Aneta Strzeszewska sięgnęła po ludowe, często już zapomniane kołysanki i postanowiła je nagrać na nowo. Dzięki niej możemy dziś słuchać Kołysanek Niedzisiejszych, a o pracy nad albumem, o poszukiwaniach źródeł i spotkaniach z innymi pieśniarkami opowiada w czynnikach pierwszych.

„CHYSIAŁY CHYSIAŁY”

Aneta Strzeszewska: To piosenka, która stała się inspiracją do stworzenia projektu ,,Kołysanki niedzisiejsze’’. Taka prozaiczna, codzienna sytuacja. Wieczór. Moja babcia Natalia usypia swojego prawnuka Stasia i śpiewa swoim cieniutkim głosem „Chysiały chysiały”. W głowie mojej siostry – mamy malucha – pojawia się genialny pomysł: „Anetka, a może ty nagraj te kołysanki?”. I olśnienie spada na mnie jak  grom z jasnego nieba. Wyłania się mnóstwo pomysłów na projekt, którego jeszcze nie ma. Na projekt niszowy i być może nie dla każdego. Ale jakże wyjątkowy i cenny .

Piosenki ,, Chysiały chysiały ‘’nie mogło więc zabraknąć na płycie.

Kacper Zasada: To pierwszy utwór, z którym Aneta zwróciła się do mnie i zarazem pierwsze wyzwanie. Melodia utworu od razu zainspirowała mnie do stworzenia lekkiej, przestrzennej aranżacji, która przywodziłaby na myśl bawiące się dzieci. Pamiętam atmosferę świąt Bożego Narodzenia, która poniekąd przenika ten utwór. Może dlatego pojawiły się tu dzwonki czy charakterystyczne uzupełnienia sekcji smyczkowej? Na pewno był to początek wyjątkowej przygody z bardzo ciekawym, ale także niełatwym zadaniem, stworzenia wyjątkowych kołysanek – Kołysanek Niedzisiejszych.

„LALULAJ”

Aneta Strzeszewska: Stara piosenka o rodowitym tytule „Kołysanka wojenna”. Wykonywał ją m.in. Stasiek Wielanek.

To oprócz piosenki „Chysiały” (inspiracji ) pierwsza kołysanka, jaką znalazłam podczas swoich podróży. Na dworze 40 stopni, rower i droga do Skolimowa, do Domu Artysty Weterana. Drzwi otwiera przemiła Pani Dyrektor, która od razu prowadzi mnie do aktorów-seniorów. Ci w przepięknych, eleganckich stylizacjach schodzą właśnie na obiad. Kilka rozmów na korytarzu i mnóstwo nagranych piosenek. Ale to nie wszystko! Pani Dyrektor dzwoni do swojej mamy, która przez telefon, na funkcji „głośnomówiący”, śpiewa smutną, ale piękną „Kołysankę Wojenną”. Już wtedy wiedziałam, że to będzie ta pierwsza kołysanka, którą wezmę na warsztat. Pokazuję ją świetnemu muzykowi Zdzisławowi Kalinowskiemu, a on ma pomysł. Robi genialną aranżację muzyczną. W mojej głowie rodzi się wizja… Może dzieci? Może babcia? Może teledysk? I już trzy miesiące później wizja staje się rzeczywistością i rusza projekt „ Szeptam – Kołysanki Niedzisiejsze”.

 „OCZKA ZMRUŻ”

Aneta Strzeszewska:  W Domu Artysty w Skolimowie znalazłam jeszcze jedną piękną usypiankę.

Pani w kapciach i czerwonych koralach kołysze się i śpiewa „Oczka zmruuuuuuż…”. Współproducent Kacper Zasada mówi „A może tak tylko z gitarą?”. Początkowo nie byłam pewna, czy same gitary przy tak prostej melodii wystarczą. Siedząc w hotelowym pokoju z Beatą Orbik, z którą akurat miałam przyjemność uświetniać wokalnie występy artystów podczas Festiwalu Country w Mrągowie, wpadłyśmy na pomysł dołożenia chórków, które wzbogacą tę prostą melodię.

Kacper Zasada: Do większości utworów dostałem nagrane amatorsko linie melodyczne, gdzie któraś ze starszych pań lub któryś z panów przejmującym i szczerym głosem wykonuje jedną ze zwrotek kołysanki. Mimo że nigdy tych osób nie poznałem osobiście, starałem się wczuć w ich emocje, wyobrazić sobie, kim są i dla kogo mogliby śpiewać. Wiele z tych głosów zapadło na zawsze w moją pamięć. Tak właśnie było przy tej piosence – do tej pory jestem w stanie przywołać w głowie ten pierwotny fragment babcinego wokalu. Od razu poczułem, że musi być to spokojny utwór, który rzeczywiście ukołysze do snu małych słuchaczy. Wybór instrumentarium miał delikatnie uzupełnić treść piosenki. Był to moment, w którym usłyszałem świetne gitary nagrane przez Wiktora Tatarka do innej kołysanki. Zaprojektowałem więc wstępną linię rozłożonych akordów i zaproponowałem, aby Wiktor nagrał gitarę akustyczną, a sam nagrałem miękko brzmiący bas. Gitara zabrzmiała tak dobrze, że reszta pracy była już tylko przyjemnym dodatkiem. Jest to jedna z najprostszych ale zarazem najbardziej klimatycznych kołysanek na tej płycie.

„SŁODKIE BOŻE DZIECIĄTECZKO” i „UŚNIJ ŻE MI UŚNIJ”

Aneta Strzeszewska: To dwie piosenki, które poznałam dzięki Panu Stanisławowi z okolic Łowicza. To człowiek, który muzyką żyje na co dzień.

Tego dnia podczas poszukiwań towarzyszyła mi przyjaciółka Asia. Po kilkunastu odwiedzinach ludzi w wiejskich, łowickich domostwach, trafiłyśmy do domu Pana Stanisława. Niezwykły to człowiek z wielką duszą artystyczną i dobrym sercem. Dostałyśmy pyszny obiad, kompot i aż dwie kołysanki! Jedna piosenka przypomina kolędę i traktuje o Bożym Dzieciąteczku. Druga natomiast to ludowa usypianka z niezwykle bogatym słownictwem.

Kacper Zasada: W trakcie wielokrotnego słuchania pierwotnych wersji a capella czekałem, aż do danej linii melodycznej ułoży się w mojej głowie jakaś koncepcja. Niektóre z utworów różniły się od siebie bardzo charakterem czy tempem.

„Słodkie Boże Dzieciąteczko” ewoluowało na przestrzeni miesięcy naszej wspólnej pracy od wersji spokojnej, balladowej, aż do rytmu wręcz tanecznego. O kolejnych pomysłach dyskutowaliśmy wspólnie  z Anetą, aż wreszcie okazało się, że szukamy na płycie także wesołości i tańca. W trakcie pracy nad tą piosenką powstawały także inne utwory i coraz jaśniejsze dla mnie stawało się to, że brzmienie Kołysanek Niedzisiejszych potrzebuje dużo powietrza, a to mogły dać nam instrumenty dęte drewniane, które pojawiają się w drugiej części utworu. Taneczność i radość natomiast dały nam perkusja oraz kontrabas. Okazało się wtedy, że to będzie bardzo barwna płyta.

„ŚPIJ MÓJ SYNKU MAŁY”

Aneta Strzeszewska: Wrocław, ulica Karmelkowa. Ogromny gmach Domu Pomocy Społecznej. Pani Karolina chodzi ze mną od pokoju do pokoju i rozmawia z seniorami. Umie to robić. Przekonałam się wtedy, że to nie jest takie łatwe. Jedni staruszkowie myśleli, że jestem ich córką, inni, że przyszłam im coś sprzedać. Podczas tej wizyty miałam okazję uczestniczyć w zajęciach manualnych, gdzie niektórzy rysowali, inni lepili z plasteliny. Jedni grali, a inni śpiewali. Pewna pani wtedy właśnie zaśpiewała mi kołysankę „Śpij mój synku mały”.

Kacper Zasada: To była jedna z najsmutniejszych melodii. Przypomniało mi to o pewnej ważnej rzeczy dla ludowych kołysanek. Nie zawsze były one wyłącznie przeznaczone dla dzieci. Niektóre z nich były przekazem niekiedy bardzo skrajnych i wzruszających uczuć czuwającej mamy, która siedząc przy kołysce, mogła dać upust swojej wrażliwości. W tekstach i załamanych głosach starałem się usłyszeć te elementy, które nie są dosłowne i przez to wymagają podkreślenia poprzez muzykę. Ten utwór reprezentuje drugi biegun naszej płyty – nostalgiczny i refleksyjny.

„POSZŁA NA POLEJKO”

Aneta Strzeszewska: Chodziłam ulicami Lublina. Po długich godzinach rozmów z seniorami, niczego nie znalazłam, więc zmęczona i zrezygnowana usiadłam na ławce. Do autobusu jeszcze dwie godziny czekania.

I los wtedy się do mnie uśmiechnął. Obok mnie usiadła pani. Pani, bo na babcię była stanowczo za młoda. Młoda, ale gaduła. Też czekała, więc po co czekać w ciszy. Opowiedziałam jej, po co tu przyjechałam. Przekonałam się wtedy, że gadulstwo może być jednak zaletą. Kobieta odśpiewała mi chyba wszystkie piosenki, które zna. A wśród nich kołysankę ze swojego dzieciństwa, „Poszła na polejko” .

Piosenka ta pełna jest starodawnego słownictwa (na przykład polejko spatki), lecz to nie przeszkadza odbiorcy w zrozumieniu jej sensu. Przekaz jest oczywisty.

Kacper Zasada: Praca nad tym utworem była dla mnie stałą inspiracja. Aneta bardzo wcześnie zaakceptowała pomysł na nieco odważniejszą aranżację, za co jestem jej bardzo wdzięczny. Od początku pojawiały się tam instrumenty elektroniczne, początkowo zastanawiałem się, jak poradzę sobie później z uzasadnieniem takich rozwiązań, kiedy zestawimy je z resztą piosenek, bardziej akustycznych, gdzie prym wiodą żywe instrumenty?.(śmiech) Z pomocą przyszła niezawodna sekcja dęta. Powstał dzięki temu bardzo ciekawy kolaż, gdzie powietrze z instrumentów łączy się ze specyficznymi syntetycznymi efektami. Jest to na pewno nietypowa kołysanka także ze względu na swoją melodię, która intryguje i prowadzi ciekawą narracje. Muzyka jak zwykle musiała nadążać za melodią, a kulminacja tej wspólnej gry to ostatnia instrumentalna część, która należy do moich ulubionych fragmentów płyty. Za każdym razem, kiedy przypominam sobie ten utwór, jestem zainspirowany do dalszego tworzenia.

„KOŁYSZ MI SIĘ KOŁYSZ”

Aneta Strzeszewska: Wiadomości głosowe od Kacpra zawsze lubię. Jedna z nim to nagranie fragmentu audycji Polskiego Radia, w której gościem była śpiewaczka Janina Chmiel. Pojawił się kolejny cel – trzeba spotkać się z tą panią i porozmawiać. Google, kilka telefonów, pomocnych ludzi i… cel osiągnięty. Kilka miesięcy później pojawiłam się na warsztatach w Lublinie. Pani Janina uczy przybyłych gości starych, ludowych pieśni. Wracam pełna wrażeń, z kołysanką „Kołysz mi się kołysz”’ i autografem od Pani Janiny.

Kacper Zasada: Pewnego wieczoru, wracając samochodem z koncertu, natrafiłem w moim ulubionym radiu na bardzo ciekawą audycję. Szukałem już wtedy inspiracji do pracy nad kołysankami i okazało się, że tego dnia naprawdę mi się poszczęściło. Usłyszana w radiu śpiewająca Janina Chmiel okazała się być wyjątkową inspiracją. Kiedy usłyszałem i nagrałem fragment jej głosu, wiedziałem już, że to będzie coś wyjątkowego. Od razu przesłałem ten fragment Anecie i poprosiłem, aby spróbowała ją odnaleźć. Okazało się to możliwe! Pani Janina uprzejmie zgodziła się na nagranie naszej wersji jej kołysanki. Ten utwór to przykład na to, że sztuka często sama znajdzie drogę, aby się ujawnić. Utwór ten zainspirował wszystkich. Oprócz Anety i mnie, kiedy po raz pierwszy zagraliśmy nasz „nietypowy walc” przy fortepianie, aż po naszych wspaniałych muzyków w studio, którzy praktycznie natychmiast odnaleźli idealnie pasujące brzmienia oraz rytmikę. Reszta to już tylko uchwycenie odpowiednich momentów i utwór był gotowy!

„PIEŚŃ NAD KOŁYSKĄ”

Aneta Strzeszewska: Dom spokojnej starości „Kalina” w Gdańsku. Niezwykle ciekawe i miłe spotkanie na stołówce z jego mieszkańcami. Siedzi pięć kobiet i jeden mężczyzna. Jedna z pań trzyma na kolanach misia. Tuli go jak małe dziecko. Inni mają swoje śpiewniki sprzed lat – stare pożółknięte bruliony pisane ręcznie. Pijemy herbatkę i śpiewamy „Wojenko wojenko”, „Czerwone maki”  itp. Przy stole siedzi również elegancko ubrana Pani Jarocka Danuta – wokalistka Teatru Gdańskiego. Pyta, czy może już zacząć śpiewać sama – i zaczyna. Śpiewa najpiękniej „Śpij dziecinko już śliczne oczka zmruż…”, aż się popłakałam. Całą podróż powrotną bogatym Pendolino spędziłam na słuchaniu w kółko tego nagrania. W Warszawie umiałam już całą. Kacper Zasada też ją szybko poznał i wymyślił, że będzie to optymistyczna, wesoła piosenka. To opowieść, historia, która kończy się happy endem.

„POWIESZĘ KOŁYSKĘ”

Aneta Strzeszewska: Ciężko znaleźć dobrą nianię dla dziecka. Te najlepsze są rozchwytywane jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Jest taka Pani Ina – Ukrainka zajmująca się córką przyjaciół. Ma piękny głos. Pewnego dnia dostaję od kolegi prezent – wiadomość głosową. Włączam i słyszę kołysankę ukraińską. Jest piękna. „Powieszę kołyskę na wierzbie a wiatr będzie cię kołysał…”.

Kacper wymyślił aranżację… powiedzmy… mało kołysankową. Trochę mroczną. Flet i obój oraz mocne uderzenia bębnów dają wrażenie przeniesienia się w odległe czasy.

Kacper Zasada: To był dla mnie jeden z tych nielicznych momentów pełnych inspiracji, w których twórca od razu czuje, że musi stworzyć utwór i wie, jak go zrobić. Zgodził się czas, miejsce i nastrój. Melodia tej ukraińskiej kołysanki zastała mnie w dużym, drewnianym domu gdzieś na wschodzie Polski, gdzie spędzałem wtedy wieczór. Nieco przygaszone światło, odrobinę magiczne. Czas się wtedy zatrzymał i za kilka godzin odsłuchiwałem już praktycznie ukończoną koncepcję utworu. Pamiętam wtedy wzruszającą radość Anety, która po przesłuchaniu mojego szkicu od razu poczuła te same emocje. Jedyne co pozostało do zrobienia, to wrócić do Warszawy i nagrać to wszystko w studiu. Był to jeden z początkowych utworów i aby nabrać pełnego kształtu, musiał poczekać na ukończenie pozostałych, ale mogę powiedzieć, że od początku było wiadomo, że musi znaleźć się na tej płycie. Jego wyjątkowy, zupełnie „niekołysankowy” klimat był zbyt cenny, aby go zmieniać nawet w najmniejszym stopniu.

„SYNKU”

Aneta Strzeszewska: Wieś pod Radomiem. Sytuacja pogrzebowa. Pochówek. Cisza. Słychać tylko podmuch wiatru. I tę atmosferę spokoju przerywa nagle mocny i niezwykle wyjątkowy śpiew. Głos kobiecy z oddali przypominający jakby „głos z zaświatów”. Obracam głowę i widzę stojącą staruszkę. Ciężko powiedzieć, ile ma lat (w chustkach wszystkie kobiety wyglądają podobnie). Podchodzę, rozmawiam. Idziemy do domu śpiewaczki Krystyny Kołtun. Całą drogę śpiewa różne stare piosenki. Kołysankę również. Dzień później dzwonię do Wiktora Tatarka. Nagrywam wokal, a on tworzy aranżację. Wiedziałam, że będą gitary, ale nie sądziłam, że aż takie. To dla mnie wyjątkowa kołysanka w projekcie. Jest w niej moc.

 „JAK BABA BARSZCZ GOTOWAŁA (BAJKA)”

Gotowała… Gotowała… I tak ugotowała, że nikomu nie smakowało. A dlaczego? Nie brakowało jej raczej talentu kulinarnego. Ale dobrego serca. Chytra baba jest symbolem samolubstwa i nieszczerości. Morał – wiadomy. Dobro wraca i zło również, o czym baba się przekonała na własnej skórze. Moja babcia Natalia całe dzieciństwo opowiadała mi tę bajkę. Od razu zgodziła się przyjechać do studia. Usiadła na krzesełku, założyła słuchawki i powiedziała. Powtórek nie było, bo niby po co. Na koniec Michał Kowalski udźwiękowił opowieść. I bajko-grajka była gotowa.

,,LULAJŻE MI LULAJ’’

Aneta Strzeszewska: Po zdobyciu tej piosenki nie bardzo miałam pomysł na aranżację. Prawie kończyliśmy prace nad płytą. Wiedziałam jednak, że jedną piosenkę chciałam wykonać w duecie z mężczyzną. Dlaczego? Bo ojcowie są jakoś pominięci w tym kołysankowym śpiewaniu. Mimo że istnieją „Tatusiowe kołysanki”, to nigdy w życiu nie słyszałam, żeby ojcowie śpiewali na dobranoc. To wielki błąd. Głos Kamila Mikosa, który zgodził się nagrać ze mną ten duet, znacznie wzbogacił płytę. Ojcowie, do dzieła!

Kacper Zasada: To przykład no to, że kiedy pojawia się na próbie żywe brzmienie dobrze nastrojonego fortepianu, to może ono tak bardzo zainspirować, że dźwięki dosłownie same się układają. Dlatego też fortepian jest tutaj jedynym instrumentem. Wyzwaniem były nagrania wokali. Aby osiągnąć odpowiedni klimat, musiały brzmieć dla słuchacza „blisko”, wręcz intymnie. Duet wokalistów musiał się bardzo dobrze znać, patrzeć na siebie podczas nagrania oraz naprawdę poczuć, że kołysze do snu swoje dzieciątko. Wydaje mi się, że się udało!


AUTOR: Aneta Strzeszewska
TYTUŁ: Kołysanki Niedzisiejsze
WYTWÓRNIA: Soliton
WYDANE: 31 marca 2017


 

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: