O swoim debiutanckim albumie, o produkcji utworów, o konkursach songwriterskich i pisaniu kawałków pod muzykę Bokki. W nowych Czynnikach pierwszych o w świetle gwiazd opowiada Olena. 

„Stan Nieważkości”

Stan Nieważkości to piosenka, którą witam się zce słuchaczem. Znajduje się w niej wytłumaczenie tytułu płyty. Jak tylko posłuchacie, zrozumiecie, co mam na myśli (śmiech)
W tej piosence skrzypce mają ważną rolę, budują klimat, są jak fala, jak stan nieważkości. Pierwsze demo tego utworu, które nagrałam, było dłuższe, trwało ponad 4 minuty, postanowiłam go skrócić, dodać instrumentalny fragmencik i w ten sposób zyskał dzisiejszą formę. Pamiętam, że od razu wiedziałam, jak mają brzmieć skrzypce, nagrywałam to, co słyszałam w wyobraźni. Utwór jest dosyć minimalistyczny w aranżu, wydaje mi się, że dzięki temu z moim producentem Przemkiem Grzelakiem uzyskaliśmy bardzo fajne brzmienie.

To jest naprawdę jeden z bardziej osobistych utworów. Napisałam tę piosenkę dla mojego ówczesnego chłopaka. Utwór opowiada o emocjach. Pisząc ją, byłam w takim „stanie nieważkości” – kiedy bardzo ci na kimś zależy i wydaje ci się, że się zakochujesz. Robisz wszystko, żeby zadowolić tę osobę, zrozumieć, zaczynasz się w tym zatracać, ale tego nie zauważasz. Cały czas lecisz w górę, bo to ucieczka od rzeczywistości. Powoli się spalasz. Nie wiesz, czy naprawdę „masz” tę osobę, a im bardziej się oddala, tym bardziej za nią gonisz. I tu nie chodzi o fizyczną bliskość. Dopiero po wszystkim orientujesz się, że miłość tak nie wygląda. I bardzo dobrze, lekcja odrobiona, haha. Uwaga – to nie jest smutne, to jest prawdziwe. Myślę, że mnóstwo osób coś takiego przeżyło i czuje, o czym jest piosenka.

Jednak ten utwór to dla mnie przede wszystkim muzyczne spełnienie marzeń. Osiągnęłam tutaj głębię, głównie dzięki skrzypcom, na której mi zależało. To dla mnie taki muzyczny wszechświat i bardzo się cieszę, że powstał.

„Ukradłeś Serce”

Bardzo dużo bliskich mi osób polubiło tę piosenkę jeszcze wtedy, kiedy była tylko moją demówką. Nie pamiętam kiedy ją napisałam, ale pamiętam moment, w którym usiadłam przy pianinie. Miałam jedną myśl – napisać coś, co będzie podobne do moich piosenek po angielsku. Bardziej desperackie i emocjonalne, trochę żywsze.  Nie każdy wie, że pisania po polsku musiałam się nauczyć. Moje pierwsze utwory były napisane po angielsku  i – przyznaję – wolę pisać po angielsku. Najpierw powstał refren, melodia razem z tekstem. Później napisałam zwrotki. Marzyłam, żeby  ta piosenka była bardziej instrumentalna, bogata. Elektroniki tu nie znajdziemy. I chyba się udało. Bardzo podoba mi się trąbka, którą słyszymy w utworze. Dodaje całości charakter. Aranż był na tyle bogaty, że niełatwo było zmiksować ten utwór, ale dla Marcina Gajki to pestka. Dzięki Marcinowi brzmi naprawdę dobrze.

Ta piosenka jest śpiewana z perspektywy kogoś, kto nie ma żalu. To silna dziewczyna, która trochę wykrzykuje swoje uczucia, ale nie płacze, nie użala się, jest nawet ironiczna. Zawsze, kiedy śpiewam drugą zwrotkę, uśmiecham się do publiczności. Bardzo dużo osób, które usłyszało demo, stwierdziło, że to super numer i dlatego stała się ona pierwszym singlem promującym całą płytę.

