O swojej płycie, 평양 7대 불가사의 (7 wonders of Pyongyang), wydanej 2 października, opowiada Feldgrau, rozkładając ją na czynniki pierwsze. Zapraszamy do tej jakże wyczerpującej, niekiedy zabawnej, niekiedy jednak przerażającej lektury. 

7, bo 7 kawałków.  Cud, bo gdyby nie przebłysk, żeby wrzucić skończoną płytę na mediafire tuż przed wyjazdem daleko i na długo, to materiał poszedłby się jebać razem z dyskiem, który zepsuł się w międzyczasie. „Wonder” to nie „miracle”, więc nie ten cud, ale co z tego. Czepianie się szczegółów zostawmy krytykom (akcent na pierwszą sylabę).

A tak serio, to najważniejszy ten Pyongyang i Korea Północna. Synonim koszmarnej i surrealnej izolacji, którą trudno sobie wyobrazić. Regularnie śledzę wiadomości na dailynk.com, serwisie tworzonym w Korei Południowej, którego treść to zlepek zeznań uciekinierów, relacji informatorów mieszkających na północy i domysłów dotyczących tego, co dzieje się w państwie Kimów. Koszmar izolacji jest trudny do opisania (dla tych, których dotknął) i ogarnięcia wyobraźnią (dla tych, których bezpośrednio nie dotyka). Totalitarne państwo, więzienie, ośrodek odwykowy, choroba psychiczna, oddział zamknięty (a w szczególności sytuacja gdy „w miarę normalny”, świadomy umysł tkwi na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego – izolacja podwójna), nałóg, położenie prowadzące do reakcji powszechnie określanej mianem „szoku kulturowego”… Wszystkie te sytuacje mają wspólny mianownik, którego muzyką jest noise. Noise to muzyka izolacji. Części z tych sytuacji doświadczyłem, z niektórymi do pewnego stopnia borykam się do dziś. Paradoksalnie zamknięcie się w muzyce dotykającej sedna tych spraw przynosi terapeutyczną ulgę. Tak powstał Feldgrau i po to istnieje. Choć zabrzmi to bzdurnie i górnolotnie (gównolotnie), walka z koszmarami poprzez wizualizowanie ich (czy jakkolwiek nazywa się obrazowanie dźwiękiem) leczy te koszmary. Przynajmniej chwilowo. Przynajmniej w moim przypadku.

Tak więc cuda Pyongyangu to nic innego, jak zrakowaciała tkanka psychiczna wycięta i poddana sekcji ku uciesze słuchaczy. Siódemka „z przodu” nadaje tytułowi archetypowej wielkości lub/i ironizuje i banalizuje zło, które mniej przeraża, gdy dokleja mu się coś śmiesznego. Beton się od tego robi bardziej pluszowy.

Jak już wspomniałem, komputer, na którym płyta powstała, zdechł, tak więc nie jestem w stanie odtworzyć wielu momentów procesu jej lepienia. Większość nagrań Feldgrau powstaje w trakcie „samotnej improwizacji”, gdy wchodzę w dźwięki i zaczynam w nich dłubać, lepić, przepuszczam zmutowane sample przez stopniowo poszerzaną sieć efektów i nagrywam w czasie rzeczywistym to, co wychodzi z miksera albo okaleczam dźwięki w procesie wielokrotnego, cyfrowego zniekształcania ich. Odtworzenie tego procesu jest prawie niemożliwe ze względu na jego wieloetapowość i (niewspomagany chemicznie) trans, który temu towarzyszy.

Songbun

Songbun to rodzaj wyroku skazującego na egzystencję w północnokoreańskiej kaście, do której jednostka zostaje przypisana na jego podstawie, ale o którym nigdy nie zostaje poinformowana. Jeśli twój dziadek popełnił jakieś poważne przestępstwo, np. nie płakał wystarczająco wylewnie na pogrzebie przywódcy (tutaj akurat nie ironizuję) i z tego powodu sczezł w łagrze, to informacja o tym znajduje się w songbun, który, w tym przypadku, tworzy nad twoją głową nisko wiszący szklany sufit. Nie wiesz o nim nic, ale system pilnuje, byś go nigdy nie przebił i choćbyś był nie wiadomo jak piękny i/lub mądry, nigdy nie dostaniesz pracy lepszej, niż zamiatanie ulic. Nigdy nie zobaczysz rąk, które kręcą przy korektorze graficznym twojego życiorysu, a im gorszy twój songbun, tym echo spowalniające upływ czasu jest bardziej uciążliwe.

Juche

Wielki, betonowy balon idei samowystarczalności. Cokolwiek znaczy, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Biały szum miesza się z przemówieniem lidera i rozmową pilotów śmigłowca strzelających dla zabawy do nieuzbrojonej ludności cywilnej. Wszystko przykrywa przester i jakieś straszne dźwięki, zakłócenia, szelest łamanych kości.

Camp 22

Tak kończy się wkładanie klucza francuskiego w struny gitary. Szybko zjawiają się funkcjonariusze wiadomych służb i zabierają cię do obozu 22. Najcięższego obozu pracy w Korei Pn. Jeśli okażesz słabość i ostatni robak ludzkich odruchów obudzi się pod skórą i każe przykryć ziemią nagie ciało ciężarnej z brzuchem rozerwanym przez strażników, współwięźniowie cię zjedzą. Podobieństwo słowa „camp” do słowa „catch” dodaje liczbie absurdalnej pikanterii.

Marshal’s first sentence

Gdyby słowo „bóg” nie było zakazane, z pewnością między słowem tym a imieniem przywódcy stawiano by znak równości. Z braku „opcji boskiej” stosuje się wojskową ksywę – Marszałek. Gdyby słowa marszałka traktowano „po bożemu’, być może pierwsze zdanie („sentence”), jakie wypowiedział po tym, jak stał się bogiem Korei Pn., zostałoby zapisane. Jednak marszałek to marszałek a nie Jehowa, dlatego jedynym hałasem, jakie odbiło się echem w naszym nudnym, demokratycznym świecie, był pierwszy ważniejszy wyrok („sentence”) wydany przez „nowego” Kima. Była to kara śmierci dla jego  wujka.

Fishermen of Choson Tonghae (Rybacy Morza Koreańskiego)

Doświadczenie wypływania w morze na długo musi być niezwykłe samo w sobie, a jego niezwykłość potęguje tortura życia na lądzie. Nie mam zielonego pojęcia o rozciągniętym w czasie „obcowaniu z morzem”, ale wyobrażam sobie, że w warunkach północnokoreańskich musi być to porównywalne do widoku wariata podlewającego kilka razy dziennie kwiaty wrzątkiem. Za pierwszym razem to miła odskocznia od niekabaretowej rzeczywistości, ale gdy długie okresy przebywania na morzu stają się elementem codziennej rutyny, mogą doprowadzać do szaleństwa lub do rozwarstwienia rzeczywistości, podczas którego objawiają się wszystkie czynniki pierwsze egzystencji.

Pidgeons don’t shit on the statue of Kim

Poszedłem nagrać ptaszki. Ich okropieństwo wyszło z nich dopiero po spowolnieniu nagrania i nałożeniu efektów, które  uwydatniły ich prawdziwą naturę.

Room 39

Pokój 39 to jednostka organizacyjna odpowiedzialna za pozyskiwanie waluty dla Kimów. I generalnie o to chodzi. Hajs, gaże, honoraria, tantiemy, ZAIKS, fortepianówki, sprzedaż płyt.

 

***

WYTWÓRNIA: fyh!records
WYDANE: 2 października 2014
WIĘCEJ O: FELDGRAU
INFORMACJE O ALBUMIE

 

Komentarze

komentarze