Poprosiliśmy Jakuba Zamojskiego, aby rozbił swój najnowszy album S Z E Ś Ć na nasze czynniki pierwsze. Zapraszamy do lektury tego jakże obszernego i jednocześnie ciekawego tekstu.

TYTUŁ: S Z E Ś Ć

Płyta nosi tytuł Sześć, ponieważ znajduje się na niej sześć utworów i każdy z nich przenosi słuchacza w zupełnie inne muzyczne rejony, jakby otwierało się przed nim sześć dróg. Każdy utwór ma swoją historię i w pewien sposób opisuje to, co się działo w moim życiu. Sześć to również liczba, która w symbolice hebrajskiej oznacza człowieka – na początku księgi Rodzaju, w opisie stworzenia świata, Bóg stworzył człowieka właśnie szóstego dnia.

***

„01 – Ap 21, 1”

„I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma”.

Utwór ten zaczyna się prawie minutowym wstępem w ambientowym stylu, który bazuje na metodzie „zawołania i odpowiedzi”. Najpierw następuje fraza saksofonu sopranowego, na którym gra mój przyjaciel Błażej Gębura, następnie odpowiada mu fortepian. „Rozmowa” kończy się w momencie, gdy wchodzi perkusja wprowadzająca do dalszej części utworu – gra na niej Piotr Kowalski, członek zespołów m.in. Yazzbot Mazut, Kopyt/Kowalski. Druga część utworu nabiera rytmiki hip-hopowej. Efektem, który starałem się uzyskać, jest ciągłe rozwijanie kompozycji z miejsc wolniejszych, mniej nasyconych fakturą dźwiękową do tych, w których robi się gęściej i głośniej. Fraza skrzypiec z sekundy na sekundę rozwija się. Ciekawe jest połączenie instrumentów akustycznych – perkusja, skrzypce, fortepian – z elektronicznymi – syntetyczny bas oraz masa elektronicznych efektów. W pewnym momencie wchodzi trąbka, która rozpoczyna zmianę rytmu, który z kolei staje się bardziej gęsty, technika gry na werblu zmienia się z rim-shotu na uderzenie w samą membranę. Pojawia się głos lektora, który daje dosyć ciekawy, ludzki efekt w muzyce niemal w pełni instrumentalnej. Między 2:05 a 2:43 dochodzi do kulminacji utworu, zaczyna się ponownie skrzypcami, następnie dochodzi samplowany, energiczny saksofon tenorowy, grający w stylu jazzowym. Wraz z jego zakończeniem faktura kompozycji staje się mniej zagęszczona i wchodzi trąbka, grająca długie nuty. Po pewnym czasie wchodzi gitara klasyczna, a w tle słychać chórki. W końcowej fazie utwór uspokaja się coraz bardziej, aż do momentu, gdy zupełnie się wycisza…

Ważnym elementem w muzyce instrumentalnej jest to, aby wokal w pewien sposób „zastąpić”. Należy to robić przede wszystkim, dodając ciekawe partie instrumentów solowych oraz często wprowadzać zwroty akcji i kontrasty (wyciszenie, spokój – rozwinięcie – punkt kulminacyjny – odprężenie). Starałem się stworzyć ten utwór, kierując się właśnie tymi zasadami.

Nazwa utworu to adres odnoszący do księgi Apokalipsy św. Jana Apostoła (zwana również Objawieniem św. Jana). Werset podany w tytule opisuje powstanie „Nowego Jeruzalem”, które jest królestwem niebieskim, powstałym na zgliszczach starego świata. „Nowe Jeruzalem” symbolizuje nowe życie w jedności z Bogiem, gdy wypełniam przykazania i jestem Jego przyjacielem.

„02 – Łk 10, 33”

„Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko”.

Drugi utwór znajdujący się na epce ma zdecydowanie bardziej mroczną naturę, z pogranicza dark jazzu. Zaczyna się quasi-ambientowym wstępem z partią skrzypiec graną długimi nutami w wysokich rejestrach. Zdecydowanie słychać w tej frazie „powietrze” i szum w czasie pocierania smyczka o struny. Nagle ten ambientowy spokój przerywa dynamiczna, synkopowana jazzowa perkusja i tu ponownie ukłon w stronę Piotra Kowalskiego. Co ciekawe, fragment ten nie posiada żadnej konkretnej melodii, nie posiada nawet partii basu, jest po prostu pewną mroczną przestrzenią. W niskich rejestrach znajduje się coś na wzór ludzkiego głosu, budowanego na bardzo długich wartościach rytmicznych. Co chwilę z prawej i lewej strony dobiegają dźwięki saksofonu, trąbki, dzwoneczków, wydmuchiwanego powietrza. Fragment ten kończy dźwięk pianina z nałożonym efektem echa.  Utwór ponownie wraca do fazy uśpienia, zaczyna szumieć, pojawia się dobrze znany wszystkim słuchaczom trzask z płyt winylowych. Po raz kolejny można usłyszeć skrzypce. Kolejna część utworu, zaczynająca się od 2:17, zwiastuje jakby coś zupełnie innego. Na kontrabasie za pomocą smyczka grane są długie dźwięki, w końcu pojawia się trąbka, która jakby coś zapowiadała… Tak! Po raz kolejny niespodziewanie wchodzi jazzowa perkusja wraz z partią instrumentów dętych, graną w unisono, kontrabas zmienia technikę gry na palcową, kompozycja ponownie się rozwija. W końcowej fazie pojawia się saksofon i fortepian, który gra nieco atonalnie. Po pewnym czasie kompozycja kończy się pewnym efektem, którego nazwy nie mogę już sobie przypomnieć…

W utworze tym starałem się uzyskać mroczny klimat, stworzony dzięki stawianiu pewnych plam dźwiękowych – zdecydowanie bardziej niż konkretnej melodii. Jazzowa perkusja powoduje, że kompozycja staje się bardziej dynamiczna i można odnieść wrażenie, że cały czas coś się dzieje. Nie zastosowałem klasycznej budowy temat – rozwinięcie – temat (ABA), ale starałem się przedstawić pewną nieprzerwaną i niepowtarzalną historię.

Jeżeli chodzi o nomenklaturę utworu, to pochodzi ona z Ewangelii wg św. Łukasza i opisuje przypowieść o „miłosiernym Samarytaninie”. Często w życiu upadamy z powodu różnych grzechów, tak jak ten człowiek schodzący z Jerozolimy w kierunku Jerycha. Wydaje się, że osoby w naszym otoczeniu powinny w jakiś sposób pomóc – w przypowieści jest to kapłan i lewita – jednak z różnych przyczyn tego nie robią… Na szczęście pojawia się Samarytanin…

„03 – Pnp 1, 5”

„Śniada jestem, lecz piękna, córki jerozolimskie, jak namioty Kedaru, jak zasłony Szalma”.

W tym ambientowym kawałku, przynajmniej w pierwszej części, zdecydowany prym wiedzie gitara klasyczna. W tle można usłyszeć wszelkie dźwięki znane z nurtu muzyki konkretnej – kroki, brzęk kluczy, ćwierkanie ptaków, szum ulicy, skrzypiące drzwi, padający deszcz. Narastający efekt, pojawiający się mniej więcej w 1:23, przenosi do drugiej części utworu, w której pierwszeństwo przejmuje pianino. Nie ukrywam, że dużą inspiracją była dla mnie w tym momencie płyta duetu Tosca Dehli9 (CD2). Kompozycja kończy się tym samym, narastającym efektem.

„Pnp 1, 5 miało na celu wprowadzenie lekkiego oddechu, uspokojenia całej epki. Jest to dwuminutowy skit.

Cytat z Księgi Pieśni nad Pieśniami mówi o osobach, którym wydaje się, że są niezdolne do wejścia w relacje z innymi, niezdolne są do miłości, tworzenia związków – „są śniade”. Mimo tego, że rodzimy się wewnętrznie zdezintegrowani, na drodze pracy nad sobą, wyrzeczeń, cierpienia, nawrócenia, pogłębiania relacji ze Stwórcą możemy stać się osobami w pełni szczęśliwymi, zintegrowanymi, czyli takimi, które potrafią kochać – ofiarować bezinteresowny dar z siebie samego.

Mimo tego, że rodzimy się z pewnymi dysfunkcjami, jesteśmy piękni i posiadamy własną, życiową drogę i błogosławieństwo Boże.

„04 – Rt 3, 8”

„A w środku nocy Booz poczuł zimno i rozglądając się dokoła zobaczył kobietę leżącą przy jego nogach”.

Utwór rozwija się stopniowo, na początku pojawiają się niskie pady, następnie towarzyszy im tylko perkusyjna, nisko brzmiąca stopa oraz werbel. Potem dochodzą syntezatory, skrzypce grane techniką pizzicato, czyli techniką palcową, które po pewnym czasie przechodzą w arco – z wykorzystaniem smyczka, a w niższych rejestrach dołącza się do nich wiolonczela. Partia skrzypiec i wiolonczeli stopniowo się otwiera – podobnie ze ścieżką perkusyjną, która jest stopniowo odfiltrowywana w czasie, początkowo słyszalny w całości zaczyna być werbel, następnie wchodzi również hi-hat – wraz z syntetycznym basem. Smyczki grają główną partię w utworze podbijaną pełnym brzmieniem perkusji.  Po pewnym czasie na perkusję znowu zostaje nałożony filtr i słyszalna jest tylko stopa, partia smyczków nadal się rozwija. Następnie, pod koniec tej przerwy bez pełnej perkusji, wchodzi gęsty werbel, który wprowadza do kolejnej części utworu. Wchodzi melancholijna, skandynawska trąbka, wpasowująca się w całościowy klimat utworu. W tle można usłyszeć przeciągły wokal. Kompozycja rozwija się, można usłyszeć gitarę, w pewnym momencie wchodzi „marsjański” wokal, który urozmaica całość.

Utwór ten jest melancholijny, posiada dosyć dziwnie brzmiąca partię perkusji. Gdy go słucham, mam wrażenie, że przenoszę się do Skandynawii.

Rut jest kobietą pochodzącą z Moabu (naród znienawidzony przez Izrael), a rdzeń jej imienia w języku hebrajskim nic nie oznacza. Można więc powiedzieć, że jest to kobieta znikąd. Jej piękno polega na tym, że całkowicie zaufała Panu Bogu (Booz symbolizuje Boga), kładąc się w jego nogach. On, widząc to, chce z nią wziąć ślub i spędzić z nią resztę życia.

„05 – J 8, 48”

„Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Czyż nie słusznie mówimy, że jesteś Samarytaninem i jesteś opętany przez złego ducha?»”.

Na początku można usłyszeć pady przerywane dźwiękami perkusyjnymi, przepuszczonymi przez delay. Powoli wprowadzają do wejścia dynamicznej perkusji, która posiada dosyć połamany, hip-hopowy rytm. Następnie utwór się rozwija, pady zaczynają grać w wyższych rejestrach, pojawia się szeptany wokal. Pojawia się partia trąbki, która jest głównym tematem utworu. Gdzieniegdzie pojawiają się skrecze. Po partii trąbki wchodzi syntezator grany w wysokich rejestrach, następnie solo zagrane na gitarze elektrycznej. Potem w utworze pojawia się przerwa na instrumenty dęte i po chwili znowu pojawia się temat. Utwór po pewnym czasie się kończy.

***

WYTWÓRNIA: SuperSoundLabel
WYDANE: 8 lutego 2014
WIĘCEJ O: JAKUB ZAMOJSKI
INFORMACJE O ALBUMIE

Komentarze

komentarze