Kojarzycie film Wtorek po świętach? Nie? To źle, bardzo źle. Nadróbcie zaległości filmowe, a wcześniej spróbujcie zgarnąć paczkę ufundowaną przez Seayou Records.

Udział Seayou Records w naszej grudniowej akcji konkursowej to już tradycja. Austriackiej wytwórni tak naprawdę nie powinniśmy tutaj przedstawiać, bo robiliśmy to już kilka razy. Corocznie pojawia się jednak jeden malutki problem – zmienia i powiększa się katalog labelu Iliasa Dahimène i Floriana Badgera, a powiększa się o albumy różnorodne stylistycznie.

Bo Seayou Records bardzo ciężko zaszufladkować. Wystarczy przejrzeć dostępne wydawnictwa, by się przekonać, o jak szerokim wachlarzu muzycznych zainteresowań mówimy w przypadku wiedeńskiej oficyny. Główną płaszczyznę stanowi w większości awangardowy pop lub pop parkietowy z lat osiemdziesiątych, ale folkowy singer/songwriting czy indie oraz po prostu różna elektronika nie będą nikogo dziwić. Tak jak nie była zaskoczeniem twerkowa epka Japanther sprzed trzech lat.

W tym roku Seayou przeprowadzili prawdziwą ofensywę wydawniczą z kilkoma świetnymi strzałami, choć wisienką na torcie był singiel. „Jennifer” to zapowiedź nadchodzącego w styczniu albumu Thieves Like Us (premier za równy miesiąc). A co znalazło się w naszej poświątecznej skarpecie pełnej muzycznych prezentów?

Mynth w ubiegłym roku nagrali minialbum Polar Night, a w tym rodzeństwo Giovanna i Mario Fartacek postanowili pójść za ciosem i wypuścili długograja Plaat II. Muzycznie płyta niewiele różni się od epki, bo duet z Salzburga cały czas oscyluje wokół eterycznego i intymnego elektropopu i syntezatorowych smutnych melodii. Coś dla fanów Chvrches, M83 i Chromatics.

Z synthpopu przeskakujemy do po prostu popu, bo Erin Costello nagrała nową płytę. Down Below The Status Quo kanadyjskiej artystki to standardowo pop wymieszany z soulem i białym rhythm&bluesem. Barwa głosu Costello cały czas powala swoją siłą, a na albumie Kanadyjka podkreśla swoje aranżacyjne umiejętności. No i to w końcu pierwsze wydawnictwo, które ukazuje się w prawdziwym labelu, a nie sumptem Erin.

Noa Ben Gur opuściła jakiś czas temu Nowy Jork, w którym po wyjeździe z Izraela się wychowywała, i zdecydowała się na uroczy Wiedeń. Playing Savage wpisuje się tym samym w grono artystów, którzy życie w wielkim świecie porzucają na rzecz stolicy Austrii i wiążą się tym samym na Seayou Records. Wild, jak w tytule, to dzika płyta z pogranicza nu disco, oldschoolowego popu i r&b z gitarowymi solówkami w tle. Trochę też wyłapać na Wild można muzyki filmowej, na przykład z motywami z Jamesa Bonda, trochę też soili jak u Amy Winehouse. Ciekawostka – kiedy Noa jeszcze nie nagrała albumu w Seayou, miała już zabookowany bilet na powrót do Stanów, ale wtedy poznała się z ludźmi z wytwórni i tym sposobem przepadł jej lot. Chyba nie musi żałować decyzji.

Seks, dragi i rokenrol – tę dewizę spokojnie można by było przypisać The Crispies, tegorocznym debiutantom z Wiednia. Grają post-punk, stoner i po prostu garażowego rocka. W inspiracjach można się doszukać i QOTSA (w starym wydaniu), i Franz Ferdinand, i pewnie też Arctic Monkeys. Przesterów sporo – w instrumentach i na wokalu, chwytliwe melodie, zadziorne riffy. Powiew San Francisco czy innego Seattle na Death Row Kids gwarantowany. Naprawdę.

Granicę między prawdą a fikcją ciężko momentami wyłapać na Sad Moon Rising Black Palms Orchestra. Nowy projekt Christiana Fuchsa to wieczne igraszki z patosem. Czasem kicz, czasem melodie wręcz perfekcyjne, momentami pełne radości kompozycje, które po chwili przechodzą w pełne smutku utwory. Płytę austriacka prasa okrzyknęła soundtrackiem dla miejskich romantyków i jest to trafne określenie. Gospelowy folk spod znaku Edward Sharpe & Magnetic Zeros miesza się z noir popem.

I na koniec nie z Seayou Records ale odnogi wytwórni, Problembär Records. Kidcat Lo-Fi, o której już tutaj pisaliśmy przy okazji premiery The Wet Album, wydała w tym roku nowy album. Trochę popowy, trochę indierockowy w songwriterskim stylu. Od czasu debiutu w 2013 roku wiedeńska piosenkarka stała się tak jakby austriackim bardem opisującym wiedeńską rzeczywistość swoich rówieśników. Teksty stanowia dla Katrin Wieser priorytet, ale to muzyka zagnieżdża się w głowie od pierwszego taktu. To melodie, które nuci się zaraz po wstępnym wysłuchaniu. Chcecie poznać Kidcat Lo-Fi? Nie ma nic prostszego, bo…

***

…bo choć już po Płytowym Grudniu, to cały czas jednak mamy rok 2016 i cały czas trwa grudzień. Dlatego nasz specjalny adres plytowygrudzien@fyh.com.pl jest nadal aktualny. Wyślijcie nam mejla, a w tytule musicie napisać „Wtorek po świętach: nazwa wytwórni, której płyty rozdajemy” (w tym wypadku „Wtorek po świętach: Seayou Records”). A w treści maila musicie odpowiedzieć na proste pytanie: „Jaki jest Wasz ulubiony świąteczny film?” (tak, to cholernie trudne pytanie).

Skoro jest 27 grudnia, to do końca roku zostało jeszcze kilka dni. Wysyłajcie do nas mejle do ostatnich chwil 2016 roku. Konkurs rozwiążemy 1 stycznia, jak wstaniemy.

AKTUALIZACJA:

Pakiet płyt, a raczej pakiety, bo podzieliliśmy albumy na dwie paczki, lecą do Katarzyny Tarachulskiej i Grzegorza Więchowskiego.

Komentarze

komentarze