Teledysk powstał dzięki współpracy z łódzką ekipą Motion Pikczer. Pamiętam, że byli bardzo zajęci i naprawdę cudem udało się zorganizować czas i lokalizacje do tego teledysku. Zgodzili się dlatego, że piosenka im się bardzo spodobała. Kręciliśmy w klimatycznym i oldschoolowym żyrardowskim Kinie Len oraz w Telegrafie, knajpce położonej dosłownie 50m od kina. Całość powstała chyba w 6-7 godzin, czyli naprawdę szybko (śmiech)

„Echo”

Muszę zacząć pisać pamiętnik songwriterski, znowu nie pamiętam, kiedy ten numer powstał.

Piosenka to zapis mojego snu, który czasem się powtarza, kiedy jestem bardzo czymś zdenerwowana, kiedy mam zbyt wiele stresu. To taki sen – azyl, który mnie uspokaja, w którym czuję się bezpiecznie. Więcej nie zdradzę. Piosenka opowiada o szukaniu „tej” osoby. Można interpretować ten utwór na wiele sposobów, ale mówi o tęsknocie za kimś, kto nas ukoi, za miłością. Jest też wspomnieniem kogoś, kogo znamy, ale wciąż jest nieuchwytny. Miałam bardzo dużo myśli, pisząc tę piosenkę. W odniesieniu do mojego życia mówię o przyszłości, teraźniejszości, ale też o przeszłości. Takie echo wspomnień w snach…

„Running Free”

To jest piosenka, przy której często chce mi się płakać. Wzbudza we mnie bardzo wrażliwą strunę. Pamiętam, kiedy słuchałam ostatecznego miksu i masteringu płyty, przy tym utworze popłakałam się bez kontroli jak dziecko… Wymyśliłam partię pianina, melodię i tekst bardzo szybko. Piosenka mówi po prostu o świecie, w którym żyjemy, a może powinnam napisać, że o nas, bo to ludzie tworzą świat. Mam w głowie, dla innych być może naiwny i idealistyczny, obraz cywilizacji, w której powinniśmy żyć, którą powinniśmy, i wierzę w to, że możemy stworzyć. Świat pełen zrozumienia, miłości i dobra. Wiem jednak, jak jest. Jesteśmy tu razem i to jest największa próba. Jak żyjemy ze sobą. Każdy ma moment, w którym chce uciec, ale to nie jest rozwiązanie. Najprostsza droga nie zawsze jest najlepszą. To jest piosenka, której musisz posłuchać szczególnie wtedy, kiedy będzie ci smutno, mój słuchaczu. Może sobie popłaczesz, ale doda ci otuchy. Musimy być silni, musimy kochać do końca świata, bo inaczej wszystko straci sens. Musimy biec, musimy być silniejsi. Żyjemy szybko, ale to nie koniec, jeszcze może być inaczej. Musimy kochać, wierzyć w siłę, którą mamy w sobie, być wolnymi. Biec, biec i biec w przyszłość.

No dobra… na koniec trochę się pochwalę. W 2019 roku piosenka dostała bardzo dobre noty w brytyjskim konkursie Sonwgriting Contest.

„Mów Do Mnie”

Pamiętam scenę w aucie, dworzec Warszawa Zachodnia, chciałam pocałować chłopaka, ale on miał trochę inne wyobrażenie naszej znajomości, haha… Tragiczny sposób, żeby dostać kosza, prawda? Zaraz po tym, jakże upokarzającym doświadczeniu dla mojego ego, powstał ten utwór. Trochę z przymrużeniem oka, pół żartem, pół serio. Myślę, że jest bardzo pozytywny. Mówi o takiej chwili, w której nic nie jest ważne, tylko tych dwoje zakochanych ludzi, zupełnie, jakby jutro nie istniało. Beztroska chwila, pełna radości, namiętności. Wyobrażam sobie, że zakochane pary spędzają wieczory, słuchając tej piosenki. Tańczą, śpiewają, przytulają się i śmieją do siebie.

I ten numer jest fajny, bo… nagrałam solo skrzypiec. Jest też fajny, bo gitarę solową nagrał Jacek Wenclewski, dzięki któremu zresztą nagrałam wspomniane solo. Dodał mi odwagi, żeby to zrobić, poza tym na koncertach graliśmy tę piosenkę w takiej właśnie formie.

To drugi singiel zapowiadający moją płytę. Teledysk nagrałam w domu, moi znajomi – Kasia i Kamil – nagrali swój romantyczny taniec. I znowu na scenę wkracza Jacek, który zmontował teledysk i sprawił, że wygląda naprawdę fajnie. Mam nadzieję, że słuchaczom się podoba.

„Letni Deszcz”

„Letni Deszcz” kojarzy mi się z latem, muzyka zdecydowanie ma kolor żółty.  Mówi o momencie, w którym chcesz zapamiętać to, co najlepsze, bez żalu. To takie trochę pożegnanie. Masz to daleko za sobą, jesteś ponad. Na pełnym luzie wspominasz to, co było fajne.

Piosenka jest efektem współpracy z Kubą Wojciechowskim, który napisał muzykę. Zakochałam się od pierwszego wysłuchania, brzmi tak, jak chciałam. Melodia i tekst przyszły do mnie bardzo szybko. W takich sytuacjach, kiedy mam napisać linię melodyczną wokalu do gotowej muzyki, pierwsze „przesłuchanie” jest najważniejsze. Zanim zapoznam się z utworem, zakładam słuchawki i włączam mikrofon – od razu nagrywam to, co przychodzi mi do głowy. Zazwyczaj wtedy rodzi się zarys piosenki, tak też się stało z Letnim Deszczem (śmiech) Pierwsze pomysły są często najlepszymi. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie nagrała skrzypiec, więc jest tam moment dla nich.

W tej piosence za pomocą słów maluję obraz wspomnień, ulotnych chwil, które są już przeszłością. To był idealny moment, by ją napisać, przelałam w nią swoje własne uczucia. Jest kolejną, zapisaną stroną w pamiętniku. Taki tatuaż w pamięci (śmiech)  „Byłeś jak ciepły, letni deszcz”. Delikatne, ciepłe wspomnienie.

„Pokonam Siebie”

To jest mój osobisty manifest. Napisałam tę piosenkę, żeby dodać sobie otuchy. Wyrzucić z siebie emocje i poczuć się lepiej. Opowiadam o walce ze sobą, o dążeniu do celu, zwątpieniu, które odbiera siłę do walki. Nigdy się jednak nie poddałam. Dzięki tej iskrze, którą mamy w sobie, a która nie pozwala się poddać, nawet jeśli nie jest dobrze i nic nam nie sprzyja. Moja rozmowa z samą sobą. Story of my life. W tekście mówię dokładnie o tym, co przeżywam bardzo często, co jest cały czas ze mną. Systematycznie pokonuję siebie, pokonuję swój strach, wstaję. Nie jestem aniołem, bo popełniam błędy, robię często, może nie złe, ale rzeczy, których żałuję. Mam taki mechanizm w sobie, że cały czas myślę, że nie jestem dość dobra, chcę się ulepszyć. Może w piekle już mają dla mnie miejsce, ale przynajmniej na koniec pomyślę, że próbowałam, że walczyłam. Jestem pewna, że każdy, kto posłuchaj tej piosenki zrozumie, co mam na myśli.

Jest tu solówka skrzypiec, z nieco gitarowym zacięciem.  No i ten rytm… to jest intensywny utwór, chociaż zaczyna się niepozornie, jak ballada. Nagrywając ten utwór, miałam dosyć jasną wizję, jak ma brzmieć i zasugerowałam to w moim nagraniu, sugerując rytm, instrumenty, całą formę. Moje demo było jak szkic, który Przemek zamalował barwami. Bardzo dobrze zrozumiał, jaki klimat chcę zbudować. Bicie serca w środku utworu przypomina, jak bardzo jesteśmy żywi i to się liczy najbardziej. Nie mogę się doczekać koncertów, czuję, że to może być petarda. Mam szczerą nadzieję, że ta piosenka pomoże wielu osobom, doda im siły i odwagi w chwilach zwątpienia. Mnie w tej chwili przypomina kim jestem. 

„Losing My Breath”

Ta piosenka powstała w ciekawy sposób. Melodię i tekst napisałam do zupełnie innej muzyki. Brałam udział w internetowym, songwriterskim konkursie, w którym podane były  gotowe podkłady muzyczne. Wybrałam muzykę zespołu Bokka. Niestety, a właściwie teraz się z tego cieszę, nie zdobyłam żadnego miejsca. Kilka miesięcy później znalazłam w internecie produkcje Andrzeja Fonai Pieszaka, które od razu mi się spodobały. Pomyślałam, że bardzo fajnie byłoby wysłać do niego ten utwór, a raczej to, co ja napisałam, czyli linię melodyczną wokalu. Andrzej jest m.in. muzykiem sesyjnym i gra w zespole Natalii Nykiel, nie wiedziałam, czy będzie miał czas i ochotę zająć się  tą piosenką. Złapałam z nim jednak kontakt, wysłałam nagraną linię wokalu z pytaniem, czy nie zgodziłby się napisać do niej na nowo muzyki – zgodził się. Bardzo się ucieszyłam! Wiedziałam też, że byłoby mi trudno na tyle zdystansować się do oryginału, żeby zrobić coś zupełnie innego. Myślę, że efekt jest bardzo ciekawy. W tej piosence  wyczuwam lekkie, subtelne muśnięcie jazzu. Pierwszy raz słuchając muzyki, którą wyprodukował dla mnie Andrzej, byłam bardzo zaskoczona, ale i zachwycona. Melodia pisana wcześniej do lekko rockowego podkładu dostała nowe życie. Jest to najbardziej elektroniczny utwór na całej płycie.

Piosenka ma taki łagodny flow, bardzo ciepłe brzmienie. Słuchając jej, dotykacie mnie, moich wspomnień i emocji. Zabawne jest, że czasem uświadamiam sobie, że muzyka w moich myślach ma kolory. Ta piosenka jest zdecydowanie granatowo-fioletowa, ze smugami czerni i bieli (śmiech)

„Jestem”

Ciekawe jest, że wyobrażałam sobie aranż tej piosenki nieco inaczej. Spodobał mi się jednak kierunek, w którym popchnął brzmienie Przemek. Teraz można powiedzieć, że to ballada z rockowym muśnięciem. Początkowo tekst był bardziej dosłowny, ale postanowiłam go złagodzić, nie pasował do muzyki. Jest tu dużo chórków i skrzypiec. Pamiętam, że nagrywając wokal, po prostu się zapętliłam. Nagrałam chyba z 50 wersji, szukając tej „dobrej”. To był moment, w którym naprawdę musiałam wyhamować. Stop dla perfekcjonistycznego myślenia! Ono często zabija naturalność. Nie zawsze doskonałość jest dobra – ważniejszy jest autentyzm. To była bardzo ważna lekcja.

W tym utworze mówię trochę o samotności, o tym, że kiedy stawiamy wszystko na jedną kartę, czasem czujemy się zagubieni. Potrzebujemy kogoś, kto pozlepia nas z rozsypanych kawałków. Mówi też o przemijaniu i szukaniu własnej drogi.  Jestem przepotwornie romantyczna i ta piosenka to pokazuje (śmiech)

„Serce Na Dłoni”

„Serce Na Dłoni” napisałam dla kogoś innego, jako songwriter. Miał ją śpiewać chłopak i myślę, że można to wyczuć w tekście. Pisząc ją, wyobrażałam sobie, co może czuć, co chciałby powiedzieć komuś, kogo kocha. Podmiot liryczny przyjmuje więc opiekuńczą postawę, jednak właśnie dlatego tekst do mnie pasuje. Nagrałam demo i bardzo polubiłam ten numer. Tak się zdarzyło, że ostatecznie trafiła do mnie. I super. Za każdym razem, gdy graliśmy ją z Jackiem na koncertach akustycznych, cieszyła się ciepłą reakcją publiczności.

Przyznaję, że próbowałam zaaranżować ją w inny, bogatszy sposób, jednak moi znajomi sugerowali, że ten utwór ma tak bardzo intymny charakter, że powinien być akustyczny. I tak się stało. Piosenka na płytę trafiła jako akustyczny, gitarowy utwór. Dodałam skrzypce i chórki, chociaż nie byłam pewna jak mają brzmieć, ale udało się! To emocjonalna opowieść.  Przelałam w nią swoje własne emocje. Takie spokojne, skłaniające do zamyślenia zakończenie płyty.


AUTOR: Olena
TYTUŁ: … w świetle gwiazd…
WYTWÓRNIA: Olena Records
WYDANE: 5 czerwca 2020


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: