnie do spontanicznego zaśpiewania tego właśnie tekstu. Melodia pojawiła się po kilku sekundach. Zresztą u mnie zawsze tak to przebiega – to jest jak odruch bezwarunkowy, idę instynktownie. Flow od razu prowadzi mnie do sedna. Bridge o Elvisie dopisałam na końcu. Dla mnie ten numer jest opowieścią o klasizmie, o podziale na lepszych i gorszych, o rzekomych równych szansach dla wszystkich, które równe nigdy nie były. Dziel i rządź to stara zasada, na której zbijają swój kapitał politycy. Nie ma już miejsca na zwykłą rozmowę, po obu stronach tępa propaganda, zgodnie z zasadą: jeśli nasz adwersarz wymyśli lekarstwo na raka, będziemy za rakiem, towarzysze.

„Ktoś musi”

Zauważyłam, że gdy tylko napiszę w moich SM coś dosadnego, to wielu ludzi odwraca głowy, gdy natomiast po prostu wrzucę swoje ładne zdjęcie, od razu pojawiają się lajki i serduszka. Wiadomo, że nie lubimy wychodzić ze swojej strefy komfortu, ale ktoś musi zacząć, żeby reszta mogła się przyłączyć. Uważam, że taka jest funkcja nas artystów, twórców – mamy być katalizatorem. Mamy ciągle wkładać kij w mrowisko. Pamiętam czytankę z dzieciństwa, w której było zdanie: ktoś musi nie spać, by spać mógł ktoś. Dotyczyło to ludzi wykonujących różne zawody i było takie bardzo dosłowne, mleczarz przywozi ci mleko, gdy ty jeszcze śpisz itd. Potem w czasie jednego z radiowych wywiadów sprawdziliśmy źródło i okazało się, że sięgało ono Szekspira. W każdym razie to hasło zostało ze mną na długo i wiele razy ta myśl przychodziła mi do głowy. Ktoś musi: być pierwszy, być mądrzejszy, stanąć na barykadzie, dać przykład, mieć odwagę itd. Zarazem ten numer to mój prywatny apel, żebyśmy przestali się naparzać, żebyśmy odpuścili, usiedli w tej ciszy serca, bo przecież każdy taką ciszę ma, a przynajmniej większość ją ma. Wierzę w to. Ktoś musi dać przykład.

„Oliwka”

To jeden z pierwszych numerów, jakie powstały na płytę. Z prostym reggae’owym bitem, w dość nietypowy sposób wykorzystanym. Maciasu lubi poruszać się po autostradach międzygatunkowych, ale robi to w świeży sposób, nie tworzy kalek. Cztery zwrotki to już bardowskie pisanie, bo jednak w piosence popularnej ograniczamy się zazwyczaj do dwóch, góra trzech zwrotek. Tu jednak chciałam dać pierwszeństwo historii. Całość oparta jest na gorzkich życiowych obserwacjach i zilustrowana animowanym teledyskiem, który dosłownie opowiada historię, o jakiej śpiewam. Wszyscy mają rację, taka z niej dziwka, to z kolei pomysł sprzed lat. Od dawna zapisuję wszystko, co mi przychodzi do głowy, szlagworty, słowa klucze, urywki, myśli. Nigdy nie wiadomo, co się kiedy przyda.

„Ale”

Jak dotąd najpopularniejszy singiel z płyty Ogólnie chodzi o to. Numer, który najpierw miał melodię, potem aranż, a na końcu tekst. (Zwykle najpierw były podkłady, potem melodie.) Mamy tu prawdę o związkach. Co się dzieje, gdy powiemy o jedno słowo za dużo? Czy można zranić drugą osobę tak bardzo, że potem nic już nie będzie takie jak wcześniej? Czy warto się zatrzymać, bo działanie w emocjach bywa wyzwalające, ale można przy okazji spalić za sobą wszystkie mosty? Patrząc natomiast z wyższej spirali: nigdy nie jest dość dobrze, zawsze jest jakieś ale, ciągle jesteśmy nienasyceni, rozdrażnieni i niezaspokojeni. Wszyscy znajdujemy się w procesie terapeutycznym, którym jest życie. Sama nie byłam w terapii, ale pracowałam jako coach. Przeprowadziłam wiele rozmów z różnymi ludźmi na ten temat i często słyszałam, że muszą się przyjrzeć temu i przyjrzeć tamtemu i przepracować i jeszcze przewrócić na drugą stronę i sprawdzić głębiej. A mi się pokazuje, że jak nawet coś przepracujesz, odsłania się coś następnego, potem jeszcze coś i tak w kółko. Życie zadba, byśmy się nie nudzili, a terapeuci mieli pracę. Ale też wierzę, że przychodzi w końcu taki psychologiczny moment, w którym to wszystko staje się niepotrzebne, wychodzimy poza to i to się rozpuszcza. I wtedy nie ma już żadnego ale.

„Na księżycu Ganimedes”

Ten tekst w naturalny sposób przywodzi na myśl Meluzynę z Pana Kleksa. Tu mamy bohatera zagubionego w kosmosie, humanoida, który wybrał życie w materialnym świecie, ponieważ nie mógł oprzeć się miłosnemu czarowi Andromedy. Ten motyw często pojawia się w literaturze i sztuce. Pamiętam, że melodia przyszła mi do głowy w ostatnie Święto Niepodległości, gdy z racji obowiązków zawodowych zjechałam w końcu do małego hoteliku pod Warszawą. Kiedy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że być może miało to związek z tym, że wcześniej widziałam wybuchające na ulicach petardy. I może była to próba ucieczki od tego, uniesienia się gdzieś w przestrzeń i zobaczenia nas tu na ziemi jako małej kropeczki z kosmosu?

„Dezorientacja”

Motyw basowy do tego numeru powstał lata wcześniej. Napisał go i nagrał Maciasu. I właściwie byłby go zgubił, gdyby nie mój nawyk zbieractwa. Zapisałam go sobie i wróciłam do niego, gdy pracowaliśmy z moim zespołem Halo. Wtedy napisałam tekst. (Bo melodia powstała od razu, gdy usłyszałam basówkę.) W czasie sesji Halo Marek Dulewicz nagrał prześwietne solo gitarowe, które tym samym stało się puentą albumu Ogólnie chodzi o to, choć wtedy nie miałam w planach ani tej płyty, ani grania elektronicznego. Czasami trafiam na pierwsze drafty różnych kompozycji i zawsze mnie to zdumiewa jak niezwykły jest to proces, gdy z małych, porozrzucanych często fragmentów rodzi się spójna całość.


AUTOR: Patrycja Kosiarkiewicz
TYTUŁ: Ogólnie chodzi o to
WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 23.10.2020


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: