Polski krajobraz elektropopowy z roku na rok coraz mocniej przesłania linię horyzontu, którą wyraźnie nakreśla już nie banał, a jakość i dobrze rozumiana alternatywa. Wspólny projekt Misi Furtak i Piotra Kalińskiego bardzo nieśmiało przekracza linię z napisem „alternatywny pop”, ale to właśnie w wysmakowanej nieśmiałości ulokowana jest siła tego wyjątkowego debiutu.

Zamierzona nieostrość, introwertyczność i bardzo intymny klimat nawiązują po części do zniekształconych rytmów i zimnych klawiszy Coals, ale czerpią też z chłodnej melancholii perfekcyjnie eksplorowanej przez duet Rebeka. Różnica polega jednak na tym, że wspomniane damsko-męskie duety budują swoją pozycję na powrotach do przeszłości. FFRANCIS nie sięga po wyeksploatowane lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte. Nie stara się akcentować konkretnych trendów i wpływów. Skromność i wyjątkowe warunki wokalne sprawiają, że mamy do czynienia z albumem autorskim, trudniejszym w odbiorze, a przede wszystkim współczesnym. Jakie emocje wiążą się z nowym projektem, próbowaliśmy dowiedzieć się od samych artystów. Zapraszamy do poniższej rozmowy.

www.uknowme-records.com


ADAM MAŃKOWSKI: Po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutanckiego albumu FFRANCIS bardzo pozytywnie zaskakuje bogactwo muzycznych form i drobiazgów zatopionych w poszczególnych kompozycjach. Wybrana przez was droga to w mojej ocenie dość trudna i wysublimowana próba połączenia chłodniejszego oblicza elektroniki z muzyką pop. Jak określilibyście bezpośrednie przyczyny, czy też potrzeby zwrócenia się właśnie w tym kierunku?

MISIA FURTAK: Bezpośrednia przyczyna była taka, że materiał zbyt długo leżał i kiedy do niego wróciliśmy, czuliśmy, że coś tam się musi zmienić. I jak już zaczęliśmy dodawać żywe instrumenty, wyciągać bebechy i psuć, to się okazało, że o to chodzi.

PIOTR KALIŃSKI: Nie słyszę na naszej płycie żadnego popu. To są po prostu piosenki, ale zrealizowane w dodatku – jak sam wspominasz – w mniej oczywisty sposób. Nie było też prób łączenia na siłę jakichś dwóch światów, to u nas wychodzi zupełnie naturalnie i używamy takiego, a nie innego instrumentarium, plus mamy dość szerokie inspiracje i różny background muzyczny. Ten album jest bardzo nasz, mówi naszym językiem, trudno mi go sobie wyobrazić w innej formie, tak jak nie zastanawiam się za bardzo, dlaczego na przykład myślę w języku polskim – jest to swego rodzaju automatyzm. Osobiście przywiązanie do detalu jest mi bardzo bliskie i przeraża mnie myśl o nagraniu albumu, na przykład, na czteroślad – aczkolwiek chętnie bym spróbował i zrobił coś zupełnie na odwrót.

Dość śmiało odeszliście od swoich poprzednich dokonań. Off The Grid jest z jednej strony albumem mniej przebojowym od tego, do czego przywykli sympatycy twórczości Très.B, z drugiej strony to mocniej piosenkowe formy w kontraście z zawartością albumów Hatti Vatti. Takie było założenie od samego początku?

PK: Nie, generalnie założeń nie było żadnych – po prostu chcieliśmy nagrać razem płytę i stworzyć nowy projekt. Myślę, że rozpatrywanie FFRANCIS jako połączenia tych dwóch bytów jest błędem i pewnym uproszczeniem – wszystkie te trzy podmioty nie mają ze sobą aktualnie nic wspólnego. To nowy projekt, z nową emocjonalnością i własną charakterystyką – cieszymy się, że to słychać i potwierdzasz, że jest to śmiała odskocznia od naszych innych projektów, robienie czegoś dwa razy lub toporne łącznie sił wydaje mi się stratą czasu.

MF: Chcieliśmy zrobić po prostu nowy zespół. Ani mój, ani Piotra, ani pan producent z wokalistką, tylko zespół. W końcu poznaliśmy się po koncercie zespołu Gówno, a przed koncertem Très.B, znosząc wspólnie VOXa z głównej sceny OFF Festiwalu. To zobowiązanie na całe życie.

Singiel „Would You Like Me To Continue?” pojawił się ponad dwa lata temu. Przy okazji promocji tego wydawnictwa zapowiadaliście premierę pełnowymiarowego debiutu na wiosnę 2016. Na efekt końcowy trzeba było jednak poczekać znacznie dłużej, co wpłynęło na taką decyzję? Postanowiliście dać sobie więcej swobody i niczego nie przyspieszać?  

MF: Robiliśmy to całkowicie w swoim tempie, co moim zdaniem wyszło tej płycie na dobre.

PK: Po prostu album nie był jeszcze gotowy, płytę realizowaliśmy tylko we dwójkę i okazało się to dość poważnym i angażującym przedsięwzięciem. Oraz tak – praca bez kagańca czasowego jest po prostu lepsza, ale bywa też pułapką – można poprawiać i przynosić nowe rzeczy w nieskończoność.

Jeszcze wcześniej, bo w roku 2014 zdarzyła się „Nadważkość”, a gdzieś pomiędzy tymi wydarzeniami miała miejsce wasza wyprawa do kraju Kwitnącej Wiśni. Czy to właśnie Japonia była pierwszym i bezpośrednim bodźcem, który zadecydował o powołaniu do życia nowego projektu?

MF: Nie, wyjazd był efektem już rozpoczętej współpracy. Zaczęło się od pracy nad „Nadważkością”.

PK: „Nadważkość” była naszym przywitaniem się i jednocześnie poznaniem siebie. Szczerze mówiąc, to nie pamiętam dokładnie momentu zarysowania się pomysłu na FFRANCIS, ale już w Japonii – czyli już dobrych kilka lat temu – kręciliśmy klip do jednego z naszych pierwszych numerów:

Na albumie, co prawda w mniejszości, ale jednak pojawiają się kompozycje zaśpiewane po polsku. Podobnie było w przypadku solowej „Epki”. Czy pisanie w języku ojczystym jest dla ciebie punktem obowiązkowym? Dodatkowym wyzwaniem?    

MF: Ani jednym, ani drugim. Ja mam zasadę, że piszę w takim języku, w jakim piosenka mi przychodzi do głowy. Nie tłumaczę, nie kalkuluję. Niektóre tematy opisuję po polsku, bo po polsku je przeżywam czy o nich myślę, o innych myślę po angielsku, więc tak też je opisuję.

Skąd wziął się pomysł, aby na krążku pojawiły się 200-letnie islandzkie organy?

PK: Album bym nagrywany w wielu miejscach, m.in. w sali prób moich islandzkich przyjaciół, w budynku, w którym znajduje się KEX Hostel w Reykjavíku. W rogu pomieszczenia stał przepiękny instrument, który okazał się w pełni działającymi organami kościelnymi, na których grał w kościele dziadek jednego z kolegów. W pewnym momencie prac nad płytą szukaliśmy organicznych brzmień i napędzane miechami organy wpasowały się idealnie.

Jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość duetu FFRANCIS? Planujecie regularną trasę koncertową? Czy możemy spodziewać się waszej aktywności podczas letnich festiwali?       

MF: Chętnie pogramy z tym projektem, bo jego wersja na żywo znacznie różni się od płyty, co jest dla nas fajną przestrzenią do poszukiwania i kolejnego przekształcania tego materiału.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: