Dance Like Dynamite opowiadają o wydanym w ubiegłym roku albumie This Funeral Is Sold Out. Stoi za nim dużo smutku, żalu i negatywnych wspomnień. O płycie opowiada wokalista Krzysztof Sadowski.

Szczerość. W emocjach, w myślach i wyrażających je słowach. Miłość. Najszczersza miłość do takich melodii, tych brzmień, tego typu dźwięków. To najzwięźlejszy opis płyty This Funeral Is Sold Out – patrząc z mojej strony – autora tekstów, sporej części muzyki i producenta. Wiedziałem, że to ma być smutny, przygnębiający i załamujący album, bo takie były ostatnie lata mego życia i tylko takie paskudztwa lęgły się we mnie. Cel został osiągnięty.

„DESTRUCTION TIME CONSTRUCTION TIME”

Pomimo tego, że to pierwszy utwór na płycie, został ukończony jako jeden z ostatnich, ale z myślą o tym, żeby właśnie otwierał płytę. Początkowo kończyło go monotonne, mantrowe outro na gitarze i basie, ale czułem, że jest tu za mało smutku i że to wiolonczela będzie ostatnią brzytwą ratunku. Znam na szczęście prześliczną, naprawdę, wiolonczelistkę Agnieszkę Duszyńską, która już raz przepięknie zagrała na naszej debiutanckiej epce i tu ponownie znalazła dokładnie te dźwięki, które ja słyszałem w swojej głowie. Jest to dowód na to, że jeśli klasycznie wykształcony muzyk zna, a wręcz bardzo lubi Fields Of The Nephilim i nie potrzebuje partytury, żeby cokolwiek zagrać, to tylko lepiej dla wszystkich.

Tekst jest trochę łopatologiczny, może dlatego, że jest autobiograficzny w sposób dość dosłowny, ale mam nadzieję, że przez to bardziej zrozumiały.

„RADIO DESPERATION”

Główne motywy – zwrotkę plus refren – wymyślił oraz zagrał na basie i gitarze Piotr Pawłowski. Przyznam szczerze, a teraz jest do tego idealny moment, że byłem tymi motywami lekko rozczarowany. Wydawały mi się nieszczególne, za proste, może zbyt oczywiste. A potem napisałem tekst i wymyśliłem wokal i dopiero wtedy poczułem siłę i groove tej linii basu. Cały aranż, konstrukcję utworu oraz klawisze i bębny Simmons ogarnął człowiek, który współtworzył ze mną DLD, ale z przyczyn życiowo-bytowych wyemigrował do Brexitlandu – mówię o Mariuszu Noskowiaku. Przepiękny saksofon przyprawiający o dreszcze w porywach do drgawek zagrał wybitny jazzman i absolutnie genialny gość – Irek Wojtczak. Irek wszedł do pomieszczenia z mikrofonem, posłuchał jeden jedyny raz tej piosenki i zagrał jeden jedyny raz. On grał, a my z Piotrem Pawłowskim i realizatorem Wojtkiem Noskowiakiem staliśmy w drugim pomieszczeniu i zbieraliśmy nasze rozjebane na kawałki serca z podłogi. Irek wysadził nas w powietrze, potem jeszcze pociął na kawałki, a na koniec spalił tym, co zagrał na swoim saksofonie. Naprawdę będę pamiętał do końca życia ten moment. Staliśmy i baliśmy się na siebie spojrzeć, a potem wszyscy mieliśmy dziwnie wilgotne oczy… A Irek skończył, wszedł do nas i niewinnie i turboskromnie zapytał: „I jak, Braciszku? Może być?”

„EROTIC INTELLIGENCE”

To był zdecydowanie mój najmniej ulubiony utwór na całej płycie. Na szczęście w końcu nauczyłem się trzymać pysk i zachowałem wszystkie swoje super mądrości typu: za wesoły, zbyt – przepraszam za wyrażenie – indierockowy, dla siebie samego. Gdy zaczęliśmy grać go na żywo zrozumiałem, że to po prostu rockowy numer, a przy okazji koncertowy rozrusznik. Pani z Radia Kraków powiedziała, że to najbardziej clashowy utwór od wielu lat. Nie mógłbym sobie wyobrazić większego komplementu, a myślę, że i koledzy z zespołu nie czują się tym porównaniem sponiewierani.

„NOTHING LEFT BUT NOTHING”

To miał być mroczny rockowy numer z motorycznym basem, transową żywą perkusją i hipnotycznym wokalem. Takie demo zrobiłem w moim macbooku. Z zamiarów nie wyszło zupełnie nic i prędzej można tu usłyszeć Duran Duran z lat dziewięćdziesiątych skrzyżowane ze Skinny Puppy. Na żywo gramy to całkowicie inaczej, bez jednego dźwięku z laptopa i można to nazwać totalną improwizacją.

„NO ONE KNOWS I USED TO USE YOU”

Tekst napisałem prawie w całości w moim najukochańszym pubie na świecie – Lugosi’s w mieście Haarlem w Holandii. Utwór oryginalnie miał zupełnie inną drugą część, był to – ni mniej ni więcej – klasyczny thrash metal i to zarówno w sposobie śpiewania, grania całego zespołu, jak i tempa utworu itd. Coś mi jednak odkliknęło w głowie i gdzieś w zakamarkach mózgu pojawił się zgruzowany bas ze smyczkami i tak też się stało.

„HAVE A NICE DEATH”

Matka moja Lidia już od miesiąca była w śpiączce na oddziale szpitala, z którego wychodzi się jedynie przez kaplicę. Piłem już wtedy całkowicie bez umiaru. Do tego stopnia, że już zrezygnowałem z jeżdżenia autem do szpitala na codzienny godzinny monolog ze śpiącym i jeździłem taksówką albo jechał ze mną kumpel. Którejś nocy obudziłem się i miałem ten tytuł w głowie. Zapisałem, gdyż zawsze przy łóżku trzymam notes, ołówek i oldschoolowy dyktafon na minikasety. W ten sposób sporo pomysłów ocaliłem od wiecznego zapomnienia. Tak było i tym razem. Tytuł zapisałem, Matka moja Lidia niebawem odeszła na zawsze. Piłem już wtedy jeszcze bardziej niż całkowicie bez umiaru. I wtedy pewnego słonecznego dnia usiadłem i napisałem tekst od początku do końca. Numer trochę w stylu psychobilly już był zarejestrowany w podstawowej postaci, dosłownie parę dni później połączyłem go z tekstem w studiu. Szukałem harmonijkarza, żeby dołożył kilka dźwięków, ale w Sopocie zdecydowanie łatwiej znaleźć dealera narkotyków, więc dograłem własnoręcznie brakujące 3 dźwięki, ale na – uwaga – akordeonie.

„TEMPT ME /I WOKE UP CRYING”

Tradycyjnie Piotr Pawłowski nagrał 2-3 motywy na basie. On tak ma. Przychodzi i gra. I jeżeli realizator nie jest idiotą – a nasz zdecydowanie nie jest – to wie, że trzeba po prostu najlepiej jak się da zarejestrować, co artysta chce wyrazić i nie pierdolić nic o brzmieniach, efektach i nie zadawać żadnych kretyńsko-technicznych pytań, bo życie stygnie. Oczywiście byłem w studiu również ja i gdy to usłyszałem – od razu wiedziałem, jaki to będzie utwór, To mój najukochańszy utwór na całej płycie. I tak naprawdę jest to chyba 1:1 z tym, co Piotr zagrał. I cała konstrukcja utworu powstała w chwili nagrania tego kręgosłupowego basu. Dograłem ekstremalnie ascetyczne pianinko na wstępie i berlin schoolowe klawisze. I powstał zupełnie nie zamierzenie numer w stylu zespołu, który ukształtował mnie całego, czyli Ultravox. Brakowało sześciu strun, a był to moment, w którym stwierdziłem, że nie mam już siły i czasu czekać, aż nasz niedoszły gitarzysta, a zajebisty gość i świetny muzyk przeczyta maile, smsy i co tam, kurwa, jeszcze i przyjedzie coś nagrać. Wiem, że miał brutalne zmiany w życiu, ale ja też je miałem, a chodziło o coś, co wyniknie z tych zmian, więc koniec tych wynurzeń. I właśnie wtedy po prostu pojawił się Tomasz Snake Kamiński. W kryminalnych filmach nazywa się to przełomem w sprawie. Przyjechał, zanurzył się w tej muzyce i zagrał, kurwa tak, że tylko przedłużaliśmy kolejny utwór i: „Snejku, kurwa, graj, graj jeszcze, graj więcej…”. A on grał, nie na życzenie, nie na zamówienie, tylko sam z siebie. Jakież to, kurwa, było piękne!

„HANDSOME CORPSES”

To bas, który Piotr przesłał mi jako pierwszy, zdaje się, lub jeden z pierwszych. Miał inne tempo, inaczej nakurwiały demo bębny, ale zainfekował mnie ten numer, choć wiedziałem, że sugerowana perkusja gra dokładnie odwrotnie niż trzeba. I tak to się potoczyło. To był taki piękny moment, w którym po prostu pisałem tekst dosłownie od początku do końca, opierając się jedynie na tytule zapisanym kiedyś w notesiku mym. Gdybyśmy mieli lub mogli nagrać dwupłytowy lub nawet trzypłytowy album, to był ten moment, w którym osiągnęliśmy apogeum płodności. Wszystko się sklejało. Nikt niczego nie szukał. Żadnej straty. Każdy pomysł był trafiony i nikt nie miał żadnych ciągot, żeby może jeszcze sprawdzić jakieś inny wzmacniacz, inną gitarę, inny przester. Nie. To i nikt nawet nie sugerował czegoś innego. W życiu czegoś takiego nie przeżyłem.

„ZDRADA”

Przerażająca jest każda zbiorowa histeria, powstająca po śmierci zmarłego artysty muzyka. I ta bezduszna epidemia tribjutów, wznowień z bonusami, reedycji, publikacji niepublikowanych nagrań, jakie artysta po sobie zostawił.

Dlatego mamy wewnętrzną potrzebę zaznaczyć, że „Zdradę” nagraliśmy w lipcu 2017 roku. Płyta This Funeral Is Sold Out zawierająca ten utwór ukazała się wiosną 2018, a zdjęcia do wideo zrobiliśmy w „Wielką” majówkę.
Kora zmarła 28 lipca 2018 roku i był to trzeci dzień montażu tegoż wideo, a teasery były już od kilku tygodni dostępne w sieci…
Jest coś magicznego i tragicznego zarazem w historii tego coveru. Mówimy o tym wyraźnie, bo chcemy odciąć się zdecydowanie od nadchodzącej fali pośmiertnej popularności, choć i tak pewnie będziemy posądzeni o jej wywoływanie. Bardzo chcieliśmy, żeby artystka usłyszała naszą wersję jeszcze w tym, tzw. doczesnym życiu, ale Wszechświatowa Inteligencja podjęła inną decyzję. Tak. To jest hołd złożony zespołowi Maanam i Korze – artystce niezwykłej, nieprzejednanej i totalnej. Hołd, niestety, pośmiertny.


AUTOR: Dance Like Dynamite
TYTUŁ: This Funeral Is Sold Out
WYTWÓRNIA: wydanie własne
WYDANE: 30 listopada 2018


Tekst powstał przy współpracy z Agencją Cantara Music.

Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: