Przeczesuję dalej program tegorocznej Primavery i wybieram listę zespołów, na które warto się wybrać. Tym razem żadne klasyki, ale potencjalnie olśniewające nowości.

The Handclappers

Sukcesu Chk Chk Chk może nie powtórzą, ale korzystają z dobrego wzorca. Dwie epki, które można znaleźć w sieci, bardzo przypominają mi początki nowojorskiej grupy: prosty rytm, funkujący bas i seksowne, taneczne melodie. Bardzo trudno znaleźć o nich informacje – poza tym, że są z Barcelony i że „You’ll sweat, we promise” (dokładnie to, czego !!! nigdy nie obiecywali, ale co wokalista aż nadto prezentował z wysokości sceny, często ku grozie pierwszych rzędów), i że grają razem od 2011 roku. Kto lubi klimaty !!! i dobre bansy przy soczystym basie, ma szansę odkryć kolejny zespół do swojej kolekcji. Bardzo liczę na to, że będą na żywo równie cudowni, jak Chk Chk Chk, których obserwowałam od początku, jak wspinali się z kameralnych koncertów w Hard Rock Cafe w Warszawie, przez spore wydarzenia w paryskim Moulin Rouge, aż wreszcie zagrali na głównej scenie na Primaverze. No, ale oni w pewnym sensie wymyślili ten gatunek.

Jessy Lanza

Tu z kolei mamy do czynienia z Junior Boys, jednoosobowym i w spódnicy (skojarzenie oczywiste, po którym mam tylko grube potwierdzenie w postaci ich obecnej wspólnej trasy koncertowej). Dziewczyna pochodzi z Kanady, podobnie jak dziesiątki innych doskonałych przykładów współczesnej alternatywy i wspomniani Junior Boys – i została już obwołana przez Guardiana nadzieją nowego soulu. Wyobraźcie sobie subtelność synthpopu Junior Boys i wokal raz brzmiący jak efemeryczna iamamiwhoami, a czasem jak ekspresyjna, mocna Grimes. To całkiem przyjemna kombinacja, co?

Jej talent uznali Resident Advisor (4 album 2013 roku w rankingu) czy Polaris Prize, do której nominowano jej album Pull My Hair Back. Jessy szykuje właśnie nową płytę nakładem Hyperdub. Bardzo ciekawa jestem, co z tego wyjdzie – pierwszy singiel sugeruje trybalną prostotę, dziwne vocodery i pójście w stronę czegoś, co nazwałabym eksperymentalnym r’n’b. I trzymam za ten występ kciuki, niech leje się pot.

Empress Of

Nowojorska artystka z hiszpańsko-honduraskimi korzeniami, urodzona w Los Angeles. Weszła na scenę z całkiem nowatorskim projektem – wypuściła do sieci kilka anonimowych kolor-minut w 2012 roku, które zdobyły jej pierwszą publiczność. A potem pojechała w trasy z tuzami elektropopu, soulu i okolic, w których sama się porusza – z Kimbrą, Jungle i Florence. Nagrywa w obu językach, i w obu brzmi świetnie. Empress Of zadowoli fanów nowoczesnego elektronicznego popu – bywa, jak w „Tristeza”, rokokowa i wzniosła, z loopującymi wokalizami i syntezatorami a’la organy zdobiącymi kompozycję, ale też dreampopowa, idąca w rozmarzone przestery i delaye, jak w „Don’t Tell Me”. To może być kolejny bardzo przyjemny koncert.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: