W Czynnikach pierwszych o swoim wydawnictwie opowiada kolejny przedstawiciel Pointless Geometry. Tym razem wybór padł na FOQL, która specjalnie dla FYH rozłożyła Black Market Goods na pojedyncze utwory. 

Zanim przejdę do konkretnych numerów, kilka słów na temat tytułu.

Materiał powstawał na przestrzeni trzech lat, w przeróżnych okolicznościach. Zmieniały się miejsca zamieszkania i instrumentarium. Któregoś roku np. mnóstwo sprzętu zostało nam skradzione przez pewnych warszawskich żuli, co w następstwie wywołało brzmieniową ewolucję z przymusu. Do działań NZLD (min. elektronicznych jam sessions, które organizowaliśmy, pomieszkując na stołecznych skłotach) dołączali się różni ludzie, by za chwilę zniknąć za horyzontem. Nasze wspólne muzyczne działania były jednak skrzętnie archiwizowane.

Wiele brzmień to dźwięki, które nazywam „skradzionymi”. Czasem zdarzało się, że pewne partie na szybko były nagrywane w studio kogoś zaprzyjaźnionego, a dźwięki syntezatorów – skradzione. Dopiero od niedawna mam komfort pracowania w domowym studio, co też miało niemały wpływ na finalne brzmienie albumu i dało mi czas na zebranie tego wszystkiego do tak zwanej kupy.

Wszystkie moje działania muzyczne łączy jak mi się wydaje pewien wspólny mianownik brzmieniowy i światopoglądowy – dużo brudu, niezbyt wiele polerki. Lubię nagrywać na tzw. setkę, nie lubię poprawiać. Mierzi mnie muzyka przeprodukowana, a wycackane brzmienia nie bardzo, przyznam, podniecają. Lubię gdzieniegdzie wkradający się „błąd”, który dla mnie jest świadectwem autentyczności.

Miałam to szczęście urodzić się w Łodzi, a tam najlepiej słucha się PTV, Bunker Den Haag, 19 wiosen, Unit Moebius i Miss Nicky Traxx. W Łodzi dla wszystkich było jasne, że między punkiem a techno stawiamy znak równości.

***

„BLACK MARKET GOODS”

Pierwszy numer powstał na samym końcu i został osnuty na kilkusekundowym samplu z „Ognistego Ptaka” Strawińskiego. Mam dużą słabość do tzw. klasyków, szczególnie tych martwych. Tym żywym jakoś nie jestem w stanie zaufać. Tak więc po wycięciu kilkunastu sekund sampla stwierdziłam, że motyw ma świetny groove, do którego wystarczy dołożyć brzmienie drum maszyny i syntezatora. Efekt finalny został nagrany na raz podczas improwizacji. Głos kobiety to fragment pieśni z płyty, która stanowiła dla mnie niemałą inspirację w ostatnich latach – Ancient Greek Music Atrium Musicae de Madrid. Tak poza tym to całkiem niezły wstęp do psychodelicznej podróży.

„ACID DELIGHTS”

Utwór prosty i kwaśny. Nagrany przy użyciu brzmień klasycznych maszyn perkusyjnych (min.TR707) i Electribe AMK2. Przestrzenne leady syntezatorowe to brzmienia spowitej wielką tajemnicą syntezy FM8, która pozostaje dla mnie nieustanną zagadką… Ma po prostu niesamowite możliwości i przekonała mnie, że świat nie kończy się na retroanalogowym brzmieniu.

Do kawałka powstało video, które popycha fabułę dalej.

„BLANK CHART”

Instrumentarium pozostaje dokładnie takie jak w poprzednim kawałku, z tą różnicą, że leady zagrane są na CASIO SA-21. Sama nie wierzę, że ten zabawkowy syntezatorek tyle potrafi. W warstwie opowieści pojawia się fikcyjna historia opowiedziana przez fikcyjnego żołnierza. Jej oryginał znajduje się tutaj.

„CONNIE, CORINNE, CAIRO”

Czwarty numer to taki mały punkt zwrotny, bad trip sprowadzający słuchacza na ziemię i przenoszący do drugiej części płyty. Technicznie jest również całkowicie różny od pozostałych numerów, ponieważ w całości powstał z przetworzonych sampli. Moja baza sampli w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pochodzi z eksperymentalnych jammów, które organizowaliśmy z Jarkiem w różnych miejscach na mapie Łodzi i Warszawy. Wszystkie były nagrywane i stanowią do dzisiejszego dnia niekończącą się pożywkę dla działań twórczych. Sample do tego numeru pochodzą z jammu, który odbył się ponad dwa i pół roku temu w nieistniejącej już praskiej galerii Projekt. Nieoczekiwanie na te spotkania zaczęło przychodzić całkiem dużo ludzi, a tym razem pojawiła się również India Czajkowska władająca kosmicznym sopranem i uzbrojona w flet poprzeczny oraz jej znajomy Sebastian, który również był kształconym wokalistą. Podstawę numeru stanowi właśnie jego przetworzony wokal na pitchu, a także inne mikrosample pochodzące z tej sesji. 

„FLAMES OF SERAPEION”

Piąty utwór jest ciekawostką o tyle, że stanowi pierwszą wersję kawałka „SWERVE”, który ukaże się niebawem na epce Hypatia wydawanej nakładem Gooiland Elektro w czerwcu. Również oparty jest na mocno przetworzonych samplach (praktycznie cały bit jest z nich zbudowany, a to u mnie rzadkość) i moim ulubionym FM8. Tytuł to efek zajawki historią Hypatii z Aleksandrii i spaleniem Biblioteki Aleksandryjskiej. Dodam, że ostateczna wersja tego numeru zawdzięcza swój tytuł książce Stephena Greenblatta Zwrot, opowiadającej fascynującą historię Poggia poszukującego zaginionego manuskryptu Lukrecjusza O naturze rzeczy. Strasznie mi to podziałało na wyobraźnię.

„FREE DI(V)E”

Szósty numer sprowadza nas w rejony zadumy i czilałtu, tytuł jest oczywiście grą słowną, której tłumaczyć nie trzeba. Kawałek jest przykładem dźwięków ukradzionych z cudzego studia. Jest też najstarszym numerem na całej płycie. Nagrany został jeszcze w 2012 roku w studio Maćka Ożóga. Mocarne brzmienie kawałka i te nieziemskie przestrzenie zawdzięczam niezwykłemu syntezatorowi Virus TI, pulsujące tła Korgowi MS-20, a drapiące dodatki – modyfikowanej maszynie perkusyjnej TR707 i również modyfikowanemu Casio SK1. 

„MELIKA”

Utwór „Melika” nazwałabym wprawką. Któregoś dnia nastał ten szczęśliwy moment, w którym w naszym domu znalazł się Korg MS-20. Po jakimś czasie jego właściciel (Jarosław – RNA2) znudził się charczącym brzemieniem i postanowił go sprzedać. Numer został nagrany na raz, wieczór przed tym, jak trafił do nowego właściciela. Postanowiłam, że skoro już jutro ma go nie być w domu, muszę udowodnić, że ma też oblicza łagodne, meliczne, melancholijne… Wynikiem eksperymentu jest „Melika”.

„CELESTIAL COLD”

Ostatni utwór, utwór zjazd. Prosta i smutna kompozycja z basem, który przypomina mi gitarę w tych wszystkich falowych numerach, które poniekąd bardzo lubię. O tytule numeru zadecydowały kosmiczne leady, snujące się gdzieś w tle przez cały czas, które na serio kojarzą mi się z kosmosem i takim spokojem, który się odczuwa, kiedy się patrzy w górę, a a trip albumu już wygasa. 

Miło zawsze zakończyć harmoniczną wisienką, pozostawiając słuchacza w zadowoleniu. Stąd na koniec taka miła piosenka.

PS. Chciałam dodać, że ten album i w ogóle NIC by nie powstało, gdyby nie pomoc i niezwykła wiedza Jarka Grzelaka, który wspiera mnie we wszystkich moich muzycznych działaniach od samego początku. Big up men!

***

AUTOR: FOQL
WYTWÓRNIA: Pointless Geometry
WYDANE: 7 marca 2015
INFORMACJE O ALBUMIE

Komentarze

komentarze