The Black Water Panic Project zbliżają się do wydania najnowszego albumu Bats: Melodies and Lullabies for Samal. Tym razem nie jako zespół, a solowy projekt Nightmare Animal, który dla FYH opowiada o nadchodzącej płycie.

Płycie, która powstawała długo i w różnych lokalizacjach. Nightmare Animal tworzył utwory, podróżując na linii Skinbusters Dortmund – Berlin Hauptbahnhoff- TheBWPP Zielona Góra – Gagarin Warszawa. Rozlegle i światowo, więc musi być ciekawie. A że tak jest, to przekonacie się z lektury czynników pierwszych.

„FIRST BAT”

Zaczyna się ciężko, mocno skompresowany i beatcrashowany riff na gitarze uderza brutalnością rozrzuconą po panoramie, żeby zaraz potem przejść w delikatną i wysublimowaną melodię graną na syntetycznych dzwoneczkach. W tle syki maszyn i lead, który krąży w kółko po to, żeby ustąpić miejsca wyraźnej linii sekcji rytmicznej i wzlecieć z nią w nocne niebo pierwszego utworu.

„Miłość to dzikie zwierzę”, jak śpiewał Till Lindemann. Pierwszy nietoperz, który pojawia się na płycie leci spokojnie w ciemność, solo gitarowe kończące ten utwór rozlewa się w odgłosach echolokacyjnych, charakterystycznym ćwierkaniu, które płynie wprost z elektronicznej przestrzeni syntezy dźwięku.

„BAT BEFORE TOMORROW, BEFORE WE DIE”

Drugi nietoperz na tej płycie przelatuje nisko nad taflą czarnej wody, w której Nightmare Animal zanurza się co wieczór, żeby zasnąć. Krąży i wdzięczy się zdistortowanym basem i syntetycznym leadem, przed płynnym, statycznym lustrem równomiernego beatu, wiedząc, że koniec może nadejść w każdej chwili. Nietoperz, który odwiedził ciemne miejsce spoczynku, wpadł na chwilę, to tylko skromna wizyta przed jutrem, w którym może zdarzyć się wszystko. Dosłownie. Zsamplowany i przetransponowany o oktawę echolokacyjny świergot nie brzmi już tak słodko, odkąd zwierzę zaczęło śnić o innym, bardziej koszmarnym zwierzęciu.

„BAT THAT FLEW THROUGH THE WINDOW THE OTHER NIGHT AND STAYED”

Wszechobecne dzwoneczki, wyraźny gitarowy riff, perkusjonalia składające się z nawarstwionych i przepuszczonych przez filtry uderzeń metalu o metal, elektroniczny nietoperz numer trzy wie, że przeleciał przez okno do pokoju, w którym śpi Samal, żeby zostać, pojawia się i znika z czarnym trzepotem błoniastych skrzydeł, jego oczy to zielone światełka dostępności na czacie, krąży wokół telefonu, jest każdym powiadomieniem o otrzymanej wiadomości i przyspieszonym biciem serca i każdą tworzącą się pod palcami melodią wydobywaną z różnych instrumentów.

„BAT IN A GOLDEN CAGE”

Ten nietoperz siedzi w otwartej, złotej klatce, wie, gdzie jest jego miejsce, przeszedł pozytywnie przez biurokratyczną weryfikację, wypełnił wszystkie druki i papiery, zaplanował wszystko dokładnie. Za każdym razem, kiedy musiałem się zmagać z urzędowym bełkotem, siadałem potem do tego utworu i bawiłem się jego składnikami, dopóki całość nie brzmiała jak pięć środkowych palców na jednej ręce wymierzonych w chore przepisy i czasy oczekiwania w urzędach. Tylko u nas: zamiast trzech miesięcy oczekiwania (bo tyle ma dany urząd na odpowiedź, a jest to zawarte w przepisach i paragrafach, na których straży stoi przecież) trzeba czekać rok, bo kierowcy ciężarówek zza naszej wschodniej granicy mają priorytet obsługi.

„BAT THAT LIVED ABOVE THE ALTAR”

Muzyczny pejzaż, w którym starałem się wyjaśnić Samal specyfikę naszego kraju zdominowanego przez mocno religijne podejście do rzeczywistości. W piosence pojawia się fragment niedzielnego kazania, niewyraźny bełkot olśnienia „Ja wtedy się dowiedziałem, że mam być”. Mroczna gitara rytmiczna i ostra solówka, która towarzyszy słowom kapłana jest niesiona w słabnące powoli dźwięki końcówki utworu na skrzydłach nietoperza, który mieszkał nad ołtarzem.  

„BAT EX CATHEDRA”

Ex cathedra – łaciński zwrot, opracowany przez średniowieczną teologię scholastyczną, który dosłownie oznacza „z katedry”. Wskazuje on na sytuację, gdy papież, zgodnie z doktryną katolicką, wypowiada się w sposób nieomylny, który nie podlega dyskusji. Tak podpowiada Wikipedia.

Piosenka zaczyna się zawodzeniem płynącym z wielu syntetycznych, nietoperzych pyszczków.

Samplowane kazanie kapłana raz po raz pojawia się w utworze w towarzyszeniu molowej, klawiszowej melodii, wyróżniającej się na tle ciężkich gitar. Ksiądz mówi, o słowach Papieża, który nakazuje życie oparte na pięknych ponadczasowych ideałach miłości. Jak jest w praktyce, wie każdy, kto miał do czynienia z tą instytucją. 

„Ja do dziś mam w pamięci, jak (Papież) przemawiał”, „ja DOPIERO wtedy dowiedziałem się, że na tej drodze osoby duchownej mam być człowiekiem sumienia opartym na Prawie Bożym i Przykazaniach Bożych”.

Jeżeli DOPIERO wtedy ktoś, kto został wyświęcony po wieloletniej nauce w seminarium dowiaduje się o takich sprawach, jest to po prostu smutne. Przypominam, że wszystkie te materiały pochodzą z paczek sampli Warszawskie Brzmienia. Nie biegałem po kościołach, żeby natrafić na pasujący do piosenki moment. 

Często rozmawiamy z Samal na temat kraju, w którym teraz żyje i muszę jej wyjaśniać, dlaczego to wszystko jest takie dziwne i dlaczego wszyscy tu są tak „zimni”.

„SEVENTH BAT”

Chyba najbardziej magiczny kawałek na całej płycie, delikatna i oniryczna ballada z dużym, ostrym pazurem w postaci wyłaniającego się nagle gitarowego solo. Siódmy nietoperz, baśniowe, majestatyczne stworzenie, które przynosi szczęście wszystkim mrocznym istotom, dla których Noc nie jest ucieczką albo czymś, co trzeba przeczekać w ukryciu, ale domem. Polecany podkład do romantycznych kolacji przy świecach w towarzystwie butelki dobrego wina.

„CITY’S NIGHT SKY”

Kołysanka z mocno wyraźną linią basu ukręconą na Moogu, brzmienie megacharakterystyczne dla tego instrumentu. Sekcja rytmiczna znów stworzona z warstw uderzeń metalu o metal pomieszanych z syntetycznymi dźwiękami z Euroracka. Powolna przejażdżka nocnymi ulicami Warszawy, pełno tu odgłosów ulic latem, dźwięku samochodów, rozmów ludzi, z których nagle wyłania się rytm i muzyka, która przenosi słuchacza do świata Nocnego Nieba nad Miastem widzianego nietoperzymi oczami, w spokojny lot i rozkoszowanie się przestrzenią i muzyką.

Dziewiąta kompozycja na tym albumie to spokojnie sącząca się z głośników ciemność z namalowanym krwią uśmiechem na nietoperzym pyszczku. To mały wampir, który szuka bezpiecznej kryjówki po skonsumowaniu posiłku, szalony fragment świadomości Nightmare Animal, który pozwala mu się karmić nocą. Doleci do swego domu, by zakończyć swój żywot z odgryzioną przez Koszmar Zwierzę głową i ozdobić corpse paint swojego właściciela kolejną porcją schnącego szkarłatu. Kto wie, ile już takich stworzeń było?

„BATS BEFORE CARNAGE”

Nietoperze przed Rzezią to zabawa syntezą FM, layeringiem i samplerami, nie braknie tam również doomowo brzmiącej ciężkiej gitary i syntetycznych, nietoperzych świergotów, które przewijają się w ciągle zmieniającym metrum, bo 4/4 ustępuje co chwile miejsca szalonemu walczykowi. Wiszą do góry nogami w swoim bezpiecznym domu nad ołtarzem, wiercąc się niespokojnie, podrywają się co chwile do lotu, bo wiedzą, że zbliża się coś wielkiego i groźnego. Zaczynają walczyć między sobą instynktownie poddenerwowane, na ścianach ich kryjówki raz po raz prześlizguje się złowieszczy, wyposażony w ostre kły i pazury cień, drapieżnik, który się nimi żywi. Całość obrazu tonie w nagle pojawiającym się dźwięku prawdziwych, tybetańskich gongów i bębnów z Ameryki Środkowej, które dograł do utworu Kwazar.

„AMERICAN HORROR BAT”

Ta szalona jazda przez industrialne i elektroniczne brzmienia to obraz po Rzezi dokonanej na nietoperzach przez Nightmare Animal, ostatecznego Nietoperza z Amerykańskiego Horroru, zbryzganego krwią potwora, chodzące zwłoki, które raz po raz podnoszą się z grobu, żeby siać zniszczenie i grozę. Ten Żywy Trup tańczy na zgliszczach bezpiecznej kryjówki i śmieje się, dziko wyjąc do Księżyca.       


AUTOR: The Black Water Panic Project
TYTUŁ: Bats: Melodies and Lullabies for Samal
WYTWÓRNIA: MonseArt Music
WYDANE: 15 września 2017


Komentarze

komentarze