Kwintet SUOVA właśnie zadebiutował albumem Somewhere in the Middle. Cztery dni po premierze zespół opowiada o płycie, rozkładając ją na czynniki pierwsze.

„WARLORDS”

Arcadius Mauritz: „Warlords” to jeden z tych numerów, które często i gęsto ewoluują, mimo że sam w sobie ma bardzo prostą strukturę. Ciekawostką może być to, że w oryginalnej wersji tej, umówmy się, niesymetrycznej kompozycji była jeszcze wstawka w 6/8. Po burzliwych naradach zdecydowaliśmy się ten nietypowy element jednak usunąć, a kompozycję wzbogacić o „kosmiczne” intro.

Artur Pruziński: To utwór otwierający album, subtelnie wprowadza słuchacza w klimat pop-jazzowo-funkowych brzmień. Na koncertach spodziewajcie się zwalającej z nóg solówki naszego trębacza Rafała Dubickiego.

„LET IT HAPPEN”

AM: „Let It Happen” to jeden z 3 numerów na naszej płycie, z których jestem szczególnie dumny. Poczynając od przesmacznego solo trąbki ze spektakularnym laybackiem, przez old schoolowe brzmienie gitary, aż po przyprawiające o ciary chórkowe harmonie w wykonaniu Kasi Kate Rościńskiej i naszej Martyny. Osobiście uwielbiam soczyste i oniryczne intro, a w nim pobrzękujące didgeridoo nagrane przez perkusistę Pawła Nowaka.

AP: To drugi singiel z płyty. Ciepłe brzmienie gitary i „amerykańskie” chórki dodają mu soulowej smakowitości.

„BLACK ROSES”

AM: „Black Roses” to najciemniejszy emocjonalnie utwór na całej płycie. W fazie komponowania jeszcze miał zupełnie inny charakter – przypominający mieszankę jazzowej ballady z orientalnymi naleciałościami. Ostatecznie zaaranżowaliśmy go w dużo lżejszym gatunkowo sznycie. Jak mówi Martyna, „Black Roses” to dla niej najbardziej osobista piosenka, której tekst bez owijania w bawełnę odnosi się do jej własnych doświadczeń. Na etapie nagrań postanowiliśmy dodać do aranżacji gitarę (w wykonaniu Artura Łukasiewicza), która w zdecydowany sposób nadała tej piosence bardziej soulowy wyraz.

„KOŁYSANKA DLA ŚWIERSZCZY”

AM: „Kołysanka” prawie w całości powstała na jednej z prób. To ważny punkt na mapie twórczości zespołu. Martyna Zając (wokalistka) uparcie twierdziła, że będzie pisać teksty i śpiewać tylko w języku angielskim… aż przyszedł taki dzień, że dała się przekonać – tak naprawdę wystarczyło kilka komplementów na zachętę od męskiej części zespołu. Efekt: singiel promujący płytę, namiastka polskości na naszej „globalnej” płycie. Niewątpliwej magii dodają eteryczne backing vocals nagrane przez Kasię Kate Rościńską oraz ciemne i głębokie brzmienie flugelhorna w wykonaniu Rafała Dubickiego.

„NIGHT TRAIN TO WARSAW”

AM: „Nocny pociąg do Warszawy” to kompozycja u swoich podstaw bardzo prosta. Niemniej powstała na etapie, kiedy spędzałem wiele godzin nad rozwijaniem swojej wiedzy o harmonii i akordyce. Ciekawostką może być fakt, że tonacja w tym utworze dość nieobliczanie zmienia się z durowej w molową, prowadząc do rytmicznie i melodycznie nieoczywistego rozwiązania, ozdobionego etnicznym tematem w unisono trąbki z wokalem.

„CLOUDS LIKE TREES”

AM: „Clouds like trees” należy do owej świętej trójcy utworów, które cenię szczególnie. Jest to również utwór, który skomponowałem jako pierwszy (pod koniec 2015), zanim jeszcze SUOVA powstało. Wielokrotnie ewoluował, ostatecznie jego nieoczywiste nawiązania etniczne, gdzieś w oddali popiskujące leśne ptaki (Mashtal – dziękujemy!), ciepłe dzwonki i djembe (Damian Całka – you`re the man!), rozbudowane partie „wiejskich bab” tak celnie i charakternie zaśpiewane przez Kasię Kate Rościńską, tworzą unikatowy pejzaż dźwięków, w których towarzystwie z uśmiechem na ustach przywitałem wiele poranków.

AP: Z cyklu wylał kawę na gitarę… gdy usłyszał finalne nagranie. Rzecz jasna z wrażenia. Utwór, który sprowokował zespół do twórczej dyskusji na temat, co jest fajne, a co nie w muzyce. Pracowaliśmy nad nim najdłużej, ale warto było. A basista ma nowe wiosło – o znacznej mocy i z zacnym rodowodem.

„NOT OVER YET”

AM: W moim odczuciu jeden z najbardziej eklektycznych numerów na naszej płycie. Również powstał w zaciszu mojego domu, zanim jeszcze pomyślałem o tym, by założyć zespół. Muzycznie to jeden z najbardziej skomplikowanych (dla nas) utworów do zagrania. Liczne triole, główny temat okraszony alteracjami i pauzami – były dla nas nie lada wyzwaniem do opanowania. Szczególnym „smaczkiem” w tym utworze jest środkowa, dość alternatywna część, wzbogacona o efekt „telefonu” na wokalu Martyny i „jęczące” przygrywki trąbki Rafała. Całość okraszona nowocześnie brzmiącymi padami plasuje się gdzieś pomiędzy jazzem, popem i indie.

AP: „Tina Turner” – do tej pory w zespole figuruje robocza nazwa tego numeru. Dlaczego? Zachęcamy do wysłuchania i gry w skojarzenia.

„PILGRIM”

AM: Najdłuższa i najbardziej rozbudowana formalnie kompozycja. Nagrania partii bębnów oraz wszystkich synthów, które pojawiają się w tym utworze (pod koniec), były sporym wyzwaniem. Ostateczny kształt „Pilgrima” wyrósł z kreatywnej edycji nagranych przez nas partii. Lubię tempo, w jakim z tej w sumie prostej piosenki wyrasta z czasem szeroki pejzaż pełen przestrzeni i masywności, a delikatny phaser na wokalu podnosi „temperaturę”. Polecam ten kawałek do jazdy samochodem. Zwłaszcza nocą.

AP: Utwór zamykający album. Sekwencja końcowa „Pilgrima” to popis gry na skrzypcach elektrycznych Roberta Seniuty – zdolnego skrzypka młodego pokolenia, który zaszczycił nas gościnnym występem. Robertowi wróżymy dużą karierę. Intuicja podpowiada, że to nie jest jego pierwszy i ostatni „wykon” z zespołem SUOVA. 


AUTOR: SUOVA
TYTUŁ: Somewhere In The Middle
WYTWÓRNIA: SUOVA 2018
WYDANE: 2 lutego 2018 (2.02.2018)


 

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: