O Pills, nowym albumie Love De Vice, opowiada Tomasz Kudelski, perkusista zespołu. O czym jest to wydawnictwo? Tego dowiecie się z wnikliwego rozłożenia treści na czynniki pierwsze.


AUTOR: Love De Vice
TYTUŁ: Pills
WYTWÓRNIA: Fonografika
WYDANE: 24 czerwca 2016


„NO ESCAPE”

Riff do „No Escape” nasz wokalista – Ozzie (Paweł Granecki) wymyślił w połowie lat 90-tych. W ramach Love De Vice mieliśmy do niego kilka podejść na przestrzeni lat, ale dopiero gdzieś w końcówce 2014 roku na próbie na tyle zażarło, że wyłoniła się kompozycja. Ostateczna aranżacja tego utworu, w tym charakterystyczna partia instrumentów klawiszowych, była owocem współpracy z Jackiem Szabrańskim – na tym utworze docieraliśmy zresztą wspólnie artystyczne koncepcje producenckie dla Pills. Kompozycja ta ze względu na strukturę riffów może kojarzyć się z twórczością Black Sabbath czy Led Zeppelin podlaną brudnym brzmieniem charakterystycznym dla stylistyki grunge. Zależało nam właśnie na takim brzmieniu, ciężkim i brudnym, ale jednocześnie miękkim i głębokim, nie „distorszynowo” metalowym, któremu bliżej będzie do płyty In rock niż Machine Head, pozostając w kręgach rockowych wzorców.

„RITUAL”

Kompozycja miała pierwotnie tytuł „Flaki Peły”. Bazą utworu był basowy riff przyniesiony przez naszego basistę Roberta „RIP” Pełkę. Sam riff mógłby spokojnie nagrać Black Sabbath. Męczyliśmy to na próbach i za każdym razem utwór ten miał inną linię melodyczną i aranżację, ale zawsze było coś nie tak. Chcieliśmy zniwelować trochę sabbathowe naleciałości… które i tak słychać w „No Escape”. Byliśmy nawet bliscy porzucenia tego pomysłu. I nagle podczas sesji nagraniowej w Quality Studio, gdzie nagrywaliśmy na żywo piloty do płyty, coś zaskoczyło, taka magia chwili, kiedy grasz i czujesz od razu, że dzieje się coś fajnego. Z tego wykonania wyłoniła się obecna struktura utworu. Później nasz producent zaproponował jeszcze partię wiolonczeli i kompozycja uzyskała docelowy, trochę psychodeliczno-wschodni charakter. Niektórzy słyszą w nim nawet nawiązania do wczesnego okresu Pink Floyd. Choć my akurat dosyć świadomie chcieliśmy na tej płycie unikać Gilmourowskich inspiracji bardzo wyraźnych w stylu gry Andrzeja Archanowicza, którego gitary tym razem jednak bardzo fajnie charczą na całej płycie.

„BEST OF WORLDS”

Ballada, w której chcieliśmy uniknąć klasycznych rozwiązań aranżacyjnych dla rockowej ballady. Stąd pojawiła się mocna „tribalowa” partia bębnów oraz trochę „ejtisowa” sekwencja klawiszowa. W solówce gitarowej zagranej na gitarze national z 1919 r. (którą dziadek wokalisty otrzymał w prezencie od Ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie), Andrzej przemycił trochę stylistyki Gilmoura i Marka Knoplera – pomimo wyraźnego zakazu, ale tu akurat ładnie wyszło. Gdzieś w tle pobrzmiewa też inspiracja mało znanym utworem Nicka Cave’a „To Be By Your Side”. Inną dużą inspiracją przy pracy nad Pills był album Beneath the Skin grupy Of Monster and Man ze względu na wspaniałe wykorzystanie instrumentów akustycznych oraz naturalne, ale ponure i jednocześnie potężne brzmienie.

„AFRAID”

To utwór, w którym znowu wracamy w rockowe rejony. Kompozycja powstała na bazie innego porzuconego ostatecznie utworu. Grając go na próbie, Ozzie zapodał riff gitarowy, który jest podstawą „Afraid”. Riff ten grany jest unisono również przez gitarę basową i stanowi fundament kompozycji. Chyba udało się nam uzyskać ciekawy transowy efekt pomiędzy zwrotką opartą na partii basu i wiolonczeli a riffem oraz monumentalnym refrenem. Warto dodać, że rytmikę utworu wspomagają dodatkowe perkusyjne klapy, ostatnio modne. Brudne gitary zestawione z partią wiolonczeli dały bardzo ciekawy efekt.

„PILLS”

Kolejna ballada, która nie miała zostać balladą. Szukając rozwiązań aranżacyjnych, Paweł zaproponował, aby zrobić aranżację w całości smyczkową, trochę na wzór „Elenor Rigby” the Beatles. Maciej Caputa zrobił orkiestrację, a wykonał ją Fair Play Quartet. Potem w studio pojawiła się Kasia Granecka, siostra naszego wokalisty. Pierwotnie miała zaśpiewać chórki do „Hell on Earth”, ale czekając w studio na Pawła, zrobiła też podejście do „Pills”. No i ostatecznie uznaliśmy, że jej wersja, jest na tyle intrygująca, że trafiła na płytę. Tekst utworu oparty jest zresztą o tragiczną historię koleżanki Kasi, która nie wyszła zwycięsko ze starcia z tytułowymi Pigułami.

„HELL ON EARTH”

Taki trochę protest song w warstwie tekstowej będący komentarzem tragicznych wydarzeń na Ukrainie. Dynamiczny rockowy i prosty, ale równocześnie dość bogato zaaranżowana jak na standard Pills, ale bez poczucia barokowego przepychu. Utwór powstał w dużym stopniu w wyniku improwizacji na próbie. Swoje 3 grosze dorzucił też Jacek Szabrański. Spotykaliśmy się czasami z zarzutem, że nasze utwory są za bogate aranżacyjnie i brakuje im przez to oddechu. Na tej płycie Jacek poświęcił dosyć dużo energii, aby uprościć naszą formę przekazu, powtarzając do znudzenia „less is more”. To takie nowe, bardziej współcześnie brzmiące oblicze LDV. Końcówka to porywająca wokaliza rodzeństwa Graneckich.

„WILD RIDE”

Pierwotnie utwór ten nosił tytuł „transowy”. Co chyba dobrze oddaje jego naturę. To takie rockowe riffowe granie, w którym dobrze się czujemy. Prosto, ale nie prostacko, z nośnym refrenem, charczącym gitarowym solem i dodatkowym gitarowym motywem w końcówce utworu.

„NOBODY OWNS ME”

Pierwszy blues w historii Love De Vice i zarazem trochę wyzuty z tej estetyki. Długo myśleliśmy nad partią bębnów, aby uniknąć klasycznych bluesowych rozwiązań. Smyki i trąby nadają kompozycji „bondowski” klimat. No i fantastyczne gitarowe solo Andrzeja w końcówce utworu.

„PICTURES FROM THE PAST”

Utwór ten nosił roboczy tytuł „Gwizdek”, ponieważ Paweł w pierwszej wersji nagranej na iPhone’a gwizdał motyw przewodni utworu. Kompozycja, do której nasz producent miał najwięcej zastrzeżeń stylistycznych, ale końcowy efekt brzmi całkiem nieźle. Takie trochę starsze, bardziej progresywne oblicze Love De Vice, jednak podane w bardziej intymnej formie. Echa stylistyki Nicka Cave’a można się doszukać w niskim śpiewie, a wiolonczelowe solo może nawet kojarzyć się z naszym „Letter in A minor” z płyty Numaterial. Gitarową partię Andrzej Archanowicz zagrał z zawiązanymi oczami, był to autorski patent Jacka, aby wyzwolić Andrzeja z okowów floydowej estetyki, efekt jest dosyć niesamowity.

„WINTER OF SOUL”

To jedyna kompozycja, której premiera miała miejsce na koncertowym DVD Silesian Night 11.11.11. W stosunku do tamtej wersji aranżacja została odchudzona i pozbawiona patosu, oparta wyłącznie na instrumentach smyczkowych, brudnych gitarach oraz motorycznym rytmie. Najdłuższy i najszybszy utwór na płycie, ale jako jedyny oprócz „Pills” pozbawiony gitarowego sola… Nasz ulubiony fragment to ostatnie półtorej minuty, gdzie narastające perkusjonalia, gitary oraz smyki tworzą fajny, niesamowity klimat. Motyw wiolonczeli może przywodzić na myśl motyw z serii Gra o Tron. Cały utwór również ze względu na tytuł oraz trochę tajemniczą i mistyczną atmosferę przywodzi na myśl ten serial.

„PILLS 2”

Pierwsza wersja „Pills”, jaka powstała, to była tzw. wersja z kuchni. Paweł zarejestrował ją na gitarze akustycznej, tupiąc w blat kuchennego stołu. Zawsze nam się bardzo podobała, dlatego zbliżoną wersję chcieliśmy zamieścić na płycie jako dodatek do wersji z orkiestracją. Tylko gitary akustyczne, w tym prehistoryczny national, wiolonczela oraz tupanie, które wcale nie było takie łatwe do otworzenia w warunkach studyjnych.

Komentarze

komentarze