Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197
Cztery albumy wydane przez Dux, trzy tegoroczne, jeden jeszcze z jesieni 2020. Tym razem punktem wyjścia dla doboru płyt były… duety. Fortepian, skrzypce, wiolonczela i akordeon. Piętnasty w ogóle, a dziewiąty w tym roku epizod Obiadów czwartkowych.


AUTOR: Duo Wolańska / Gajda
TYTUŁ: Transkrypton
WYTWÓRNIA: Dux
WYDANE: 8.06.2021


Dwa piękne instrumenty na jednej płycie. Czternaście utworów ośmiu kompozytorów z wyższej, nazwijmy to klasycznej/mainstreamowej półki. Nie znajdziemy w spisie twórców młodego pokolenia, autorów poszukujących, oscylujących wokół muzyki komponowanej/kameralnej i współczesnej. Transkrypton to wzięcie na warsztat dzieł wybitnych kompozytorów i zaaranżowanie ich przez Julię Wolańską-Gajdę i Michała Gajdę na fortepian oraz akordeon. Mieli z tym trochę roboty, bo wybrane kompozycje dedykowane były raczej albo fortepianowi, niekiedy gitarze i fletowi czy orkiestrom. Akordeon, jak u Piazzolli, również się pojawiał, ale nigdy, żaden z utworów nie powstał specjalnie na instrumenty Gajdy i Wolańskiej-Gajdy. No to mamy novum.

Udał się debiutancki album duetowi. Transkrypton niesie ze sobą sporą dawkę muzycznej delikatności, nastrojowości, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że i romantyzmu. Może to efekt wspólnej pracy, wspólnej, wieloletniej gry, może doboru materiału, może zaaranżowania go na te dwa, jakże urocze instrumenty?

Repertuar na Transkryptonie jest standardowy. Strawiński, Lutosławski, Piazzolla czy Czajkowski – kompozytorzy tradycyjni, utwory również, więc zaskoczenia, pójścia w stronę współczesności nie ma. Ale jest solidne, bardzo ciekawe, intrygujące momentami, marzycielskie innymi chwilami wykonanie.

Weźmy „Lot trzmiela” Nikołaja Rimskiego-Korsakowa i przekonajmy się, jak wiele dał tej kompozycji udział agresywnego, wibrującego akordeonu, który wzbogaca i tak już energiczny fortepian. Na poziomie 1:25 w kompozycji czuć francuski, niemal kawiarniany przerywnik łagodzący ten pełen wirtuozerii wyścig.

Ależ różni się od tego utworu praca Astora Piazzolli. Najpierw fragmenty „Histoire du Tango” („Cafe 1930” i „Nightclub 1960”), potem „Liber Tango”. Wielorakie podejście do tanga jako muzyki, a może jako sposobu na życie, w ujęciu Duo Wolańska/Gajda wypełnione jest miłością i melancholią. Smutkiem i pasją („Cafe 1930”). A następne już Nightclub 1960” to urokliwe uliczki Paryża, powiew wiatru znad Sekwany, zakochani na bulwarach i kawiarniach, wielka w kreowaniu takiej scenerii dźwiękowej zasługa akordeonu, który jak żaden inny instrument kojarzy się z Francją.

Ładnie, uroczo wręcz brzmi „Dziadek do orzechów” Czajkowskiego, baletowy charakter kompozycji został wdzięcznie zachowany, akordeon dodaje jej, jeśli nie nowe życie, to z pewnością świeżość. Tylko, słuchając całego Transkryptonu, zastanawiam się, czy naprawdę nie można było zakręcić tym repertuarem, dodać czegoś nieoczywistego, wybrać mniej znanych kompozytorów, zaskoczyć? Niemniej, połączenie fortepianu z akordeonem to bardzo ładne rozwiązanie, które kupuje się już po pierwszych sekundach każdego z utworów.

NASZA OCENA: 6.5


AUTOR: Adam Bruderek / Anna Prabucka-Firlej
TYTUŁ: Ives / Copland / Corigliano – American Sonatas For Violin and Piano
WYTWÓRNIA: Dux
WYDANE: 1.06.2021


Jak odmiennie do tematu podeszli Adam Bruderek i Anna Prabucka-Firlej. Skrzypek i pianistka zainteresowali się amerykańskimi sonatami, tym razem już czysto dedykowanymi swoim instrumentom, nie trzeba było nic aranżować, dostosowywać. Za cel wspólnych działań w duecie obrali dzieła Charlesa Ivesa, Aarona Coplanda i Johna Corigliano, czyli wybitnych twórców ze Stanów Zjednoczonych, w Polsce zaś są to nazwiska niewiele mówiące standardowym odbiorcom muzyki klasycznej.

Ives swoją sonatę skomponował w 1914 roku, na cztery lata przed atakiem serca, który wpłynął na jego działalność kompozytorską, dokładniej na bardzo szybkie gaśnięcie twórczości. Na szczęście piękna, trzyczęściowa sonata prezentuje wszystko to, co tak naprawdę w muzyce Ivesa interesowało. Ludyczność połączył z kulturą wysoką, sztuką dźwiękową, prostotę z wyrafinowaniem, symfonicznością. Tak brzmi „In the barn”, które miesza style i tematy Ivesa. „The Revival” to ukłon w stronę romantyzmu z rozbudowaną drugą częścią kompozycji (ale tutaj pięknie płyną skrzypce Bruderka!).

Aaron Copland, niejako uczeń Ivesa, a z pewnością kompozytor, na którego Charles Ives wywarł ogromny wpływ, w swojej również trzyczęściowej sonacie postawił na klasykę. Delikatne frazy skrzypiec świetnie inaugurują część pierwszą, budują narrację, która osiąga swój finał w drugiej połowie „Andante”. W „Lento” słyszymy dialog skrzypiec z fortepianem, raczej szepty niż głośną rozmowę, oparte na subtelności obu instrumentów, nawiązującej do dedykacji, jaką wykonał całą sonatą Copland i trwającej II wojny światowej, gdy kompozytor tworzył „Sonatę na skrzypce i fortepian”. Może i II wojna nie dotknęła Stanów Zjednoczonych w taki sam sposób jak Europę, ale żołnierze ginęli również po stronie amerykańskiej (jak Harry H. Dunham, któremu Copland dedykował swoje dzieło). Sonata może nie jest najbardziej popularnym dziełem Coplanda (chyba nic nie przebije „Fanfare for the Common Man”), nie jest też jego najlepszą/najciekawszą pracą („Trzecia Symfonia” z 1948 roku, „Wiosna w Appalachach” z 1944 czy „Koncert klarnetowy” Benny’ego Goodmana lub „Portret Lincolna” – 1942), ale jest to utwór ciekawy, ukazujący jednego z wybitniejszych, a na pewno prekursora muzyki współczesnej w Stanach Zjednoczonych jako kompozytora wybitnego, w Polsce mniej rozpoznawalnego.

Ostatni, wciąż żyjący kompozytor na tej płycie, to John Corigliano, który, co można wyczytać z dołączonej do albumu książeczki, wykonaniem swojej sonaty był wprost zachwycony. Nic dziwnego, bo gra Adama Bruderka i Anny Prabuckiej-Firlej jest wyjątkowa. Sama zresztą kompozycja taka jest: zahacza i o elementy baletu, i neoromantyzmu, i w końcu muzyki współczesnej.

NASZA OCENA: 7


AUTOR: Stanisław Firlej, Wojciech Kubica
TYTUŁ: Ludwig van Beethoven: Cello Sonatas Nos. 1, 4 & 5
WYTWÓRNIA: Dux
WYDANE: 15.07.2021


W kategorii duetów muzyki klasycznej fortepian i wiolonczela jest zestawem często spotykanym (tak samo jak wyżej skrzypce i fortepian). W drugiej odsłonie cyklu wydawniczego Dux poświęconego sonatom Ludwiga van Beethovena na wiolonczelę i fortepian Stanisław Firlej i Wojciech Kubica przyjrzeli się sonatom w tonacji C-Dur, F-Dur i D-Dur (odpowiednio numeracja 1,4 i 5).

Otwierająca płytę „Sonata F-Dur op. 5” powstała w 1796 roku, gdy van Beethoven przebywał w Berlinie, poznając króla Prus Fryderyka Wilhelma II, zresztą kompozytor utwór zadedykował właśnie królowi. Co charakteryzuje tę kompozycję, główną rolę pełni w niej fortepian (świetne wykonanie Wojciecha Kubicy), wiolonczela Stanisława Firleja podporządkowała się dominującym klawiszom.

Delikatny, powolny wstęp stanowi intro do następującej wraz z trwaniem kompozycji wariacji i wirtuozerii fortepianu, jego siły i pędu dłonio po klawiszach. Subtelnie muskane smykiem struny wiolonczeli wchodzą w dialog ze stanowczym fortepianem. W booklecie współautor płyty Stanisław Firlej porównuje wiolonczelę do śpiewu, i to najlepsze określenie, jakie może przyjść do głowy.

Romantyczne rozpoczęcie „IV Sonaty F-Dur op. 102 nr 1” oparto na dialogu obu instrumentów, symbiozie, w której raz Firlej i Kubica grają jak jeden organizm, innym razem jeden oddaje drugiemu pałeczkę pierwszeństwa, by „Andante” zakończyć wspólnym dwugłosem. „Adagio” kontynuuje romantyczną retorykę, choć końcówkę duet gra już bardzo radośnie i żywo.

Ostatnia, „V Sonata D-Dur op. 102 nr 2”, pełni na płycie funkcję wielkiego finału, dźwiękowego i emocjonalnego rollercoastera, bo van Beethoven w trzech częściach swojej sonaty zafundował słuchaczom zarówno melodie radosne, rzewne, melancholijne, bardzo kontemplacyjne i… zakończone fugą.

NASZA OCENA: 7

 


AUTOR: Wasiucionek / Michalik
TYTUŁ: Enescu / Profiev / Szymanowski
WYTWÓRNIA: Dux
WYDANE: 25.09.2020


Skrzypce i fortepian po raz drugi, drugi raz w pięknym wydaniu. Małgorzata Wasiucionek i Sylwia Michalik w urzekający sposób przenoszą nas do rozmarzonej, folkowej Rumunii George Enescu, rozpalonej Kalifornii Siergieja Prokofiewa (tam rosyjski kompozytor tworzył „5 melodii”) oraz naturalistycznych utworów Karola Szymanowskiego, które powstały pod wpływem uroków Włoch, konkretniej Sycylii.

Wasiucionek i Michalik wybrały taki, a nie inny repertuar ze względu na Pawła Kochańskiego, skrzypka, który łączy postaci wszystkich trzech kompozytorów. Albo z nimi współpracował (jak u Szymanowskiego, który konsultował z artystą swoje utwory), albo perfekcyjnie wykonywał ich dzieła (Enescu i Prokofiew).

A co otrzymujemy na płycie wdzięcznie zatytułowanej Enescu / Prokofiev / Szymanowski? Trzy prace, jedenaście utworów. Za sprawą Sonaty numer 3 w a-moll (nawiązanie do rumuńskiego folku) czujemy dźwiękowe leniwe pejzaże Rumunii – okalające górskie wioski z drewnianymi chatkami początku XX wieku słońce, kwitnące owoce winogron, pewna swoista baśniowość i… ogromna melancholia, którą słychać w grze skrzypiec Małgorzaty Wasiucionek. Enescu, wielki narodowy kompozytor Rumunii, dodatkowo skrzypek, w swoim trzyczęściowym dziele wypełnionym neoromantycznymi melodiami kreuje obraz Rumunii przełomu XIX i XX wieku, a Wasiucionek i Sylwia Michalik wybitnie nas w te czasy przenoszą.

Chociaż 5 melodii powstało w Kaliforni, w utworach Profiewa nie wyłapiemy tego oceanicznego żaru. Fakt, rosyjski kompozytor przygotował krótkie, delikatne kompozycje, zwiewne i miłe dla ucha, bardzo plastyczne i… działające na wyobraźnię. Jakże inne w swoim wydźwięku niż dzieła Enescu. Duet Wasiucionek / Michalik pięknie odgrywa te pochodzące z 1925 roku melodie, dłonie Michalik gładko suną po klawiszach, a prowadzony przez skrzypaczkę smyk pieści uszy dźwiękami poszczególnych strun. „Lento, ma non troppo”, czy tak brzmi piękno?

A „Mity” Karola Szymanowskiego? To jedno z największych dzieł polskiego kompozytora, z pewnością jedno z ważniejszych, jeśli chodzi o jego dorobek rozpisany na fortepian i skrzypce. Trzy części, które Szymanowski zadedykował żonie Kochańskiego, wprost trzymają w napięciu słuchaczy. Oczywiście skrzypce odgrywają tu pierwszoplanową rolę, to one wybijają się ostrymi tonami, wariacjami nad ciężkimi klawiszami fortepianu, stanowiącymi w głównej mierze tło dla skrzypiec. Piękne, naprawdę piękne wykonanie (zwłaszcza rzewnego „Narcissus”).

NASZA OCENA: 7

NASZA SKALA OCEN

A JAK OCENIAMY?
6.8FYHOWA OCENA (ŚREDNIA)

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: