Dziś ukazuje się Between Our Hearts, nowe wydawnictwo łódzkiego Futurelight. O czym jest licząca zaledwie trzy kawałki epka? Tego dowiecie się z lektury Czynników pierwszych, które specjalnie dla FYH przygotował Arkadiusz Błaszczyk.

„BACK TO YOU”

Mieliście kiedyś taki moment w życiu, że wszystko po kolei waliło się jak domino? Brak czasu na sen, a co dopiero na życie? Znienawidzona praca, niezadowoleni bliscy i przyjaciele. Żyłem w takim pośpiechu przez prawie rok. To, co najbardziej mnie męczyło, to moje problemy z obecnością na próbach i opóźnianie pisania nowego materiału. Czułem, że przez codzienne problemy nie mogę pomóc sobie i zespołowi, by ruszyć mocno do przodu. Co więcej, miałem wrażenie, że następuje mocny regres w tym co robię – nie mam takich przemyśleń jak dawniej i wykonuję wszystko na 50%.

W skrócie, moje życie zaczynało sprowadzać się do szablonu: śpij-pracuj-jedz. Zazwyczaj teksty piszę pod wpływem dużych emocji i tak też było teraz. Wbrew wrażeniu, jakie słuchacze mogą odnieść, słowa wcale nie mówią o miłości, ani nie są kierowane do dziewczyny. Słowa pisałem do siebie, o sobie samym. Efektu, możecie posłuchać w utworze otwierającym epkę.

Interesująca była droga do nagrania warstwy instrumentalnej. Zanim „Back To You” nabrało ostatecznego kształtu, przeszło kilka metamorfoz. Początkowo miała być to zwiewna, lekka ballada, ale czuliśmy, że słowa muszą być podkreślone mocniejszą muzyką. Wiele dało eksperymentowanie na MicroKorgu, który zawsze potrafił nas zaskoczyć jakością i szerokim spectrum brzmień. Próby były ciekawe. Tuż przed wejściem do studia singiel brzmiał jak mix muzyki dance z bitem inspirowanym kawałkiem Muse, „Knights of Cydonia” i soundu… spod ręki Scootera. Ostatecznie, w trakcie nagrań, jedno przypadkowe skręcenie sustainu doprowadziło do takiej wersji, jaką znamy. Postawiliśmy także na melodyjny refren, który stworzyliśmy razem z Adrianem, podkreślony mocnym basem granym przez Roberta. Adam uspokoił nieco beat i dopiero wtedy byliśmy zadowoleni z tego, co udało się stworzyć. Efekt usatysfakcjonował nas na tyle, że wybraliśmy „Back To You” jako singiel promujący epkę.

Prawdziwym wyzwaniem był teledysk. Reżyser Michał Bernaś postawił poprzeczkę wysoko, jeśli chodzi o kwestię organizacji i logistyki. Na nagrania mieliśmy tylko jedną niedzielę, a plan filmowy był wyznaczony na pływalni w Rzeszowie, gdzie odbywają się treningi skoków do wody. Na miejscu okazało się, że jednym z aktorów będzie Andrzej Rzeszutek, który był o krok od olimpiady w Rio de Janeiro, jednakże, jak to bywa w naszym kraju, przepisy były niedoprecyzowane i ostatecznie nie udało mu się zakwalifikować. Same nagrania były intensywne i trwały od wieczora do samego rana. Bite 11 godzin w obiekcie, w którym ze względu na komfort skoczków panowała tropikalna atmosfera – wilgoć i 30 stopni w powietrzu. Wytrzymaliśmy. Skończyliśmy dopiero, gdy zaczęło wschodzić słońce. Jednak do dziś zastanawiam się, jakim cudem udało się nam, wrócić od razu po nagraniach do Łodzi.

„RUSH LOVE”

Uczucia mogą być wielkie, ale co z tego, gdy na przeszkodzie ciągle staje ktoś, by je zniszczyć. „Rush Love” inspirowany jest wydarzeniami z mojego życia, z czasów, gdy nic nie układało się tak jak powinno. Niesie prosty przekaz, że czasami trzeba postawić wszystko na jedną kartę, by uratować to, co się ma. Początkowo nie mieliśmy serca z zespołem do tego utworu, mimo że od samego początku kompozycja była dobra i nie było potrzeby wprowadzać do niej zmian. Nadal można powiedzieć, że to co słyszymy na Between Our Hearts, to wciąż ta sama wersja utworu, który ułożyliśmy dobry kawał czasu temu. Widocznie musieliśmy do tego utworu dojrzeć, bo obecnie to jeden z naszych ulubionych kawałków na setliście koncertowej.

Z „Rush Love” zaczerpnęliśmy pomysł na tytuł epki. Upamiętniliśmy przy tym partię chórków, która początkowo była śpiewana przez nas w pierwszej zwrotce, ale ostatecznie po długiej dyskusji w studio nie zmieściła się w nagraniu. Postanowiliśmy z niej nie rezygnować w wersji koncertowej, więc fani, którzy przyjdą nas posłuchać na żywo, mogą być zaskoczeni.

Od czasu sesji w studio jedna rzecz ciągle nie daje mi spokoju. Przy nagrywaniu wokali okazało się, że na jednym, krótkim fragmencie brzmię jak Brian Molko. Teraz, za każdym razem słuchając „Rush Love”, mam go ciągle przed oczami. Nie powiem, bym szczególnie się z tego cieszył. Przynajmniej wiem już, skąd się biorą porównania naszego zespołu do Placebo.

„WIRE”

Nie zawsze utwór musi być o ludziach czy uczuciach. Nie zawsze też inspiracja do napisania tekstu musi być głęboka i porywająca. Pomysł na „Wire” zaczął się od zwyczajnego kroku, w nadzwyczaj niewłaściwym momencie. Robert, zaledwie kilka dni wcześniej, zakupił nowa klawiaturę sterującą, co otwierało nowe możliwości na wprowadzenie świeżego, elektronicznego brzmienia i poszerzenia instrumentarium na koncertach. Radość z zakupu nie trwała długo. Zawsze miałem szczęście do popsucia czegoś w najmniej oczekiwanym momencie. Graliśmy wówczas w starej sali prób, w której było dość ciasno i w trakcie przemieszczania się pomiędzy sprzętami nadepnąłem na kabel zasilający na tyle niefortunnie, że uszkodziłem wejście USB i klawiatura przestała dawać znaki życia.

Głupia sytuacja, o której dawno zapomnieliśmy sprawiła, że na drugi dzień usiadłem do pisania tekstu. Starałem się oddać emocje, tak by opisać sytuację dosłownie, jednocześnie nadając słowom głębszy sens tak, by każdy mógł odczytać go na swój sposób. To przecież ludzka rzecz „nadepnąć na niewłaściwy kabel”.

***

AUTOR: Futurelight
WYTWÓRNIA: ProNet Records

WYDANE: 25 lipca 2016
INFORMACJE O ALBUMIE

Komentarze

komentarze