Założony przez Szymona Grelę w tym roku zespół Liver wydał z końcem października pierwszy album. O #1 opowiada gitarzysta i autor tekstów, rozkładając płytę na czynniki pierwsze.

Na płycie znajdziemy sześć autorskich piosenek, które zostały nagrane w marcu tego roku w podkarpackim studiu Dirty Sound Records. Pierwotnie Liver mieli nagrać jedynie krótkie demo, ale Dominik Cynar, realizator pracujący nad #1 namówił skład na pełnoprawny album.

 „BIG BYE BYE”

Amerykańsko brzmiące, delikatnie przesterowane gitary, punktualny groove sekcji rytmicznej, soczyste gitarowe solo. Piosenka opowiada o niechęci kontynuowania związku przez młodego człowieka, mimo że kocha drugą osobę i pomimo tej miłości dalej poszukuje czegoś innego. Stąd właśnie tytuł „Big Bye Bye”. Do jej nagrania (jak do prawie wszystkich piosenek na płycie) użyliśmy wzmacniacza gitarowego Fender Hot Rod DeVille IV, gitary Music Man Silhouette i analogowych efektów. Jedynym wyjątkiem jest solo, które zostało nagrane na gitarze hollow body Ibanez z serii Artcore. Do basu Mirek wybrał połączenie Markbass CMD i Fendera Bassman z lat sześćdziesiątych, które były nagrywane jednocześnie. Stąd to potężne basowe brzmienie.

„SOMEONE”

Singiel promujący płytę #1. Pierwsza zwrotka opisuje nocny spacer pustą ulicą z butelką czerwonego wina w ręku i przekrwionymi od płaczu oczami. Piosenka o wyrzutach sumienia. O tym, że ktoś „umiera” z uczucia i tęsknoty. Brzmieniowo dążyliśmy do stylistyki rocka z lat osiemdziesiątych. W tle znajdziemy gitary akustyczne, a podczas akordowego solo gitary organy Hammonda, na których zagrał Mateusz Krupiński z zespołu Yellow Horse.

„BRAINWASHER”

Najbardziej energiczny kawałek na płycie, a zarazem najbardziej osobisty. Powstał bezpośrednio po pogrzebie jednego z członków rodziny, z którym byłem bardzo związany i towarzyszyłem mu w ostatnich tygodniach, widząc jak z dnia na dzień uchodzi z niego życie. Piosenka miała na celu odreagowanie i oczyszczenie się z osobistego bólu, jaki przeżywałem. Myślę, że tytuł dobrze to kwituje: „Brainwasher”, czyli zmywarka do mózgu. Gruzowate gitary, mocne, improwizowane solo, które zostało nagrane na wzmacniaczu Rivera i solidny bas z perkusją tworzą ścianę dźwięku, która przechodząc, może zburzyć mury.

„TOBACCO TEAR”

Najwolniejszy numer na płycie. Melancholijna ballada nie tak prosta, jak mogłaby się wydawać (jest w metrum 12/8). W takich piosenkach wszystko musi być na swoim miejscu, nie za dużo, nie za mało. Co, mam nadzieję, nam wyszło. Tutaj świetną robotę wykonał Robert, grając subtelny rytm i konfigurując zestaw tak, że bębny brzmią zupełnie inaczej niż w reszcie kawałków. Mirek po usłyszeniu brzmienia perkusji stwierdził, że najbardziej będzie tu pasowało brzmienie basu w stylu vintage. Efekt ten uzyskał, używając starego jak świat patentu, który stosował legendarny basista James Jamerson. Polega na tym, że pod struny podkłada się kawałek gąbki, która delikatnie je tłumi. Na organach Hammonda zagrał Tomek Drachus. Gitarę nagraliśmy na małym, dwudziestowatowym wzmacniaczu Fendera i telecasterze, aby uzyskać słodkie brzmienie country. Kawałek został napisany w chłodny zimowy poranek. Słowa „Tobacco Tear” nie mają drugiego dna, chodzi o „tytoniową łzę” po użyciu tabaki.

„OCEAN BLUE”

Jedna z pierwszych piosenek, jakie napisałem w życiu. Ballada opowiadająca o kolorze oczu wybranki bohatera. O początku i końcu znajomości, niepewności związanej z tym, co ich łączyło, nieśmiałości wyznania miłości, oraz spojrzeniem na to wszystko po latach i stwierdzeniem, że to nie było „to coś”. Słodkie brzmienie głównych gitar, gitara akustyczna w tle, solo i outro cofają nas w czasie do brzmień gitar z lat siedemdziesiątych. Całość dopełnił melodyjny basowy riff.

„MISS YOU”

Najbardziej surowo brzmiąca piosenka na płycie. Grunge’owe brzmienie głównej gitary osłodzonej przez drugą gitarę w tle. Solidna, konsekwentna sekcja rytmiczna i pauzy to jest to, co najbardziej mi się podoba w tym kawałku. Tekst napisany w 2013 roku w Londynie. Opowiada o tęsknocie i niespełnionych pragnieniach spotkania ukochanej osoby. Jest też trochę użalania się nad sobą samym. Solo łączy w sobie trzy gatunki: rock, country i funky. Tutaj znowu sprawdził się mój ukochany i niezastąpiony Music Man Silhouette rocznik 1993 z przetwornikami Suhr V60. Tym razem jednak wpięty był w starą głowę i paczkę Marshalla z lat siedemdziesiątych.


AUTOR: Liver
TYTUŁ: #1
WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 30.10.2020


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: