Bipolar Bears opowiadają o swoim najnowszym albumie zatytułowanym ‚Aina Makua. Jak powstawały piosenki na trzecią płytę wrocławskiej formacji? O czym są? Tego dowiecie się z lektury naszych czynników pierwszych.



„THE WAR IS OVER”

Szymon [d’] Danis: Jako zespół znamy się jak łyse konie i nierzadko dochodzi do sytuacji, w której znając swoje wzajemnie uprzedzenia i zahamowania, posuwamy się do hackowania własnych firewallów. Produkcja płyty miała się już ku końcowi, a mi wciąż brakowało numeru, który jest prosty, ładny i „do przodu”, a bałem się, że jeśli wyjawię tę potrzebę wprost, zjedzą nas rozważania o aksjomatach i Ideałach Sierpnia, zastanie nas zimny poranek trzy miesiące później i wszyscy będziemy mieli jakieś obrażenia cielesne. Dlatego kiedy chłopcy nosili swój sprzęt do mojego domu w pierwszych dziesięciu minutach jednego z ostatnich spotkań produkcyjnych, leciała już zapętlona perkusja, a ja stawiałem pierwsze akordy piana, mówiąc „pograjmy sobie niezobowiązująco, może coś z tego wyjdzie”, robiąc minę niewinną człowieka, który nie ma absolutnie żadnych zamiarów. Trzy godziny później byliśmy już w połowie numeru, w nocy edytowałem świeżo nagrane wokale, a rano kończyłem miks i master. Nailed it. Tyle, że założeniem moim był numer stricte singlowy, a nasza prywatna „grupa kontrolna” wyprowadziła mnie z błędu.

„PS”

Maciek Zakrzewski: Co może wyniknąć z sytuacji, w której czterech w miarę zdrowych psychicznie i zupełnie sprawnych fizycznie chłopców zaszywa się na odludziu pod pozorem pisania muzyki na płytę? Kiedy granice między nocą a dniem stają się zamazane, a różnice umowne inspiracje zapuszczają epicko głębokie korzenie, a tematy powstają z nich osobliwe… Bardzo szybko okazało się, iż beat będący protoplastą tej piosenki świetnie komponuje się z filmami porno. Reszta popłynęła już gładko niczym gówno po kaczej dupie.

„THE DIARY OF JOHNNIE GRAY”

Szymon: Johnnie Gray to główny bohater filmu Bustera Keatona pt. „Generał”, do którego napisaliśmy muzykę, by zagrać ją na żywo doń podczas filmowego festiwalu Opolskie Lamy. Utwór ten powstał specjalnie na napisy końcowe i podsumowuje historię Johnniego, przynajmniej tak, jak my ją zrozumieliśmy i poczuliśmy. Zignorowaliśmy komediową konwencję filmu i spojrzeliśmy na sytuację bohatera jak na dramat człowieka, który nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca w absurdalnych okolicznościach i wśród ludzi, którym odbiło na punkcie patriotyzmu postawionego na ostrzu noża i pozbawionego wszelkiej refleksji.
Muzycznie ten utwór został wybrany na singla promującego płytę, głównie przez to, że prawie jednogłośnie wytypowali go nasi znajomi.

„OD UCHA DO UCHA

Szymon: Od dawna rosła w nas potrzeba zrobienia numeru, który będzie miał punkowy cios i długi zapuszczony pazur na środkowym palcu, który w tym wypadku skierowany jest do wszelkiej maści domorosłych krytyków muzycznych, którym wydaje się, że zamykają obieg informacyjny w świecie muzyki.

„FIGHT FOR THE ORDINARY

Szymon: Są wśród nas ludzie, którzy szczerze nie rozumieją, po jaką cholerę w ogóle robi się muzykę alternatywną, której założeniem jest odróżnianie się, łamanie schematów, nierzadko hałasowanie oraz wzbudzanie skrajnych emocji. Po co wydziwiać, skoro można grać ładnie i trzymać się konwencji, które wszak wypracowali ludzie mądrzejsi od takich jak my. Kolejny fragment naszej ścieżki do „Generała”, tyle że wzbogacony o wokal oraz dodatkowe partie instrumentalne.

„HOW IT’S UNMADE

Szymon: Utwór zainspirowany programami telewizyjnymi, w których pokazuje się dzieciom oraz konsumentom marihuany, jak powstają żarówki, skrzypce, zlewozmywaki oraz futryny plastikowych okien. Gdy Maciek posadził pierwsze dźwięki, od razu wiedzieliśmy, że wspiął się na wyżyny muzyki użytkowej i należy do tego napisać odpowiedni tekst dla lektora – opowiadamy tu o tym, jak niepotrzebną już nikomu muzykę złomuje się, rozkładając ją z powrotem na ścieżki i pojedyncze dźwięki.

„RÓŻOWE ZABAWKI

Szymon: Numer o zaczesanym na pożyczkę, starym, obleśnym klaunie, który jest już na emeryturze i swój wolny czas poświęca na grę na organach Hammonda oraz straszenie małych dziewczynek feministyczną poezją. 

„SALIVA

Szymon: Tego dnia raczyliśmy się klasykami niemieckiej sceny rave z lat dziewięćdziesiątych. Hurtowo wciągaliśmy Marushę, Scootera, Dune i tym podobne, a potem już tylko musieliśmy wyprodukować ten utwór tak, żeby przestał być żartem muzycznym, a zaczął być poważną próbą wiary dla Misioentuzjasty oraz rękawicą rzuconą Misiosceptykowi.

„’AINA MAKUAWAHINE

Maciek: Można wiele powiedzieć o tej płycie. Możliwe, że nawet wiele dobrego. Obiektywne odczucia nie mają jednak znaczenia, gdy muzyka jest wytworem najbardziej toksycznej międzyludzkiej chemii. Nie mają go dla nas, zespołu, oczywiście. Jest wiele momentów na tej płycie, które kiedy przyszło do ich zagrania, szybko wywoływały pytanie: Co myśmy wtedy jedli i gdzie nas to zaprowadziło?!… „’Aina Makuwahine” jest tym wyjątkiem, który zaprowadził nas do pewnego rodzaju ekstazy, kiedy to słuchasz czegoś ,co bardzo dobrze znasz i za razem niesamowicie cię zaskakuje. Jest w tej piosence coś, co słyszy tylko nasza czwórka: kominek, zapach dobrego jedzenia, leżakująca w opalanych beczkach lekkość bytu i minus milion za oknem – rozkosz. Przynajmniej tyle – z całego splendoru bycia rokęrolowcem.

 


WYTWÓRNIA: Antena Krzyku
WYDANE: 7 października 2013
WIĘCEJ O ARTYŚCIE
INFORMACJE O ALBUMIE

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: