Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197




Warning: A non-numeric value encountered in /home/klient.dhosting.pl/taurus/fyh.com.pl/public_html/wp-content/themes/15zine/library/core.php on line 4197

AUTOR: WIDT
WYTWÓRNIA: Zoharum
WYDANE: 20 maja 2016
INFORMACJE O ALBUMIE

 
Ich debiutancka kaseta VHS okazała się hitem sprzedaży Pointless Geometry, a o samych dziewczynach pisały też zagraniczne media. Potem WIDT zajęły się różnego rodzaju współpracami, nagrywając utwory gościnne na kompilacje, a Antonina Nowacka, odpowiadająca za muzykę i wokal w projekcie nagrała płytę z Olgierdem Dokalskim, dograła kilka partii do innych albumów i na stałe dołączyła do kIRk. WIDT to ich pełnoprawne debiutanckie i długogrające wydawnictwo, które ukazuje się na dwóch płytach. CD i DVD, bo siostry Antonina i Bogumiła dzielą się obowiązkami. Pierwsza nagrała dźwięki, druga wizualizacje. Tak sprawnie działa duet, a pozytywne głosy płynące z prawa i lewa mają pełne uzasadnienie.

Zoharum, wydawca materiału, zastosował ten sam motyw, co w przypadku Minotaur / Chimera, albumu Zeniala, który ukazał się na DVD i zawierał wizualizacje do utworów Łukasza Szalankiewicza. I to jest naprawdę ciekawe rozwiązanie. No, o ile wideo idzie w parze z muzyką. Ale zarówno Zenial, jak i WIDT stanęli na wysokości zadania. Już otwierająca płytę „Soma”, a razem z nią i wizualka Bogumiły Piotrowskiej to mocny kopniak na „dzień dobry”. Eteryczne i jednocześnie bardzo głębokie melodie współgrają z analogowy, epileptycznym szaleństwem szaty graficznej. Sprzężenia i syntetyczne postukiwania oraz szamańskie wokalizy przeplatające się z operowym śpiewem Antoniny budują atmosferę albumu od pierwszych sekund. Bo to właśnie śpiew Nowackiej stanowi główną wartość wydawnictwa. To, co wcześniej mi wielokrotnie nie pasowało, na WIDT nabiera jakości, osiągając pełen wydźwięk.

„Bogurodzica”, materiał wręcz idealny na Światowe Dni Młodzieży, podbija złowrogą aurę niepewności, jaka bije praktycznie z każdego nagrania duetu. Dziewczyny dorzuciły tu dużo pogłosu, na który nachodzi czysty śpiew Antoniny. Gdzieniegdzie w tle przenikają tajemnicze szumy, które to raz rosną, to opadają. Ciekawie narracja rozwija się wraz z wyciągniętymi partiami wokalu i agresywnie penetrującymi świadomość syntezatorami. Niepokój, niepewność, jakiś taki powiew niebezpieczeństwa potęgują wizualizacje Bogumiły, nabierające coraz dziwniejsze kształty i barwy.

Hipnotyzuje też „Sole Thithu”, gdzie Piotrowska swoimi wzorami narzuca skojarzenia z Akirą i wybuchami atomowymi. Te generowane fale w parze z bąbelkowymi odgłosami czającymi się i rosnącymi w akompaniamencie delikatnego, szamańskiego i wyśpiewywanego jak mantra jednego motywu Antoniny powodują z jednej strony psychodeliczny chaos, z drugiej zaś niejako usypiają. Fajnie, naprawdę fajnie postarała się Bogumiła, tworząc obrazy śnieżno-telewizyjne, wymagające i wzbudzające skupienie. Można poczuć się jak w transie. Lub jakiejś jego formie.

„Bardo”, singiel – nazwijmy ten utwór w ten sposób – promujący WIDT, to jednocześnie, niestety, najsłabsza pozycja płyty. Chociaż nerwowy, niepokojący wręcz rytm, szybki i tajemniczy jednocześnie, naprawdę wpada w ucho, to jodłujący śpiew Antoniny przypomina mi, dlaczego sceptycznie podchodziłem do wcześniejszych dokonań duetu. Ale jest też „Bharpa”, która nadrabia wcześniejsze ubytki. Trochę to podobne do ANRS, czyli projektu Antoniny Nowackiej i Roberta Skrzyńskiego, czyli i kosmicznie, i kapkę idące w ambitne, minimalistyczne techno. A Bogumiła? Znów znakomicie, tworząc chaotyczne formy i kształty, impulsywnie mijające przed oczami, pozostawiając w pamięci prawdziwy rozgardiasz. „Joleusę” pominę (romb przypomina zawieszające się w latach dziewięćdziesiątych kasety wideo, które – ledwo co wypożyczone – padały zaraz przy intrze), zaznaczając tylko, że utwór równie dobrze mógłby znaleźć się na ANRS, a znowu pochwalę za „aijalę”. Słodkie gwiezdne synthy i usypiający śpiew Antoniny, a także i mieniące się różnymi kolorami trójkąty, zamykają płytę, podkreślając poziom wydawnictwa.

Bo że to dobry album pełen mrocznych, być może i apokaliptycznych melodii i równie klaustrofobicznych śpiewów, nie zapominając o tych rozstrojonych, być może także doprowadzających w większych ilościach do padaczki wizualizacjach. Słuchać głośno, oglądać na dużym rzutniku, na późną noc materiał jak znalazł.

 

A JAK OCENIAMY?
7.5FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: