ATME właśnie wydali State of Necessity. Sprawdźcie, co członkowie wrocławskiego zespołu mają do powiedzenia na temat swojego debiutanckiego albumu długogrającego.

Wszystkie utwory tworzymy razem, w ramach wspólnie wypracowywanego procesu. Pracujemy nad kompozycjami szczegółowo, starając się, aby muzyka i teksty były spójne i esencjonalne. Bardzo ważną częścią tego procesu są rejestrowane improwizacje. Wprawiamy się w stan, w którym jesteśmy obecni „tu i teraz” i pozwalamy, aby muzyka i słowa płynęły przez nas. W taki też sposób pozwalamy sobie na wolność twórczą, w której każdy może dodać do utworu coś od siebie. Kompozycje zebrane na State of Necessity powstawały na przestrzeni kilku lat i w różnych warunkach. Za każdą z nich stoi odrębny pomysł i nie było pierwotnego zamiaru, aby tworzyły jedną, zwartą historię. Wydając album długogrający, chcieliśmy, aby był spójny, dlatego rozmieszczenie utworów i ich dopasowanie było świadome, dobre w odbiorze i opisywalne według pewnego schematu. Dodatkowo, mając skomponowanych siedem pełnych i dość złożonych kompozycji, pragnęliśmy dopełnić album pięcioma „lżejszymi” formami, stanowiącymi oddech w „monolicie głównej siódemki”. Trzeba wspomnieć również, że pierwotny kształt pięciu z siedmiu głównych utworów powstawał, kiedy w ATME było nas pięciu. Po odejściu Artura Langnera kompozycje naturalnie uległy różnym zmianom. Poniżej przestawiamy opisy wybranych elementów całego albumu.

„(un)cut Thoughts”

Można powiedzieć, że utwór ten otwiera historię ATME i towarzyszy nam od pierwszego spotkania Piotra i Łukasza z końca 2011 roku. Podczas trudnego okresu tworzenia zespołu stanowił pierwszy fundament, na którym od razu zaczęliśmy pracę nad materiałem, szukając kolejnych bratnich dusz. Ideą kryjącą się za tytułem i strukturą głównej melodii gitary była teoria przedstawiająca umysł jako nadajnik, a myśli jako fale o różnych częstotliwościach przenikające wszechświat. W całym tym oceanie możemy dostroić się do konkretnych fal, odbierać czysty przekaz, być kreatywni. Jednak pozostając w „codziennym” stanie świadomości złych nawyków myślowych i tworzonym przez nas chaosie, słyszymy coś, co może przypominać bardziej hałas, a podszepty intuicji, jeżeli już docierają, to w strzępach. Jesteśmy w stanie wyjść ponad tę chmurę i usłyszeć niezakłócony sygnał – „niepocięte myśli”. Słowa odnoszą się do wewnętrznego chaosu, którego mogą doświadczać ludzie w czasie życiowej gonitwy, często tracąc to, co ważne.

Kłębiące myśli tworzą barierę, która zakłóca postrzeganie w sposób intuicyjny. Nawarstwienie dźwięków, głosów, myśli, permanentny brak skupienia i nawyki, narzucone nam przez systemy kulturowe mogą niekiedy oddalić nas od czegoś ważniejszego. W tekście podmiot zwraca się bezpośrednio do siły, która ma mu pomóc odnaleźć drogę. Poszukuje momentu, w którym czas zwalnia, a kreatywność spływa na człowieka, dając mu moc tworzenia i pokonywania przeszkód bez względu na to, kim jest i czym zajmuje się w życiu. Mimo oczywistego odwołania, nie ma tu snów o potędze i megalomanii. Nie ma przekonania o możliwości pełni zrozumienia oraz zajrzenia wprost w strukturę wszechświata. Będąc wtopionym w otaczający świat, w natłoku myśli i pragnień oraz oczekiwań innych ludzi, ja liryczne z lekką nostalgią stara się przywołać stan, w którym kiedyś się znalazło, który kiedyś odczuwało.

„!”: Podczas nagrań poszukiwaliśmy delikatnych dźwięków na wstęp do utworu. Kiedy do studia trafił Leopold Komuszyna, aby nagrać gongi do innych kompozycji, okazało się, że ma ze sobą również inne instrumenty, w tym jedyne w swoich zbiorach koshi nastrojone do A (432 Hz), czyli idealnie w tonacji naszego „(un)cut Thoughts”.

„Trickster”

Tytuł i riff prowadzący przyniósł do ATME Artur. Ostateczna forma utworu jak i jego charakter były rozwijane i wypracowywane już przez wszystkich członków zespołu. Tekst został zainspirowany „archetypem Trickstera”, który występuje w mitologiach i opowieściach wielu kultur oraz który kształtował się niezależnie od regionów, krajów czy kontynentów. Motywem przewodnim jest odniesienie do opowieści Indian z plemienia Winnebagów, o przewrotnym bóstwie – duchu, który nieświadomie czyni raz zło, a raz dobro. Jako zmiennokształtny, Trickster, potrafił przybrać postać każdego człowieka, zwierzęcia czy rzeczy. W utworze ATME bóstwo zapomniane na przestrzeni dziejów trafia do współczesnego świata poprzez muzykę.

„!”: W początkowych fazach zespołu podchwytliwe riffy z „Trickstera” służyły do sprawdzania umiejętności potencjalnych perkusistów.

„Hotel of the Transfiguration”

Trzeci po „(un)cut Thoughts” i „Tricksterze” utwór, który rozpoczął swoje życie jeszcze w fazie początkowej projektu, w składzie Artur Langner, Piotr Guliński i Łukasz Pawełoszek. Utwór powstawał podczas wielu etapów. Z początku improwizowany, z czasem nabierał kształtów i detali. Formę dopełnili Adrian Nejman i Paweł Zborowski, ale kolejne zmiany nastąpiły podczas dopasowywania aranżu do jednej gitary oraz po współpracy z pianistką Agatą Solecką (More Wine Please), podczas przygotowań do wspólnego koncertu. W wersji studyjnej za improwizowane dźwięki gongów odpowiedzialny był Leopold Komuszyna. Tytuł został zainspirowany twórczością Stanisława Lema. Hotel of the Transfiguration to nie miejsce, ale chwila, w której może znaleźć się każdy. To, co się dzieje wewnątrz określa często to, co dzieję się na zewnątrz i odwrotnie. Jest to pytanie, czy może niekiedy zamiast gnać przez życie, omijając przeszkody i wspinać się po wyszczerbionej drabinie, jest lepiej zatrzymać się, „przepoczwarzyć” i stworzyć solidną substancję pod dalszą wędrówkę poprzez labirynt życia i własnego umysłu. Jest to piękna podróż w głąb siebie, aby finalnie spojrzeć w lustro i wypłynąć na powierzchnie. Moment, aby odsłonić kurtynę i wyjść z „własnej głowy”.

„!”: Aby otwierający motyw gitary wybrzmiewał prawidłowo przy równoczesnym wygodnym jego graniu, przestrojono ją do rzadko używanego „otwartego B”. Z biegiem czasu strój ten znalazł swoje miejsce w ok. połowie utworów ATME.

„Pecto Drill” 

Współcześnie posiadamy ogromne możliwości poznawcze. Mamy dostęp do niezliczonych zasobów wiedzy, narzędzi do odwzajemniania empatii, a mimo wszystko nie możemy się zrozumieć z innymi, a często nawet nie umiemy się komunikować z samym sobą. Czy jest na sali lekarz?

„Worthy of Pity”

Utwór o bardziej klasycznej budowie, zdecydowanym i mocnym brzmieniu – od początku planowany jako otwieracz albumu. Był to najdłużej powstający tekst, co mówi choćby początkowy wers utworu. Tekst prawie w całości został ukończony przed pierwszą próbą jego nagrania w studiu pod koniec 2015 roku, jednak ostatnie poprawki miały miejsce jeszcze w 2017 roku przed finalną wersją, która znalazła się na State of Necessity. Słowa opisują sferę uzależnienia od innych ludzi i przedmiotów. Jest pamfletem na niebezpieczne uzależnienie od technologii, Internetu i social media. Czy to, co ma być dla nas ułatwieniem, nie sprawia przypadkiem, że powoli stajemy się więźniami?

„Interrupted Call”

Powstał podczas improwizacji będącej formą oczyszczania energii – resetu emocjonalnego, który raz na jakiś czas robimy. Zaskoczeni wynikiem postanowiliśmy przekuć te zaklęte w czasie i zarejestrowane dźwięki na nowy utwór. Aby napisać finalną wersję, nie tracąc wytworzonego klimatu i zachowując różnorodność formy, koniecznym okazało się analizowanie nagranej improwizacji i rozkładanie jej na części pierwsze. Jeszcze kilka razy improwizowaliśmy wybrane fragmenty, aby dopełnić całość, za każdym razem sami siebie zaskakując. Pomysł na tekst zrodził się podczas burzy i powstawał pod innym tytułem roboczym „Ghost connecting”.

Pierwsza część „Interrupted Call” opowiada o odseparowaniu się od tego, co jest narzucone. Jest luźną refleksją nad tym, co utracone, co pierwotne, proste i stracone w natłoku relatywnego postrzegania zdarzeń dostępnej człowiekowi rzeczywistości. Człowiek stworzył różne systemy religijne, filozofie, posługuje się innymi językami, należy do różnych narodowości, utożsamia się z różnymi ideami politycznymi. Mimo piękna tej palety barw często prowadzi to do konfliktów, pomimo że żyjemy pod jednym dachem gwiazd. Burza nie potrzebuje niczego – występuje w swojej pięknej niszczycielskiej sile taka, jaką po prostu jest, tak samo jak wszechświat i zawarte w nim mgławice i galaktyki. Druga część opowiada o samotności, o odtrąceniu przez proroków nieistniejących światów. Jest o próbie odnalezienia siebie – wejrzenia w siebie takim, jakim jesteś. „Interrupted Call” ma dla nas również znaczenie symboliczne, w pewnym sensie stanowił zapowiedź nowego rozdziału w historii zespołu.

„Pleasure Box”

Utwór, podobnie jak „Interrupted Call”, spłynął na nas podczas improwizacji. Po długich przygotowaniach do zarejestrowania epki zatytułowanej Forgiving Myself, zmęczeni formą konceptu potrzebowaliśmy chwili wytchnienia, zamiast wracać do domów, daliśmy ponieść się muzyce. Tytuł utworu powstał na bazie słów napisanych do „Whorthy of Pity” wyśpiewanych podczas improwizacji. Z nacechowanej silnymi emocjami kompozycji, zrodził się utwór pełen pasji i przestrzeni. Słowa „Pleasure Box” mówią o relacji dwójki ludzi. Jest to tekst o damskiej i męskiej energii przenikającej się wzajemnie. Od pierwszej improwizacji wiedzieliśmy, że klimat utworu dopełnić będzie musiał dźwięk saksofonu. Jak tylko zamknięta została struktura kompozycji poznaliśmy Łukasza Koteckiego, który idealnie odnalazł się w tej przestrzeni. Ostatnie pociągnięcie pędzla stanowi głos Małgorzaty Rabiegi-Maciaszek (More Wine Please).

„Passing through the Horizon”

Pierwszy z dopełniającej piątki. Improwizacja Adriana, który nie mając świadomości, że jest nagrywany, puścił wodze fantazji. Głosy, djembe, gongi i kalimba zostały dograne później, tworząc etniczny krajobraz tego utworu. Improwizowane dźwięki gongów wydobywał Leopold Komuszyna.

„Laniakea”

Jako wprowadzenie do „Interuppted Call” utwór ten miał być pierwotny, miał wskazywać nasze korzenie, skąd pochodzimy. W tym celu udało się połączyć brzmienie pochodzącego z Afryki djembe z bębnem obręczowym pochodzącym z Azji oraz didgeridoo, które wywodzi się z Australii. Dla urozmaicenia dodaliśmy do tego mniejszy bęben szamański oraz kliki. Różne krańce świata, jednak to wciąż jeden świat. Ma to pokazać, jak dźwięk i rytm mogą być wspólnym językiem. „Laniakea” oznacza w języku hawajskim „niezmierne niebiosa”. W końcu patrząc z dalszej perspektywy, to one są naszym domem, ich używaliśmy do nawigacji, by odkrywać Ziemię, nad nimi wciąż kontemplujemy, odkrywając coraz to dalsze sąsiedztwo. Za dźwięki didgeridoo odpowiedzialny był Tomasz Kościukiewicz.

„Ananke”

Słowa odnoszą się do tytułu płyty „State of Necessity”. Inwokacja do „konieczności” jest fasadą, narzędziem do przeniesienia się wewnątrz umysły twórców. Do opisu wspomnień i doświadczeń, jakie miały miejsce na drodze do stworzeniu albumu. Jest życzeniem, abyśmy przez muzykę stawali się lepsi, rozumieli więcej i stali się pełnią, tu i teraz. Głos dopełniają improwizowane dźwięki mis tybetańskich Agnieszki Bączkowskiej.

„The Screen”

Stanowi wstęp do „(un)cut Thoughts” jako dosłowny obraz „pociętych”, fragmentarycznych myśli, które odbieramy i generujemy, które tworzą chmurę przesłaniającą głos intuicji. W tym zgiełku utożsamiamy się z małymi dramatami naszych codziennych żyć. A co jeśli jesteśmy czymś więcej? Co jeśli jesteśmy ekranem, na którym wyświetla się film naszego życia, a nie aktorami uwikłanymi w setki intryg? Jak wyciszyć ten chaotyczny hałas? Istnieje przecież sposób, by usłyszeć głos, który jest zawsze stały i spokojny…

„144-261/18”

Stanowi wejście do „Hotel of The Transfiguration” i nagrane zostało w starym poniemieckim budynku, który zanim spłonął w marcu 2017 r., przez cztery lata mieścił pierwszą sale prób ATME i był świadkiem wielu muzycznych spotkań. Ten dźwiękowy przerywnik stanowi też swoistą pamiątkę po tym tajemniczym i magicznym miejscu.


AUTOR: ATME
TYTUŁ: State of Necessity
WYTWÓRNIA: wydawnictwo własne zespołu
WYDANE: 23 lutego 2018


Komentarze

komentarze

%d bloggers like this: