Kilka dni temu ukazał się debiutancki album SYNÓW. Dziś specjalnie dla FYH! Piernikowski i 1988, czyli SYNY w komplecie, postanowili opisać swój Orient, rozkładając go na Czynniki pierwsze. 

O PŁYCIE

Piernikowski: Album Orient powstawał wielofazowo. Długo dochodziliśmy do koncepcji tego wszystkiego – długie rozmowy, bujanie się, jaranie się muzyką i filmami. Kilka razy zaczynaliśmy od początku, zanim doszliśmy do tego, jak ma to wyglądać. Kluczem do Orientu okazał się stary dub, którego zaczęliśmy słuchać non stop. Lee Perry, King Tubby… Ci wariaci wskazali nam drogę nie tylko klimatem, ale też techniką budowania muzyki. Stali się naszymi ikonami. Fascynacja starym dubem zmieniła nas zupełnie. Delay i sprężyna  – obok synthów i Tascama  – to nasze podstawowe narzędzia.

1988 montował w Gdyni bity – zasypał mnie tym bezlitośnie… dostarczał mi pętle, które sobie najczęściej układałem w utwór, dorzucałem głos (bez pisania na kartce – prosto do mikrofonu), jakieś synthy – to posyłałem 1988. On zmieniał te pętle (czasami zupełnie), dorzucał inne rzeczy i wysyłam mi z powrotem. Ja nagrywałem głosy jeszcze raz, nieraz reampowałem całość, dorzucałem jeszcze jakieś synthy i miksowałem finalnie. Po wszystkim posyłaliśmy to do Marka Bihlera z Dreamshelter, który miał za zadanie naszą produkcję wznieść trochę do góry. Zrobił to zajebiście – wielki respekt!

„INTRO”

1988: Samochodowy motyw, przyczajka z okna samochodu, stacja benzynowa. Pięknie wchodzi na początku koncertu. Zrobiłem to w 30 minut i w zasadzie tak zostało do samego końca.

„GONIĘ”

Piernikowski: Bit jest pijany, się buja lewoprawo… trudno to wszystko ogarnąć… 88 dzwoni butelkami z samogonem. Słucham tego i mam filmy, jakieś strzępy nocnych tripów z moimi przyjaciółmi: Murdo, Mati, Marek, Gołąb. Używki domowe to tylko tło – tu się goni sedno.

1988: do tego nie trzeba robić klipu, bo sam tworzy obrazy. Czuję od niego wschód, pewnie przez samogon z Białegostoku i „nas nie dogoniat”, gra skojarzeń robi tu robotę. Czuję też tabakę z Chmielna w nosie.

„HITYKAMIENIE”

Piernikowski: Syny skurwysyny rzuciły we mnie kamieniem, obraziły mnie i moją Matkę, jak jacyś pierdoleni piraci wyłączyły mi radio. Ten numer był na początku chudy i suchy. Powstawały kolejno 4 wersje, coraz grubsze i bardziej mokre. 1988 zaprowadził bit w takie rewiry, że się bałem… Bałem się, że sami go już nie pokumamy. 1988 zgrał na żywca bit, puściliśmy to przez wzmacniacz – 88 to sobie pociął, ja zdubowałem głosy, na końcu dograłem do tego bas i synthy. Syny skurwysyny.

1988: A klip… wstaliśmy przed 4, zebraliśmy się i pojechaliśmy na plażę, to były wakacje, chyba czwartek, dzień meczu Argentyna – Holandia, pojechał z nami nasz człowiek Tomek Hoax, który wszystko nakręcił. Spotkaliśmy podczas kręcenia takiego starszego typa, który podjechał na plażę swoim jeepem i opowiadał, że wschód jest teraz jak w tropikach. Nie wiem, co on tam robił tak wcześnie. Później z Robertem pojechaliśmy do centrum Gdyni, była 6, szwendaliśmy się po mieście jak jakieś dziwaki, wszyscy powoli wstawali, szli do pracy, a my chodziliśmy z piłką i obczajaliśmy miejscówki. Po 7 otworzył się Starbucks, więc zwieńczyliśmy to kawą, ja byłem Messi, Robert – Robben, no na kubkach markerem tak napisali.

„WKURW”

Piernikowski: 1988 zarzucił bit, do którego nagrałem pierwotny wokal przez mikrofon z laptopa. Tak się przyzwyczailiśmy do pierwszej wersji, że nowe nagrywki wokalu mnie drażniły. Piernikowski niech zawsze nagrywa na czysto – nie ma brudnych nagrań – od teraz już zawsze piszę na czysto. „Wkurw” był jednym z pierwszych numerów. Wszystko jest w tekście, a lista wkurwów się wydłuża… To taki proces.

1988: Melodia na końcu została nagrana tak w zasadzie dla bajery w wersji pierwotnej bitu, ale jest tak bezczelna, że musiała zostać.

Piernikowski: W ogóle nagrywki dla bajery często zostają, bo nie ma potem bez nich numeru.

„ORIENT”

Piernikowski: Rzeczy nie są takie oczywiste. SYNY to, SYNY tamto, ale ile w tym prawdy… Możecie tylko gdybać. O co chodzi SYNOM? Potrzebny jest ORIENT. Skąd ten orient w ogóle. Kiedyś narzuciliśmy jako zasłonkę na stół znalezioną przed koncertem taką etnoindyjską chustę. To był początek fascynacji orientem. Potem już tylko olejki i mirra. No i w Rossmanie zawsze jestem złodziejem.

1988: Wyjeżdżamy rano z Brna do Poznania… kontrola, policja. Testy antynarkotykowe wykryły metaamfetaminę (podobno olejek herbaciany to powoduje), zanim się policja zorientowała, to dwa razy krew Robertowi pobierali. Siedział 8 godzin w celi, przetrzepali go całego, przez to nie zdążyliśmy na koncert do Poznania. Nie chcieli go puścić, nie mogli uwierzyć, że jest czysty, a jak usłyszeli, że wcześniej graliśmy na festiwalu w Filharmonii Brno to tylko uśmieszek z niedowierzaniem. To jest lepsze niż akcje w Rossmanie, hehe. Ja ze swoim babyfacekillah design też tam jestem złodziejem. Ten numer jest kluczem. Był jeszcze dłuższy, taki orient express z niego się zrobił przez te dłużyzny.

„BABCIA”

Piernikowski: 88 dał bit z taśmy. Ja byłem kilka dni wcześniej u Babci. To nasz najbardziej społeczny numer. Babcie mają najbardziej hardcore’owo w życiu. Nie ma wątpliwości.

1988: Codziennie jeżdżę autobusem, który przejeżdża przez centrum rehabilitacji i dom starców, średnia wieku w autobusie – 75. Ten numer to ten autobus. Muzycznie podoba mi się, że on brzmi jak na samplach, jak wysamplowany jakiś stary klasyk, nawet nie pamiętam jak go robiłem, głównie synthy z Juno 106, z tego co pamiętam.

„J.O.R.T”

Piernikowski: 88 podrzucił kiedyś bita z takim zajebiście pierdzącym basem. Ja to sobie ułożyłem w utwór pod tekst. Co te SYNY z tym rapem? O co im chodzi? Nie wiedziałem, że za ścianą mam wrogów, którzy tak komentują Synowskie gówno. Jak te chuje to robią? Trzeba to wyłączyć. Kurwa, gdzie są skillsy? Chcesz skillsów? Se włącz transmisję z olimpiady w atletyce lekkiej.

1988: Miałem sąsiadkę, która po dwóch latach, jak się wyprowadzałem z mieszkania, zwróciła mi wkurwiona uwagę, że wszystko jej się trzęsie, że jakieś takie dziwaczne te częstotliwości uskuteczniam.

„STYCZEŃ”

Piernikowski: Intrumental. Zajebista pętla od 1988. Dograłem do tego synthy i puściłem przez wzmacniacz ze sprężyną. Krótkie filmowe gówno.

1988: Jeden z niewielu numerów „na samplach”. Ale przeszedł niezły młyn, choć linia melodyczna do samego końca została taka sama, brzmieniowo nabierał charakteru, no i dogrywka od Syna Piernikowskiego piękna.

„SMUTNYSYN”

Piernikowski: Melancholijne, synowskie gówno. Kiedyś wszystko szło kołami… te ludowe wycinanki, pory roku… bez potrzeby wiecznego rozwoju. Jebać rozwój. SYNY robią triki proste w pętlach, w zgodzie z naszymi starymi Bogami. Noce i dnie, i Cyganów brak na wozach. 88 w ostatniej chwili zmienił zupełnie bit, głosy spokojnie za tym poszły. Sentymentalne synowskie gówno.

1988: Syny się smucą czasem.

„HEAVY”

Piernikowski: Jeździmy na koncerty z ciężkimi walizkami. Tego nie włożysz na półkę w PKP, bo za dużo waży. Tułactwo z tymi manelami to powszedni chleb, a kasy mało.

1988: Kolejny numer na samplu, taki klasyk, ale zdublowałem tu basy, trochę namajdrałem i wyszedł niezły ciężar. Na początku nie lubiłem tego bitu, ostatecznie jest z niego pączek.

„MUTE”

Piernikowski: 88 zajebał instrumentalem.

1988: Filmowy.

„SUPEŁ”

Piernikowski: Nasz chyba pierwszy numer. 88 posłał pętle. Takie jakieś mozolne, neurotyczne. Od razu skojarzyło mi się to z rozwiązywaniem supłów, których nie potrafię rozwiązywać. Wkurwiam się. Sobie te pętle poukładałem, nagrałem wokal, potem dodałem synthy. Pierwszy numer i taki strzał.

1988: No pierwszy numer, nabrałem wiary po nim, że jednak uda nam się nagrać płytę, później szło jak z płatka. No i w zasadzie od samego początku do końca został niemal w niezmienionej formie. Pląsa jak trza.

„JORDAN”

Piernikowski: 88 wariat wali takim instrumentalem, a ludzie na koncertach nie wiedzą, jak się do tego bujać.

1988: AIR JORDAN NIKE 23

„WSR”

Piernikowski: Piernikowski wzywany do domu w ważnych sprawach rodzinnych. Rodzinny biznes, rodzinne sprawy pokoleniowe się toczą kołami. 88 rzucił kiedyś tym bitem. Zapomniałem o nim, a 88 pisał weź zrób coś z nim. Byłem akurat w Świnoujściu w rodzinnej chacie – wszystko się samo ułożyło.

1988: Każdy z nas ma WSR-y, które odciągają od synowskiej roboty.

„UDAR”

Piernikowski: SYNY nie wychodzą z chaty, cisną udarem, robią dziury. Ciukają pady, a kumple się tylko wkurwiają.

1988: Ten bit to tak na prawdę wysamplowany bit z „Wkurwa”, ale później się trochę rozrósł, taki kolaż powstał.

„DIESEL”

Piernikowski: Instrumental w całości ode mnie. DAS EFX, Wu Tang Clan i Lee Perry. Filmowe gówno.

„ZŁE ZNAKI”

Piernikowski: Nieśmiertelna pętla od 88. Mogłaby lecieć cały dzień i się nie nudzi. Trochę pesymistyczna bujanka SYNÓW w terenie.

„CIERPKI”

Piernikowski: Instrumental od 88. Kolejne filmowe gówno.

1988: Jeden z pierwszych, surowy w chuj, od początku do końca taki sam.

„STOJĘ”

Piernikowski: 88 posłał pętlę, którą zrobił w 15 minut. W pół godziny nagrałem tu wokal na brudno i synthy. Potem po czasie chciałem nagrać jeszcze raz, bardziej PRO. Okazało się, że nie potrafię tego zrobić tak samo. Została stara brudna nagrywka. Piernikowski znowu dostał po uszach. Nagrywaj na czysto chłopaku.

1988: Z ciekawostek – ten numer ma takie same tempo i linię melodyczną, co „Złe znaki”, trochę inaczej buja. Piętnastominutowa robota i zostało tak do końca, miał tak chujowe brzmienie, że nie mogliśmy go opanować, ostatecznie jakoś leci. Jak Robert podesłał mi jego nagrywkę, to mnie ścięło. Ten numer i klip to niezły cios w pojebańców, wpisuje się w Orient jak nic.

„ŚWINOUJŚCIE”

Piernikowski: Numer wskoczył na płytę w ostatniej chwili. 88 zapodał zajebisty bit, ja dograłem wokal i synthy na końcu. Numer napisałem w Świnoujściu. Kilka dni wcześniej zatonął na morzu CEMFJORD, a to w Świnoujściu zawsze przypomina Heweliusza i inne smutne tragedie statków. Te historie się błąkają po mieście. Białe bloki to nie bloki mieszkalne – to polferjesy co płyną do Szwecji. SYNY się, kurwa, nie boją zasmucić…

1988: Od początku dla mnie z tego bitu biły fale. Świnoujście się świetnie wpisało, sam się tam wychowałem i znam to wszystko, spędzałem tam każde wakacje i ferie u kuzyna, więc ten numer jest mi bliski na maksa. Polferies, przeprawa promowa, wiatr, świnoujskie lasy i blokowiska. Łaziliśmy tam do późna, słuchaliśmy Public Enemy, Wu Tangów, K44, ZIP-ów, WWO, Molesty… Znałem to wszystko wtedy na pamięć…

***

WYTWÓRNIA: Latarnia
WYDANE: 19 lutego 2015
WIĘCEJ O: SYNY
INFORMACJE O ALBUMIE

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: