Co po? wydali na początku tego miesiąca debiutancki album Ból. Dla nas Andrzej Smulko i Robert Mucha, głównodowodzący projektem, opowiadają o płycie, rozkładając ją na czynniki pierwsze. Przed wami Ból bez tajemnic. 

„Schody”

Andrzej Smulko (śpiew, gitary, teksty): moje teksty zwykle powstają pod wpływem refleksji. Pewnego dnia usiadłem z gitarą na schodach w swoim domu na wsi i spisywałem pędzące myśli. Od razu ułożyłem też bardzo prostą melodię i sekwencję akordów, którą zacząłem grać, a kolejne zwrotki układały się same w nieskończony strumień świadomości, monolog, rodzaj modlitwy, litanii, albo raczej opętanego transu. Ten kawałek ma co najmniej siedem lat, jednak z jakiegoś powodu jest mi cały czas bliski. Dlatego też między innymi to do niego nakręciliśmy niedawno teledysk służący jako zapowiedź naszej debiutanckiej płyty.

Robert Mucha (gitara basowa): Schody to jedna z pierwszych piosenek, które zagrałem z Andrzejem. Na pierwszej wspólnej próbie graliśmy ją przez ponad piętnaście minut, powoli dobierając do monotonnego monologu surowy i powtarzalny rytm. Miałem nieodparte wrażenie, że ten tekst nie ma końca. Problem ten udało się ostatecznie rozwiązać: wersja, która znalazła się na płycie, ma osiem układających się w zgrabną historię zwrotek. Do dzisiaj nie rozstrzygnęliśmy natomiast sporu, czy schody służą bardziej do siedzenia, czy do chodzenia.

„CV”

Andrzej: czy to kolejna refleksja? Tak, i to bardzo ważna. Pewna część mojego życia została zamknięta w tym prostym rockowym kawałku. Szczera prawda, którą sam dla siebie musiałem zaśpiewać, i to dosłownie, żeby uwolnić się od swoich dawnych słabości. Ten utwór ma również kilka lat, graliśmy go kilka razy na żywo, a na płytę trafił w praktycznie niezmienionej formie. Doszła tylko druga gitara.

Robert: Pięć lat temu, po prawie piętnastoletniej przerwie w graniu, podjąłem decyzję, że muszę znaleźć jakiś zespół. Poczułem, że bardzo mi tego brakuje. Kilka dni później jedna z moich znajomych napisała na Facebooku, że jej kolega szuka basisty. Odezwałem się. Przekazała mu mój numer telefonu, a potem jeszcze dodała „Tylko to niepijący skład”.

„Bałem się”

Andrzej: To dla odmiany bardzo osobiste wyznanie, pożegnanie z lękiem i strachem noszonym od dawna. Czego tu się bać, kiedy jest muzyka, rock’n’roll i ktoś naprawdę na mnie czeka. Próbowaliśmy to grać w rytmie reggae, ale zawsze wychodził rytmiczny rock. Jednak jak ktoś dobrze posłucha, to usłyszy, że Robert przemycił na basie parę reggae’owych nutek w refrenie. A na koncertach może być ich dużo, dużo więcej.

Robert: Od samego początku naszej współpracy próbuję zniechęcić Andrzeja do wszelkiego bluesa, reggae i hard rocka. Sukcesów praktycznie brak, facet broni się przed mrokiem i surowością zimnej fali bardzo skutecznie.

„Co cię czeka?”

Andrzej: Najnowszy kawałek, którego ostateczna wersja powstała w studiu podczas sesji nagraniowej naszej debiutanckiej płyty. Tekst, struktura i rytm były przygotowane, podczas nagrywania demo to wszystko powstało w jeden wieczór. Za to gitary nie dawały mi spokoju do ostatniej chwili. Dzień przed nagraniem siedziałem w domu i improwizowałem. W końcu stwierdziłem, że nie mam innego wyjścia, w studiu też będę improwizował. Pierwsze podejście nie udało się, byłem strasznie spięty. Odłożyliśmy tę piosenkę na później i nagraliśmy dwie inne, ograne na próbach, porządnie przećwiczone. W końcu przyszedł czas na „Co cię czeka?”. I poszło… obydwie gitary przy pierwszym podejściu, na wyczucie. A tekst? Oczywiście refleksja i parę trudnych pytań w bonusie.

Robert: Niedawno, niedawno temu, kilka dni po kolejnym odejściu z zespołu kolejnego perkusisty, pokazałem Andrzejowi, jak działa bardzo znana aplikacja do nagrywania muzyki. Wręczyłem mu przejściówkę do podłączenia gitary do tabletu i oznajmiłem, że przez jakiś czas będziemy pracować nad porządnym opracowaniem całego naszego repertuaru, stworzymy demo i jak będzie się tego dało słuchać, to jakoś znajdziemy sposób na nagranie płyty. Pojechał do domu i tej samej nocy nagrał ze trzy czy cztery nowe kawałki: ścieżka po ścieżce, dwie gitary, wokal no i bas. W tym piosenkę „Co cię czeka?”, moją ulubioną. Gram ją identycznie jak w tej pierwszej wersji. Linia basu jest mroczna i surowa. Tak to ja mogę pracować!

„Fejs”

Andrzej: W tym przypadku trudno mówić o refleksji. Niby banalna historia, po wielu latach ignorowania mediów społecznościowych zasiadłem do komputera i zabrałem się do zakładania konta na Facebooku. Poczułem, delikatnie mówiąc, organiczną odmowę. Miałem wrażenie, jakby ktoś od razu chciał kierować tym, co tam robię, co lubię, co mam kupić. Ten impuls był tak silny, że od razu powstał tekst i muzyka. Bunt wyzwala energię, więc szybko znaleźliśmy z zespołem wspólny muzyczny pomysł na ten numer. Miało być z energią i chyba tak nam wyszło.

Robert: Czy ja już czasem nie mówiłem, że Andrzeja poznałem dzięki Facebookowi?

„Jeśli”

Andrzej: Tekst o mojej drodze w poszukiwaniu samego siebie. O tym, że można ją znaleźć, nawet JEŚLI się ma wiele pytań. Kiedy padł pomysł nagrania płyty, od razu wiedzieliśmy, że ta piosenka się na niej znajdzie. Prosta akustyczna gitara i pulsujący bas, całość uzupełniona krótkimi zagrywkami na gitarze elektrycznej.

Robert: Muszę się przyznać, że bardzo się starałem popsuć ten kawałek, połamać go tak, żeby nie przypominał żadnej rzewnej rockowej ballady. Chyba się nie udało. Na koncertach ludziska rozklejają się, padają sobie w ramiona, szukają zapalniczek po kieszeniach.

„Koryto”

Andrzej: Tekst z serii „to był impuls”. Już nie wiem, który to konkretnie rząd wyprowadził mnie z równowagi i którym konkretnie posunięciem…

Miało być prosto muzycznie i prosto na temat. Brzmienie podstawowego riffu to dzieło Roberta Srzednickiego, w którego studiu nagrywaliśmy płytę. Ja to zawsze grałem o wiele łagodniej. Robert zaproponował efekt, podkręcił gałkę w okolicę końca skali i wyszło super.

Robert: Utwór powstał w wiosną 2019 roku.

„Jadę sobie dziś ulicą”

Andrzej: Dużo czasu spędzam na mieście, obserwuję, od tego zaczynam opowieść: „Jadę sobie dziś ulicą”. Różne miejsca przypominają różne sytuacje. Połączenia między nimi tworzą mapę, obraz, fizyczną trwałą postać pamięci o tym, co mnie w życiu spotkało. I stąd „spokój w sercu spokój w głowie, tego życzę Wam i sobie”.

Robert: Podobnie jak „Schody”, graliśmy ten kawałek szybko, wolno, ostro, łagodnie i zawsze po kilkanaście minut, aż z improwizacji wyłoniły się rockowe riffy, które można usłyszeć na płycie. Wyłonił się również charakterystyczny monotonny bas z lekkim chorusem, który nadaje temu numerowi od początku transowy nastrój.

„Skutek i przyczyna”

Andrzej: Nie wierzę w przypadki. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek, zazwyczaj jednak sami w sobie nie jesteśmy w stanie od razu dostrzec, dlaczego coś się dzieje, jakie będą następstwa. Często potrzeba czasu, choćby chwili zastanowienia, aby z odpowiedniej perspektywy przyjrzeć się sobie czy światu. Są jednak takie chwile, że się chce natychmiast wiedzieć, co będzie i jak się potoczą dalsze sprawy. To złudne poczucie, że można nad wszystkim mieć kontrolę. Kiedy tak się zapędzam i za dużo rozmyślam, włącza mi się kalkulator naukowy. Tak sobie nazwałem ten stan. I o tym właśnie jest ta piosenka.

Robert: Melodia powstała razem z tekstem, typowa historia. Podczas jednej z prób dawno, dawno temu, Andrzej wyciągnął z torby plik swoich kilkuset luźnych kartek A4, wyciągnął zapewne nieprzypadkowo jedną z nich, nastroił gitarę, a następnie zagrał i zaśpiewał nam o skutku i przyczynie. Zwrotka brzmiała identycznie jak pozostałe 10 ówczesnych kawałków Co po? Natomiast refren zapadł mi od razu w pamięć. I to mimo, że grane w nim są dokładnie te same akordy co w zwrotce i to w identycznej kolejności. Jakiś dziwny zbieg okoliczności.

„Zenek”

Andrzej: Jeden z nowszych numerów. Opis osoby, być może prawdziwej… która może sama o tym nawet nie wie, ale moim zdaniem prowadzi specyficzną życiową zabawę w chowanego. Nad rytmiką i podstawową melodią długo nie pracowaliśmy. „Samo wyszło”. Gitary też powstały w parę chwil… ale o to właśnie chodziło.

Robert: Z opisu wnioskuję, że Zenek jest na pewno owocem pierwszej nocy Andrzeja z aplikacją do nagrywania gitary na tablecie.

„Z boku”

Andrzej: Wszystkie dotychczasowe koncerty zaczynaliśmy tym numerem. Chyba najostrzejszy, trochę podchodzący pod metal. Bas rozpędza tę całą gitarową machinę. A ja „śpiewam, mówiąc, szarpiąc, gram, jak to robię nie wiem sam.. i tak się czuje, trochę z boku siebie z boku ludzi”.

Robert: Zapewne wszystkie zespoły mają utwory, które grają przez wiele lat, ale ciągle z poczuciem, że czegoś w nich brakuje. „Z boku” zawsze miał fajną energię w zwrotkach, ale, w moim odczuciu, w refrenie sekcja utykała, utwór wpadał w banał. Podobnie jak przy piosence „Koryto”, uzdrowienie nastąpiło podczas samej sesji nagraniowej. Najpierw przypadek: miałem techniczne problemy z moim podstawowym basem, więc ten numer musiałem zagrać na zapasowym, pięciostrunowym, ze wspaniałym niskim B, którego nie zawahałem się użyć pokierowany wskazówkami Roberta Srzednickiego i jego żony Magdy, która tego dnia siedziała przy konsolecie.

„Po co?”

Andrzej: Tak. Po co? „Po co dalej tak udawać?” – od tego utworu wzięła się nazwa naszej kapeli. Na zadane przeze mnie pytanie, czy może nazwa Po co? będzie dobra, grający wtedy ze mną Ludwik Borkowski odpowiedział: a Co po? Co będzie dalej? Co cię czeka? Zostało Co po?.

Robert: „Po co?” to podobno jedna z pierwszych piosenek napisanych przez Andrzeja. Mówię podobno, ponieważ ja usłyszałem ten utwór dopiero w roku 2019. I to w aplikacji na tablecie jako gotowy utwór przeniesiony do chmury w formie czterech ścieżek podczas owej pamiętnej nocnej cyfrowej inicjacji Andrzeja. Tym razem jednak wyrzuciłem linię basu, nagrałem coś mocno zbliżonego do obecnej wersji i zaprogramowałem od zera perkusję. Wyszło dziwnie, ale według mnie naprawdę super. Była to ostatnia piosenka włączona do demo, które skończyliśmy kompletować w czerwcu 2019. I to między innymi dzięki tej piosence udało się nam namówić perkusistę Marka Veitha do przyłączenia się na parę miesięcy do Co po? i nagrania z nami płyty. Marek wniósł naprawdę wiele do naszych utworów, spojrzał trochę z boku, na chłodno, urozmaicił je rytmicznie.


AUTOR: Co Po? 
TYTUŁ: Ból
WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 6.11.2020


Artykuł powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: