Trzy lata po wydaniu debiutanckiego albumu DEBUT, Etnos Ensemble przygotowali płytę numer dwa. Dziś opowiadają nam o Gardens w Czynnikach pierwszych.

Etnos Ensemble to kolejny folkowo-akademicki projekt w stajni Requiem Records. Premiera ich nowej płyty Gardens miała miejsce na początku marca bieżącego roku. Kolektyw debiutował płytą o wdzięcznym tytule DEBUT w 2016 roku, grając następnie m.in. w NOSPR w Katowicach czy w Studiu Koncertowym S1 im. W. Lutosławskiego w Warszawie. A początki Etnos Ensemble sięgają roku 2008, kiedy Konrad Merta (akordeon) poznał na studiach na Akademii Muzycznej w Katowicach Piotra Gacha (wiolonczela). Z czasem skład całego Etnos Ensemble ukształtował się w całości. Dziś o Gardens, rozkładając płytę na Czynniki pierwsze, opowiada Piotr Gach. W odmiennej niż zawsze formie.

Na początku płyty, w „Intro”, akordeon wybudza nas delikatnie, niby to w ptasich trelach, niby w piszczałkach pasterskich, toruje drogę dla tradycyjnego, lekkiego, transowego „Jovano Jovanke”, gdzie już z pewnym śpiewem i tanecznością uroki tej cudownej melodii podejmuje klarnet i wiolonczela. Jakie okazje, spotkania, uczty i ogniska przetrwały w brzmieniu tego ludowego tańca?

Kolejny utwór, „Cracoviaque” Konrada Merty, to swobodna stylizacja polskiego tańca, melodia akompaniamentu faluje, ale jednocześnie wyznacza pewną nieustępliwość, dążenie naprzód. Jest w Krakowiaku coś upartego, ale w taki pozytywny sposób, ciągnięcie w stronę czegoś dobrego.

„No Title” to już moc skojarzeń. Bez tytułu, tak wiele się może bowiem w tej mieniącej się mnogością materiału muzycznego kompozycji skojarzeń mieścić, że muzycy postanowili wyobraźni niczym nie ograniczać, wypuścili muzykę na wolność. Jakaś taka bałkańska rapsodia. Co innego „Comet” – tutaj skojarzenie ma oddawać ten ogień, żar, nadciągające ku nam światło, w środku wije się w solówce akordeon, szuka ujścia dla tej mocy i prowadzi do wstęgi – swoistego rozlania się energii, pięknej smugi, którą inicjuje wiolonczela, przejmuje akordeon, a wygasza klarnet, naśladując duduk. Całość to przejście od pulsu, czegoś materialnego w stronę bardziej duchową i kontemplacyjną.

 

„In my Little Garden” to taka aranżacja tradycyjnej pieśni ludowej, która nadaje jej współczesny sens. Jakbyśmy pradawny, naiwny może zwyczaj chcieli wytłumaczyć komuś sceptycznemu. I ten sceptyczny ktoś nagle rozumie i wie, że ta stara tradycja to nie tylko zbiór symboli i gestów, ale coś, co dalej żyje, ma sens, jest elementem całości. Musi trwać dalej. 

„Small Waltz”, walczyk ma być po prostu piękny – przechodzić od westchnień, sentymentu, znów zaśpiewu, do zabawy rytmem i melodią. Kolejny „Dance in a Circle” świetnie z nim koresponduje, zaczyna się od niewinnego tańca, w środku śledzimy dialog wiolonczeli i klarnetu, niczym pytania i odpowiedzi, by na koniec zorientować się, że nogi nie przerwały pląsu ani na moment, dalej się bawimy.

„Shisha” ma korzenie bliskowschodnie, ale nie ucieka daleko od Bałkanów, stara się być na pograniczu. Oniryczny charakter początku przerywa wejście tanecznego tematu, który wije się i zmienia, ale jest tam cały czas, chce być słuchany ze wszystkich stron, wciąga… Solo klarnetu jeszcze podbija emocje, ma być wyczynem prowadzącym do eksplozji pomysłu w końcówce.

„Sleeping West” to też ogród spowity mgłą, jak w „Shishy” na początku. Teraz jednak pomysł jest sztywniejszy, ramy dla tematu grubsze. Muzyka prze naprzód i się nie zastanawia, ma wciągać jak wir. Kończy się mocno bez zbędnych przygotowań, urywa. Po niej następuje tylko szept, tło.

W „Olive Garden” szuka ukojenia, zrozumienia, zadaje pytania i czeka na odpowiedzi. Taki ciąg wydarzeń dźwiękowych na płycie dostrzegają muzycy, ale liczą też, że ich obserwacje i pierwotne pomysły to tylko zarodek, do którego można się odnieść, a im pozostaje nadzieja, że komuś z ich muzyką po drodze będzie ŻYĆ.


AUTOR: Etnos Ensemble
TYTUŁ: Gardens
WYTWÓRNIA: Requiem Records / Opus Series
WYDANE: 1 marca 2019


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: