Pamiętacie jeszcze CNC, ten duet Piotra Maciejewskiego i Borysa Dejnarowicza, który w sercu FYH zajmuje bardzo ważne miejsce? W 2016 roku CNC pożegnali się ze słuchaczami swoją ostatnią epką, my ją w 2017 roku zrecenzowaliśmy (pozytywnie opór, jak zawsze), a teraz chłopacy opowiadają o Weird Years, rozkładając minialbum na czynniki pierwsze.

„WEIRD YEARS”

Piotr Maciejewski: Co prawda utwór otwierający, tytułowy i niejako definiujący, to zdecydowanie najdłużej brakowało mi na niego satysfakcjonującej koncepcji, dlatego też ukończony został najpóźniej. Dopiero po określeniu pewnych wspólnych tropów łączących ze sobą pozostałe piosenki, udało się pchnąć go na właściwe tory. Generalnie zabawa w nieco zepsute i brudne r’n’b, lekko ironiczne granie „modnym” konwencjami i mój osobisty rekord w długości poszukiwania idealnych sampli perkusyjnych.

Borys Dejnarowicz: Nie jestem przesadnym zwolennikiem wyrażania jakichś ogólnych nastrojów, ale lubię zauważać delikatną tkankę mimowolnej korelacji między własnymi lękami i „tym, co tu dzieje się naprawdę” – w myśl zasady „the personal is political is personal is political is personal”. Cztery lata od False Awakening z jednej strony minęły jak z bicza strzelił, ale z drugiej strony ogromnie dużo się przez ten czas zmieniło. I chyba obaj trochę doszliśmy życiowo do miejsca, w którym – jak to mawiają – „przestaliśmy się już dobrze zapowiadać”. Potrzebuję do takich celów nowych środków wyrazu i sądzę, że użycie autotune’a było dla nas, w naszej „skali mikro”, małym przełomem, naszym 808s & HeartbreakDS2, czymś dla losów projektu świeżym, aktualnym, „tu i teraz”.

„LOWER PRICES EVERYDAY”

Piotr Maciejewski: No i wreszcie po latach wyjaśniło się, co oznaczają owiane odwieczną tajemnicą trzy literki, składające się na nazwę projektu – cała rodzima scena alternatywna może już odetchnąć z ulgą i ustać w niekończących się spekulacyjnych domysłach. Czytałem, że flirtujemy tu z estetyką industrialną, w czym widzę jednak chyba odrobinę przesady. Ale jakkolwiek borysowe demo niczego takiego raczej nie zawierało, to istotnie wyczułem, że relatywnie radykalne potraktowanie basowego riffu i ścieżki rytmicznej będzie tu zapewne rozwiązaniem optymalnym.

Borys Dejnarowicz: Wobec ciężkiej gatunkowo tematyki próbowałem intuicyjnie sięgnąć możliwie najbardziej w głąb swoich „bezpiecznych”, odłożonych gdzieś w podświadomości inspiracji. I tak zawędrowałem aż do formatywnej dla mnie składanki pt. Classic Rock Hits Vol. I, którą nabyłem na kasecie w wieku lat bodaj ośmiu. Intrygujące, że tę piracką kompilację wydała firma – jak właśnie sprawdzam we wkładce – Leo Records z Poznania. Przypadek? Nie sądzę. W każdym razie stronę A otwiera tam „Sabbath Bloody Sabbath”, którego riff basu próbowałem tu skopiować „z pamięci” po latach niesłuchania, trochę jak Longstreth na Rise Above. Patent Piotra z obniżeniem wokalu o oktawę pod koniec przypomina mi o podobnych zabiegach z głosem Karin na Silent Shout. Man, that was some scary shit.

„THE COCAINE SESSIONS”

Piotr Maciejewski: Jedyny bodaj w tym zestawie numer, którego wyobrażenie od początku mieliśmy całkiem jasno określone. Ćwiczenie na temat „Parkietowy Szał”, czyli autorskie podejście do eksploracji obszarów z okolic dark-electro-house i tym podobnych EDM-owych sytuacji. Tyle że po naszemu, a zatem raczej nie po bożemu. W roli wokalistki wystąpiła północnokoreańska prezenterka telewizyjna, entuzjastycznie ogłaszająca kolejny udany test broni nuklearnej. A wszystko to przy dźwiękach czelesty i dużej ilości taśmowego szumu. Wbrew tytułowi, produkcja ta odbyła się akurat bez udziału kokainy.


PRZECZYTAJ NASZĄ RECENZJĘ!


Borys Dejnarowicz: Uważam, że quasi-instrumentalny, house’owy numer to dla CNC wyprawa w nieznane i w naszym katalogu rzecz nowa, odkrywcza. Szkic był pierwotnie wariacją na temat post-jazzowej chicagowszyzny Larry’ego Hearda, jednego z moich bohaterów. Jak widać, po dodaniu kilku elementów w miksie dość poważnie zmienił nastrój i wyraz. Samplowanego nagrania telewizyjnego komentować nie zamierzam, cieszę się tylko, że Piotr odnalazł w tym monologu rytm i flow. Całość jakby wyłania się z tunelu i gaśnie w oddali, ale gdzieś dalej pędzi. Bo to oczywiście tylko edit na epkę, a w oryginalnej pełnej wersji solo gitary trwa 20 minut jak w E2-E4 Göttschinga.

„SICKLEAF”

Piotr Maciejewski: Na etapie demówki był to prawdopodobnie kawałek najmniej przeze mnie lubiany. Za to kiedy udało mi się już ugryźć go z odpowiedniej strony, wyznaczył w dużej mierze pewien ogólny kierunek dla całości materiału. Autotune/harmonizer/vocoder, ogólna robotyzacja wokali plus chropowate syntezatory i dość mocno przybrudzony bit. A w roli tortowej wisienki, szugejzowo rozmyta partia lap-steelowej gitary – tak lubię.

Borys Dejnarowicz: Kolega po usłyszeniu tego kawałka zaśmiał się, że to jest jakiś „yeezusgaze”. W sumie ciekawe, ile powstało piosenek shoegaze’owych z programowanym, lo-fi-syntetycznym bitem i wokalem przepuszczonym przez autotune. Te wszystkie elementy to w znacznej mierze Piotra kreatywne użycie „studia jako instrumentu”. Sądzę np., że Piotr nie ma w tym kraju konkurencji w kategorii kombinatoryki rytmicznej na przecięciu linii wokalnej i rozłożenia akcentów w pętli perkusyjnej. Co więcej, wprawdzie zamierzałem uczynić z jęczącej gitary w refrenie rodzaj lead vocalu bez ludzkiego głosu, owszem słyszałem to w głowie, ale bez Piotra by się nie powiodło. A tak znów muzyka opowiada o tekście i vice versa.

„THE DREAM ARGUMENT”

Piotr Maciejewski: A to z kolei chyba mój faworyt spośród całej piątki. Bazę dla kompozycji stanowił odwrócony fragmencik zupełnie innego nagrania, do którego dyskretne nawiązanie pada zresztą w warstwie lirycznej. A skoro już funkcja reverse kluczem do całości, to i gitary w zwrotkach również puszczone od tyłu. Do tego trip-hopowa w duchu rytmika, rozpędzająca się z czasem do niemal metalowej prędkości, wtórując agresywno-rozliczeniowemu klimatowi refrenów. Takie oto pożegnanie z dziesiątkami naszych wiernych słuchaczy.

Borys Dejnarowicz: Od paru osób słyszałem już, że to ich emocjonalny peak tego minialbumu. Trochę niezręcznie mi się do tego odnosić, bo musiałbym zdradzić w stu procentach tajemnicę, na jakie rozwiązanie „formalne” się tutaj zdecydowałem, które chodziło mi po głowie od paru lat i nie dawało spokoju. Generalnie koncept wiąże się z rozliczeniem, zatoczeniem koła, podsumowaniem i zamknięciem tego naszego duetu, który narodził się de facto, gdy Piotr postanowił nagrać pewien cover pewnej piosenki, no i ten. Starczy tych podpowiedzi. Cytując klasyka: „wie pani… już… skończmy ten wywiad, dobrze?”.


AUTOR: CNC
TYTUŁ: Weird Years
WYTWÓRNIA: DRAW Records
WYDANE: 2 grudnia 2016


Komentarze

komentarze