Folkowo i z zaangażowaniem o kilku istotnych sprawach. Przesłuchujemy czwarty studyjny album, który nagrała Jesca Hoop, songwriterka z Kalifornii.


AUTOR: Jesca Hoop
TYTUŁ: Memories Are Now
WYTWÓRNIA: Sub Pop
WYDANE: 10 lutego 2017


Ileż to powstało już piosenek i całych albumów stojących w opozycji do postawy nieustannego bycia „online”. Tęsknota za prostotą, naturą i wezwanie do większej kontroli nad własnym czasem, a tym samym i życiem przejawiało się w twórczości Laury Veirs, Lou Rhodes, czy ostatnio Julii Holter. Do grona współczesnych, folkowych buntowniczek dołącza ze swoim czwartym studyjnym albumem i z głosem charyzmatycznym jak jeszcze nigdy przedtem Jesca Hoop. Memories Are Now to płyta zaangażowana w teraźniejszość, zahaczająca o kontekst polityczny i będąca próbą gloryfikowania krótkich chwil mających szansę stać się wspomnieniami na zawsze. To wreszcie materiał dziki, w wielu miejscach wykrzyczany i zaakcentowany indywidualnością.

Centralnym punktem nowego albumu Hoop stała się wyjątkowo zgrabna melodycznie satyra na skomputeryzowaną rzeczywistość, zatytułowana „Animal Kingdom Chaotic”. Obok ekspresywnej gitary i jak mantra powtarzanych słów: „Computer says no”, a następnie „Take back control”, w tle przewijają się mocno wyeksponowane odgłosy uderzanych klawiszy starej maszyny do pisania. Stylowy żart, czy może próba konsekwentnego dyskredytowania bezdusznej klawiatury komputera, tak delikatnie i przyjemnie brzmiącej? Bez względu na intencję autorki, to najbardziej wyrazisty moment na „Memories”.

Trudno nie doszukiwać się bezpośrednich wpływów wcześniejszej współpracy Amerykanki z folkowym wyjadaczem Samem Beamem. Wspólne dzieło kalifornijskiej songwriterki z sympatycznym brodaczem, choć skręcało w kierunkach przyjemnie i lekko ckliwych, to z całą pewnością pozostawiło w niej spore pokłady pewności siebie. Sięgając do wywiadów z okolic premiery krążka The House That Jack Built, możemy dowiedzieć się, że Jesca wciąż walczy z bardzo skrywanym, wewnętrznym kryzysem tożsamości, który utrudnia jej napisanie solidnego pakietu spójnych piosenek. Dłuższa przerwa od pisania materiału na kolejny solowy album, nagrywanie duetów i przekroczenie mentalnie trudnej „czterdziestki” wreszcie przyniosło interesujące efekty.

Spinaczem dla dziewięciu z pozoru różnorodnych historii jest przekroczenie pewnej granicy lirycznego zaangażowania. Muzycznie nowe dzieło kalifornijki zasługiwałoby na dobrą ocenę, ale w połączeniu z warstwą tekstową zyskuje znacznie więcej. Okazuje się, że dobrze zaaranżowany folk z dominującą rolą gitary i wielowymiarowych wokali może się wyróżniać, nawet jeśli nie towarzyszy mu odgórnie narzucony konceptualny porządek.          

A JAK OCENIAMY?
charyzmatyczne wokalezaangażowane tekstyintymny charakter i głębia w „The Coming”
8FYHOWA OCENA

Komentarze

komentarze