O swojej nowej płycie, która ukazała się zaledwie dwa dni temu, opowiada PORNOGRAPHYxxx, olsztyński obecnie producent, który dał się poznać kilkoma wcześniejszymi, bardzo dobrymi zresztą, albumami. O czym jest The Maze? Tego dowiecie się z lektury Czynników pierwszych. Polecamy.

TYTUŁ: THE MAZE

The Maze jest albumem konceptualnym. Opowiada głównie o stracie i o szukaniu sposobów na radzenie sobie z nią – błądzeniu w tytułowym labiryncie pomiędzy fałszywymi alarmami, alkoholem, dragami, jednonocnymi pocieszeniami i tzw. „porankami po” etc. Nie ma tu odpowiedzi na pytanie, gdzie jest wyjście, to tylko rodzaj pamiętnika z samego procesu błądzenia, z którego wnioski słuchacz może wyciągnąć sam. Poza tym oczywiście tytuł pochodzi z drugiego utworu na albumie, który opowiada o błądzeniu w bardziej dosłownym znaczeniu, ale po kolei.

„PROMISED LAND”

Ani przez sekundę nie zastanawiałem się nad tym, który kawałek powinien otwierać ten album. „Promised Land” wyłania się powoli z głębokich reverbów, po chwili atakuje masywnym analogowosyntezatorowym motywem (swoją drogą zamiłowanie do tego typu rozwiązań zostało mi po poznaniu drugiej płyty pewnego francuskiego zespołu, którego nazwa składa się z litery i dwucyfrowej liczby nieparzystej) tylko po to, żeby znów zwolnić, złapać oddech i wprowadzić słuchacza w wokalną narrację, po której następuje hymnowa część wieńcząca. Dodatkowo jest on jakby streszczeniem wszystkiego, co dzieje się w tekstach na The Maze i nie było to w żadnym wypadku działanie z góry zaplanowane i zamierzone. Analiza „Promised Land” przy układaniu tracklisty dała mi poczucie spójności tego materiału.

THE MAZE

Gitarowy motyw przewodni to zwolniony sampel wyciągnięty z utworu La Dispute – „A Letter”. Mimo że nie ma prawa tego słychać w samym brzmieniu, to twórczość La Dispute była ogromną inspiracją dla całego albumu w sferze tekstowej. Samo intro jest generalnie kolażem sampli pochodzących z czterech różnych utworów. Lubię ten kawałek za współgranie tej nokturnowej gitary i bassującej sekcji rytmicznej, nadającej mu szczyptę współczesnej trapowej dynamiki na początku i nieco wzniosłej smyczkowej końcówki. W warstwie lirycznej opowiada o tym, jak dobrze znane miejsca, ulice potrafią stać się całkowicie obce, wszystkie drogi prowadzące do znajomych miejsc stały się labiryntem po odejściu „tej” osoby. Zwykłe mijanie tych niegdyś uwielbianych barów czy kawiarni może spieprzyć humor.

PRETTY GIRLS ARE NEVER LONELY

Nie mam racji? Kto się nie zgadza, ten się nie zna. Utwór z The Maze, który powstał jako pierwszy. Pamiętam dobrze, wieczór, grudzień 2013 r., spadł pierwszy śnieg, a ja miałem na biurku w połowie opróżnioną butlę Williama Lawsona, który powoli zaczynał działać, i żadnych perspektyw na resztę dnia. Zacząłem pisać o tym, co czuję, o swoich aktualnych przemyśleniach na temat kontrastów, które czasem się przyciągają, podczas gdy w innych okolicznościach przyrody budują gigantyczny mur i jak to się ma do tego, co aktualnie dzieje się za oknem. Widziałem w tym jakąś dziwną synergię. Później składałem dźwięki na mojej wiernej Akai LPK25, mrucząc tekst. Tak powstał szkic. Chciałem, żeby muzyka oddawała chłód ówczesnej aury z perspektywy oglądania jej z ciepłego pokoju, i pomimo licznych ewolucji zachowała swojego oryginalnego ducha.

TANTALUS

Utwór o naiwnej wierze w znaki, których znaczenie wmawiamy sobie sami, w efekcie czego odczuwając bliskość celu, spotykamy się z niemożnością jego osiągnięcia. Pierwsza zwrotka opisuje właśnie utopijną wizję tych „drogowskazów”, jednak w dalszej części wdziera się realizm, który to wszystko weryfikuje. Tytułowy mitologiczny Tantal za swoje przewinienia, pomimo odczuwania głodu, nie mógł dosięgnąć wiszących nad jego głową owoców i, pomimo pragnienia, nie mógł napić się wody, w której brodził po kolana. Sama aranżacja koresponduje z naiwnością opisywaną w tekście, stąd beztroskie cymbałki w refrenie czy zwiewne quasi ukulele w tle. W pewnych momentach pojawia się szeroka sub-bassowa stopa i poszatkowany zwolniony sampel wokalny. To mój mały hołd dla współczesnych trendów w muzyce elektronicznej. Chyba najbardziej popowa rzecz na The Maze.

MONUMENTS

Opowiada o gloryfikowaniu wyrwanych z kontekstu, z pozoru błahych wydarzeń z przeszłości poprzez tworzenie z nich pomników w swojej świadomości. Często pomijając wspomniany wcześniej istotny kontekst tych sytuacji, wywyższamy je, zakrzywiając realny obraz. Usprawiedliwia to w nas tęsknotę za tym lepszym utraconym światem i daje podstawy do podejmowania walki o odzyskanie swojej prywatnej ziemi obiecanej. Tworzymy w ten sposób alternatywną wersję historii – podrasowaną i podkolorowaną w fotoszopie naszych urojeń. Zapominając, że to przed czym klęczymy, to tylko martwe, zimne pomniki. Tutaj narrację uzupełniają pianino, wokół którego zbudowany jest kawałek i partia przywodząca na myśl sekcję dętą nadająca utworowi odrobinę tematycznego patosu.

BLASCO

Geneza tytułu i dokładniejszego znaczenia niech pozostanie tajemnicą, chociaż nie wątpię, że znajdą się osoby, które z łatwością je rozszyfrują. Muzycznie to jeden z moich ulubionych kawałków. Sekcja rytmiczna jest oparta na 808-kach współpracujących z samplowymi kobiecymi wokalizami. Główny pad i klawisze są delikatnie przesterowane dla kontrastu. Mniej więcej w połowie skradające się 808-ki ustępują miejsca motorycznemu, synth-popowemu vibe’owi wypełnionemu zreeverbowanymi wokalami. Kolejny dość popowy numer.

NO ANSWER

Jedyny (prawie)instrumentalny kawałek. „Prawie”, bo pojawia się w nim wycięta z „Promised Land” fraza under the waves. Jego główną rolą jest bycie mostem pomiędzy „Blasco” a „Poltergeist”. Chociaż samo jego istnienie w tym miejscu i tytuł w żadnym wypadku nie są przypadkowe.

POLTERGEIST”

Oparty na kilku samplach, tak mocno zmodyfikowanych, że nawet nie ma sensu wyjawiać ich pochodzenia. Podobnie jak w przypadku braku wątpliwości co do wyboru kawałka na początek, tak i w tym przypadku „Poltergeist” od początku był murowanym kandydatem na utwór zamykający album. Zarówno tekstowo, jak i muzycznie. Wyciszone, stonowane dźwięki uwydatnione pianinem i szumiącą, chóralną melodią są idealnym soundtrackiem dla ostatniej strony tego „pamiętnika”. Tytułowym poltergeistem jest wspomnienie o tym, co się straciło. Wspomnienie, które wkrada się do świadomości nieproszone i utrudnia codzienne funkcjonowanie. Jednak pojawia się tu tzw plot twist, bo w skrajnych przypadkach „odnalezienia wyjścia” z albumowego labiryntu, ofiara poltergeista może sama się nim stać dla kogoś innego.

***

WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 17 grudnia 2014
WIĘCEJ O: PORNOGRAPHYXXX
INFORMACJE O ALBUMIE

 

Komentarze

komentarze