Po pięciu latach wracają do Polski, ponownie na HOF. Bloc Party swoimi trzema płytami zdobyli uznanie krytyków i fanów na całym świecie. Bo kto potrafił grać takie dobre indie, jakie znalazło się na debiutanckim Silent Alarm w 2004 roku?

XXI wiek przyniósł światu prawdziwy wysyp indie-kapel. Gdzie się nie spojrzało, jakikolwiek kanał muzyczny (alternatywny, ofc) by się nie włączyło, wszędzie leciało indie. I czy to był rock, czy pop, nieważne. Było. Ale na tle wszystkich tych brytyjskich bandów, które pojawiły się wraz z Nową Rockową Rewolucją, z całą pewnością jeden mocno się wyróżniał. I to nie tylko dlatego, że wokalista miał inny kolor skóry. Chodziło o grę – mocną, wpadającą w ucho, okraszoną ciekawymi riffami i melodyjnym głosem Kele Okereke. Chodziło o naprawdę dobre utwory. Bo jeśli ktoś sięgnie pamięcią do roku 2004, to przed uszami od razu powinien mieć „Banquet”, „She’s Hearing Voices”, „Helicopter”.

Debiutancki longplay wyłonił kandydata na jedną z ważniejszych formacji brytyjskiego rocka. Jeśli jednak ktoś nadal nie kojarzył Bloc Party z nazwy, druga płyta, a w szczególności utwór „I Still Remember”, który został wykorzystany w reklamie, a „Helicopter” w soundtracku do jednej z gier z serii FIFA. A Weekend in the City odchodziło jednak od poziomu Silent Alarm, chociaż i tu znalazły się Kosiory, jak „Kreuzberg”, „The Prayer” czy zainspirowany atakami na WTC z 11 września 2001 i londyńską komunikację w 2005 roku „Hunting for Witches”.

Dziewięć i pół miesiąca po wydaniu drugiej płyty zespół puścił w obieg nowy singiel, który na A Weekend in the City nie znalazł się – „Flux”. Kawałek, który Bloc Party umieścili na reedycji płyty ewidentnie ukazywał nową wizję twórczości zespołu. Mniej gitar i więcej elektroniki. I tak rzeczywiście się stało. Ostatnia jak do tej pory produkcja Anglików, Intimacy, to zupełnie inne rozwiązania, totalnie odmienna muzyka, album znacznie gorszy od poprzedniczek.

10 sierpnia 2009 roku Bloc Party wydali jeszcze „One More Chance”, singiel, który na głowę bił wszystkie utwory z Intimacy, a przy tym utwór ostatni. Chwilę później zespół zawiesił działalność, a Kele Okereke postanowił skupić się na swojej elektro-popowej karierze. The Boxer płytą było słabą, a „Tenderoni” waliło wymęczonym wcześniej przez Wileya czy Jamiroquai samplem z „What Would We Do” DSK. To jednak nie był koniec elektronicznych odchyłów frontmana Bloc Party, gdyż Kele w 2009 roku wspomógł holenderskiego dja Tiesto i dograł partie wokalne do utworu „It’s Not the Things You Say”, a pod koniec ubiegłego roku czarnoskóry wokalista wypuścił kolejny solowy materiał, epkę The Hunter.

Niedawno jednak NME poinformowało, że zespół wznawia działalność. Informowaliśmy o tym na naszym facebookowym koncie, pisaliśmy też tu, że chłopcy wchodzą do studia i będą nagrywać nowy, czwarty już album. Szybko pomysł rozwiali sami muzycy, którzy wyznali, że Bloc Party, oczywiście, będą nagrywać, ale…bez Kele. „Kele jest skupiony na swoim solowym projekcie. Ale nasza trójka chce się spotkać i znów robić razem muzykę. Myśleliśmy nad czymś instrumentalnym, ale chyba jednak poszukamy nowego wokalisty” mówił Russell Lissack jeszcze w ubiegłym roku. Życie okazało się jednak zawrotne i Bloc Party ponownie odwiedzą Polskę, drugi raz Gdynię. Koncert z 2007 roku wypadł ładnie. Nic więcej, ładnie. Zespół zagrał swoje najlepsze kawałki, Kele co prawda najlepszą formą nie błyszczał, ale to wystarczyło, żeby występ odhaczyć na swojej liście wyczekiwanych gigów 2007.

To co, czekamy na nową płytę, czekamy na koncert i kawałki pokroju tych z Silent Alarm.

Komentarze

komentarze