W połowie maja kwarter dowodzony przez Marka Malinowskiego wydał album Alone. Dziś założyciel formacji opowiada o płycie wydanej przez Requiem Records, rozkładając ją utwór po utworze, na Czynniki pierwsze.  

„ALONE”

„Alone”, tytułowy utwór albumu, to kompozycja będąca dla mnie manifestem tego, jaką muzykę chcę tworzyć, co dla mnie ważne. Ta płyta jest opowieścią, którą chciałbym się podzielić. Historię rozpoczętą w „Alone”, tu podjęte poetyczne tematy, będą ujawniać się w dalszych utworach, tworząc wyraz i nastrój albumu.

„NOVEMBER MELODY”

„November Melody” był pierwszym utworem, który zagraliśmy w kwartecie zaraz po jego założeniu. „Melodia” powstała w listopadzie 2013 roku. Dla mnie to zdecydowanie najcieplejsza z kompozycji, które do tej pory napisałem. Wyobrażam sobie szczęście – rzeczywiste, wspomniane? Tego nie wiem, ale żyjące we mnie i przez tę melodię przywołane i ogarniające w całej wspaniałości.

„AURA” 

„Aura” jest pierwszym z cyklu dwóch duetów, które napisaliśmy wspólnie z Albertem Karchem, perkusistą mojego kwartetu. To pamiątka wielu wieczorów, które spędziliśmy wspólnie, improwizując i komponując muzykę. Utwór oparty na gitarowym ambiencie i wyrazistej, intensywnej grze perkusisty.

„EGOLESS”

„Egoless” to rozmokły, arytmiczny temat, punkt wyjścia do otwartej improwizacji. Melodia, tak pięknie i  „brudno” grana przez Michała, jest moim zdaniem jednym z największych okrzyków nieskrępowanej emocji, wybuchem całej we wnętrzu trzymanej miłości, którą człowiek zgromadził i która nagle szuka ujścia – i to ujście znajduje.

„THAT COLD DAY IN THE PARK”

„That Cold Day…” wyróżnia się spośród całości. Jest bodaj najprostszym w konstrukcji utworem, jaki znalazł się na płycie. Mam nadzieję, że w tej przystępności tkwi głębia kompozycji i jej wyraz. Tytułowy „zimny dzień”, jak słychać, niekoniecznie jest momentem smutku, a wręcz przeciwnie. „That Cold Day…” jest świadectwem tego, że w życiu nie zawsze odosobnienie oznacza stan przygnębienia – to raczej chwila spojrzenia w głąb i medytacji nad sobą.

„WATCHMAKER”

„Watchmaker”, napisany przez Michała Michotę, to poruszająca melodia  sugerująca tykanie zegara. Myślę, że utwór niesie ze sobą wspaniałą naukę – o przemijaniu tego, co tworzymy i nas, twórców dzieła. Zegarmistrz buduje swój zegar, a ten od razu zaczyna wybijać czas, przypominając o swojej kruchości i ograniczeniu swojego twórcy.

„LOST”

„Lost” to drugi duet, który wykonuję wspólnie z Albertem. Eksponuje szeroką paletę brzmień perkusji. Drobne, dysonujące, metaliczne frazy grane na krawędziach bębna oraz miękkie, szerokie pejzaże mioteł i talerzy skonfrontowane są ze spokojnym, eleganckim tematem gitary. Dominuje tu przestrzeń i głębia dźwięku, kontrapunktyczna perkusja i wyrazistość ekspresji.

„CLOUD WALTZING”

„Cloud waltzing” to walc oparty na gęstym podkładzie harmonicznym kontrabasu i refleksyjnej, rozległej melodii. Tytuł sugeruje „bujanie w obłokach”, stan rozmarzenia, moment twórczego zagubienia i zapomnienia się w świecie natury. Wrażliwość na wszechobecny błękit i unoszenie się ponad życiem.

„WINTER SONG”

Ostatni utwór, który zamyka album, skomponował nasz kontrabasista Paweł Urowski. Wirująca fraza, z której zbudowano temat utworu, wędruje przez tonacje, snuje się, wzrasta i opada, tuląc się przez dynamikę i harmonię, narastając w drugiej części do szalonej, ekspresyjnej, kolektywnej improwizacji opartej na ostinato basu. I tak kończy się album, nagłym okrzykiem rzuconym w pustkę.

***

WYTWÓRNIA: Requiem Records
WYDANE: 15 maja 2015

Komentarze

komentarze